Showing posts with label sztuka. Show all posts
Showing posts with label sztuka. Show all posts

25/07/2011

Ranking seriali

Przyszła wreszcie pora na ten od dawna obiecywany post. Opinia, że jakość seriali amerykańskich wzrasta współmiernie do obniżki poziomu hollywoodzkich filmów, nie jest ani oryginalna, ani nowa, ale nie przeżywam szczególnych rozterek co do tego, czy prawdziwa, i otwarcie mówię: tak jest. Dowodem niech będzie choćby to, że dziś tak wielkie gwiazdy filmowe, jak Kate Winslet, nie uważają występów w serialu TV za szczebel w dół w karierze, a tak było jeszcze niedawno*. Najlepsze seriale ostatnich dekad zawdzięczamy temu, że w wytwórni HBO (Home Box Office) i ostatnio także AMC znalazło się parę osób bez klapek na oczach i $$$ w nich. HBO zasługuje na dozgonną wdzięczność wszystkich telewidzów, za The Wire przede wszystkim, ale także za Sex and The City, The Sopranos, Band of Brothers, a ostatnio Boardwalk Empire czy Mildred Pierce (ze wspomnianą, jak zawsze rewelacyjną, Winslet). Niemal cały ten post będzie paradą hitów HBO i zaryzykowałabym tezę, że nawet ci, którzy nie oglądają TV i nie wiedzą, czym u licha tak się zachłystuję, mają dług wobec HBO, bo tak jak nikt nie jest samotną wyspą, tak żadna część kultury nie istnieje w próżni. AMC ogłoszono natomiast "nowym HBO" dzięki spektakularnemu sukcesowi (mierzonemu raczej w nagrodach, niż liczbie widzów, trzeba zaznaczyć) serialu Mad Men. Skoro o nagrodach mowa - chyba najlepiej będzie, jeśli nazwę te moje prywatne "Szpilkami" (od obcasów, a nie tych małych i ostrych)?

1. NAJLEPSZY SERIAL KRYMINALNY: Szpilkę wygrywa... The Wire.
Poświęciłam temu serialowi osobny post, zatem tylko pokrótce - kiedy nie pamiętasz, którzy ze znajomych polecili ci ten serial, bo tylu ich było; kiedy zazdrościsz tym, którym to ty poleciłaś go obejrzeć, bo jeszcze mają to odkrycie przed sobą; kiedy odczuwasz żałobę po ostatnim odcinku ostatniej serii, i do każdego nowego serialu podchodzisz z obawą z powodu nieznośnego uczucia, że nic już nie będzie równie dobre - to wtedy wiesz, że masz do czynienia z Najlepszym Serialem Świata.
Charlie Brooker, znany w UK krytyk telewizyjny, który prowadzi bardzo popularną rubrykę w Guardianie, i tworzy równie popularny program o TV dla BBC, słynie z ciętego, często niecenzuralnego języka i sarkastycznego dowcipu, i jest nieprzejednanym wrogiem kiczu i miernoty. Typowy dla niego cynizm opuścił go jednak w obliczu geniuszu scenarzystów The Wire, i jego recenzja brzmi jak niehisteryczna i elokwentna wersja listu miłosnego, jaki 14 - letnia wielbicielka Justina Biebera mogłaby napisać do swego idola.
Najgorsze jest to, że The Wire miało tylko 5 serii. Jego wielbicielom polecam jednak kolejne przedsięwzięcie twórców The Wire - serial Treme, reżyserowany przez Agnieszkę Holland, jest może jeszcze bardziej niszowy (dialekt nowoorleański jest równie trudno zrozumieć, co slang czarnoskoskórych mieszkańców Baltimore) i, choć bardzo dobry, nie osiąga wyżyn The Wire, ale to akurat było mission impossible. Treme jednak wciągnął nas bardzo, poza tym pełen jest także fan-tas-tycz-nej muzyki i aktorów znanych z The Wire.

SPECJALNE WYRÓŻNIENIE NR 1: Dexter. Choć w "realu" jestem przeciwna wymierzaniu sprawiedliwości przez zwykłych obywateli, to jednak jak każdy chyba wielbiciel tego serialu zazwyczaj jestem po stronie Dextera. Duża zasługa w tym Michaela C Halla, który jest nieprzyzwoicie wręcz utalentowanym aktorem i pasuje idealnie do tej trudnej roli.

SPECJALNE WYRÓŻNIENIE NR 2: The Good Wife. To serial może nie do końca kryminalny, bo bohaterami są prawnicy, a nie gliny, ale wiele spraw przedstawionych w kolejnych odcinkach (przy czym zawsze są to przypadki ciekawe) wymaga od owych prawników przeprowadzenia własnego śledztwa, czym zajmuje się postać doskonale zagrana przez brytyjską aktorkę, Archie Panjabi. W roli tytułowej znowu fantastycznie zagrała Julianna Margulies, która wcześniej podbiła serca widzów (i George'a Clooney) jako siostra Hathaway w ER (Ostrym Dyżurze). Co prowadzi mnie do kolejnej kategorii...
2. NAJLEPSZY SERIAL MEDYCZNY: Szpilkę wygrywa... House, MD. Wahałam się tu między mizantropicznym geniuszem diagnostyki z Princeton-Plainsboro a chwytającymi za serce perypetiamii chirurgów z Seattle Grace (Grey's Anatomy), ale jednak musiałam patriotycznie wybrać Doktora House'a, bowiem Hugh Laurie to ten typ Anglika, który najbardziej lubię: doskonale wykształcony, wszechstronnie utalentowany erudyta, który jest dowcipny i aż do przesady skromny (self- deprecating). Amerykanie, Polacy i reszta świata poznali się na nim właściwie dopiero dzięki temu serialowi, ale tu w UK był od dawna household name, należy bowiem do elitarnego kręgu absolwentów Oxbridge (Oxford+Cambridge), którzy kończyli te uczelnie w mniej więcej tym samym czasie i dziś są kolosami brytyjskiej kultury - ta paczka jeszcze z czasów studenckich to: Stephen Fry (najlepszy przyjaciel Hugh, i jak już pisałam, najbardziej znany intelektualista w UK), Emma Thompson (która była dziewczyną Hugh), Rowan Atkinson (aka Jaś Fasola), scenarzyści Richard Curtis i Ben Elton. Laurie i Fry wystąpili razem w ekranizacji słynnych powieści PG Wodehouse'a (Jeeves and Wooster), a także w genialnym serialu komediowym Blackadder (z Rowanem Atkinsonem), napisanym (wspólnie z Benem Eltonem) przez Richarda Curtisa, który napisał potem m.in. Cztery Wesela i Pogrzeb, Notting Hill i Love, Actually.
A poza tym - Hugh jako House jest po prostu seksowny.

SPECJALNE WYRÓŻNIENIE: Grey's Anatomy (Chirurdzy): ten serial to prawdziwy wyciskacz łez, przynajmniej ja chlipię niemal przy każdym odcinku. Scenarzyści koncertowo grają na uczuciach widzów, co nie znaczy, że to serial dla smutasów - dialogi są często dowcipne i wartkie, bywa, że niemal równie inteligentne....

...co w serialu, który zasługuje na nagrodę w kategorii: 3. NAJLEPSZY SERIAL POLITYCZNY/SPOŁECZNY: Szpilkę otrzymuje...The West Wing (ponoć polski tytuł to Prezydencki Poker, bleee). Być może ten tytuł, dziwna pora nadawania (typowy polski problem, miałam czasem wrażenie, że ludzie układający  programy nie znają pojęcia primetime i nie wiedzą czy dany serial już jest hitem zagranicą) albo niezwykle ambitny scenariusz i  kwestie wymawiane  przez aktorów z szybkością karabinu maszynowego sprawiły, że ten serial nie zyskał w Pl takiej popularności, co w USA i UK. Po prawdzie, i tu był to ulubiony serial wykształconych i wymagających widzów. Jego scenarzystą był Aaron Sorkin, zaliczany do ścisłej czołówki ludzi piszących dla TV i filmu. Oskar, którego Sorkin zdobył za The Social Network, tylko ugruntował tę opinię.

4. NAJLEPSZY SERIAL KOMEDIOWY: Szpilkę otrzymuje... Fawlty Towers (Hotel Zacisze). Swego czasu oglądałam tu program, który miał wyłonić najlepszy brytyjski serial komediowy wszechczasów. Głosami gości i telewidzów wygrał wspomniany wcześniej Blackadder, ale Fawlty Towers było na drugim miejscu, co zważywszy na to, że Brytyjczycy mają w czym przebierać, jest bardzo wysokim, i całkowicie zasłużonym, miejscem. Tzw. comic timing w tym serialu jest nie do pobicia. Znam niemal całe 12 odcinków na pamięć, i mimo, że obejrzałam FT kilkanaście razy, nadal umieram ze śmiechu na samo wspomnienie.

SPECJALNE WYRÓŻNIENIE: Frasier. Serial o dwóch braciach - psychiatrach, wielkich snobach, wielbicielach opery i koneserach wina, którzy przerzucają się cytatami z Junga i Freuda? To nie brzmiało obiecująco, a jednak jest to, obok Przyjaciół, najlepiej zarabiający i najdłużej nadawany sitcom wszechczasów. Moim ulubieńcem jest Niles. Zarówno Friends, jak i Frasier mieli najwyższej klasy scenarzystów - takich 10 - 12 ludzi zamyka się ponoć w jednym pokoju (tzw. gag gulag), gdzie w pocie czoła przez wiele godzin doszlifowują oni każdy żart.

5. NAJLEPSZY SERIAL RODZINNY: Szpilkę otrzymuje... Brothers & Sisters. Zabawny i wzruszający, ten serial działa anty - antykoncepcyjnie. Duża rodzina nagle wydaje się mieć same zalety. Czasem zbyt sentymentalny, ale zdecydowanie wart obejrzenia.

6. NAJLEPSZY SERIAL NIEANGLOJĘZYCZNY: Szpilkę otrzymuje... Forbrydelsen (The Killing), nie mylić z amerykańskim remake'iem pod tym samym tytułem, który, co nie było niespodzianką, okazał się dużo gorszy. Kiedy oglądam coś dobrego, cierpię na słowne, za przeproszeniem, rozwolnienie, i nie mogę przestać polecać danego serialu/filmu wszystkim wokół. Na szczęście Ani z Lace and Cake też się podobało, bo napisała: I don't really have words to describe how perfect it is and how much I adore Sarah Lund (the main character) and want to be like her. I'll be forever grateful to Anna Maria, who recommended this piece of genius to me in comments under the last post. Accidentally, forbrydelsen involves lars mikkelsen (the brother of... yup, you guessed it!) and, if that's not enough for you, my latest crush - mikael birkkjær, whose disturbingly good looks deserve a special shout-out of their own. 


7. NAJLEPSZY SERIAL OBYCZAJOWO - MODOWY: Szpilkę otrzymuje... Mad Men. Tak, wiem, to dziwna kategoria, ale dla mnie tak streszcza się Mad Men: zmiany obyczajowe na tle niezwykle precyzyjnie odtworzonych kostiumów i wnętrz. To samo właściwie można napisać o Seks and The  City, który był kroniką zmian obyczajowych na tle mody, tylko później. Mad Men nie jest tak dobrze napisany, jak większość nagrodzonych w tym poście seriali i czasem, mówiąc szczerze, dialogi trącą operą mydlaną, ale rekompensuje tę słabość stroną wizualną, o której wkrótce w osobnym poście.


8. NAJLEPSZY SERIAL HISTORYCZNY/KOSTIUMOWY: Szpilkę otrzymuje...Duma i Uprzedzenie. Z mnogości seriali austenowskich i dickensowskich (a także np. Ja, Klaudiusz), jakimi raczy nas BBC, wyróżniam ten, każdy bowiem element tego serialu jest równie doskonały - stąd też jego ikoniczny status w kulturze Wielkiej Brytanii.


SPECJALNE WYRÓŻNIENIE NR 1: Downton Abbey. O dziwo, nie jest to serial wyprodukowany przez zwykle najlepsze w tej kategorii BBC, lecz przez komercyjny, najczęściej bardzo średnich lotów kanał ITV. Już za parę tygodni u nas druga seria, a w przyszłym roku - serial Titanic, napisany przez tego samego scenarzystę, Juliana Fellowes'a.


SPECJALNE WYRÓŻNIENIE NR 2: Cranford. Największe brytyjskie aktorki, ciekawe perypetie miłosne i właściwie odmierzone proporcje humoru i smutku = godziny spędzone na przyjemnym zanurzeniu w innej epoce.


9. NAJLEPSZY SERIAL WOJENNY: Szpilkę otrzymuje... Band of Brothers. Choć zwykle jestem "wczesnym naśladowcą" (early adopter), czyli osobą, która wcześnie odkrywa to, co potem staje się popularne/modne, ten serial z 2001 roku zobaczyłam po raz pierwszy dopiero w grudniu zeszłego roku. I co to za serial! Warty obejrzenia choćby dla Davida Schwimmera (czyli Rossa z Przyjaciół) w roli niezłego głąba i seksownego Anglika Damiana Lewisa w roli majora Wintersa.


Jakie są Wasze ulubione seriale?


*Co prawda nie bez znaczenia jest to, że budżety seriali są dziś dużo wyższe - niektóre, jak Boardwalk Empire, kosztują ok. $2 mln za odcinek.

08/07/2011

"Wyjście przez sklep z pamiątkami"

Exit through the gift shop to tytuł filmu słynnego Banksy'ego - jeśli jeszcze nie widzieliście, polecam. Choć ten tytułowy "sklep z pamiątkami"symbolizuje komercjalizację sztuki, to wyznam, że jestem wielbicielką tych sklepów, zwłaszcza przymuzealnych. Największe brytyjskie muzea, jak moje ukochane Victoria & Albert Museum, mają wielkie sklepy, pełne skarbów, które, w odróżnieniu od tych prawdziwych, można zabrać do domu. V&A oraz The Royal Academy czy British Museum nieustannie przy tym zmieniają asortyment i sprzedają krótkie serie związane z pokazywanymi właśnie wystawami.
Komplet porcelanowych kubków zainspirowany bukolicznym stylem Toiles du Jouy, popularnym w osiemnastowiecznej Francji  - ze sklepu V&A
W sklepie V&A, muzeum, które ma ogromne zbiory ubrań i dodatków, a także tkanin, przeróżne drobiazgi mogą znaleźć miłośniczki różnych crafts, te, które szyją, szydełkują, robią na drutach, tworzą własną biżuterię. Zwykłe guziki można zastąpić na przykład zestawem powyżej. Wybór albumów poświęconych modzie i jej historii, a także sztuce i dizajnowi, jest równie imponujący.
"Sprzedaję" Wam ten adres jako świetne miejsce na zakupy gwiazdkowe: poza wyjątkowymi kartkami i bombkami, kupując prezenty ze sklepu V&A można być pewnym, że trafi się w gust najwybredniejszych.
Rzecz jasna, nie jest to jedyny taki sklep. A jeszcze lepsze jest to, że istnieje sklep sieciowy, którego oferta jest kompilacją asortymentu wielu tego typu butików. To Culture Label, w ktorym można znaleźć wszystko, czego dusza zapragnie: od "niepraktycznych" dzieł sztuki, po jak najbardziej przydatne przedmioty codziennego użytku.
The Heart Machine
W dodatku Culture Label skupia nie tylko brytyjskie muzea - można tam kupić np. inspirowaną Marią Antoniną kolekcję ze sklepu w Wersalu.
Perfumy o zapachu trufli

Szalenie mi się podoba ten kubek a la Marie Antoinette


Specjalna patelnia do kasztanów
Listownik ze sklepu przy słynnym pałacu Rotszyldów, Waddesdon Manor
Papier prezentowy z pin-up girls
Londyńska poduszka projektu Michelle Mason
Moje drugie ulubione, po V&A, muzeum, Tate Modern, ma także świetny sklep, z dużym działem dziecięcym.
Plecaczek
Design Museum, w którym kiedyś często bywałam (mieszkałam wtedy po drugiej stronie Tamizy), ma, jak się można domyślać, duży wybór elementów wystroju wnętrz. Fanatycy współczesnego dizajnu łatwo mogą tam wydać fortunę.

Zastawa do espresso

Macie swoje ulubione sklepy z pamiątkami?

24/06/2011

"You are too big for polka dots"*

OK, Esther, nie bądźmy sizeist. Jak w przypadku wielu rzeczy, rozmiar się liczy - jednak nie tyle osoby noszącej ubranie w groszki, co ich samych. Eleganckie, ponadczasowe groszki powinny być niewielkie, maksymalnie rozmiaru monety £2 - lepiej jednak, by były wielkości £1 lub mniejsze. Duże grochy czy wręcz koła zostawmy małym dziewczynkom i artystom:
Sarah Moon, Dot's Print Dress (1996)
Damien Hirst
Zatem groszki można nosić, będąc dorosłą kobietą/mężczyzną, trzeba jednak trzymać się kilku zasad: wzór powinien być niezbyt duży a tkaniny szlachetne, np. jedwab; najlepiej prezentują się groszki białe na czarnym tle, czarne na białym, kremowe na beżowym/brązowym oraz beżowe/kremowe na granatowym.
Kto mógłby zapomnieć urodę Julii Roberts w tej sukience:

Jeśli wybiorę się kiedyś do Ascot, skopiuję ten look
W tym roku groszki i grochy, zaliczane już do klasyki a zatem pozostające ponad sezonowymi trendami, powróciły jednak ze zdwojoną siłą dzięki nurtowi zwanemu modern retro. Wzór pokazali: Stella McCartney, Marc Jacobs, Miuccia Prada w swej "młodszej" linii, czyli Miu Miu, Sonia Rykiel, Yunya Watanabe, i zawsze beztrosko - dziewczęcy, skory do zabawy Moschino. Niedawno w popularnym programie BBC zarówno prezenterka, jak i gość miały bluzki w groszki, a nie zliczę ilości krawatów w ten wzór, które pojawiają się w brytyjskiej TV. Podczas mojego ostatniego pobytu w Londynie co druga kobieta na szykownej Marylebone High Street miała apaszkę/szalik w ten wzór - nie przesadzam! Brytyjskie ELLE zauważyło ten trend i  doniosło o celebrytkach w ubraniach w groszki w dziale Trend Report:

Keira, Alexa Chung, Olivia Palermo

Tu całkowicie subiektywny i niewyczerpujący wybór groszków w aktualnej ofercie dizajnerskiej:
1. Marni 2. Miu Miu 3. Raoul (nowa, "gorąca" marka) 4. Tucker 5. Valentino 6. Mimi Holliday 7. J. Crew 8. Miu Miu 9. i 10. Mimi Holliday 11. Moschino
1. Marc Jacobs 2 Moschino 3. Sonia Rykiel

1. Seafolly 2. Miu Miu 3. Sonia Rykiel

Najlepsza na świecie brytyjska high street (dosł. deptak - tak się w UK określa zbiorowo marki masowe/sieciówki) oczywiście podchwyciła trend i oferuje ogromny wybór groszkowych ubrań i dodatków, prezentuję tylko mały wybór:
1. People Tree 2. Coast 3. Whistles 4. Crumpet 5. Kurt Geiger 6. Kurt Geiger 7. Eley Kishimoto for John Lewis 7. Accessorize 8. Joules
Wyznawałam już tu moją słabość do tego motywu, zatem na koniec dwie rzeczy, które mam w szafie:



Ja mam wersję granatową
*Esther Williams, do swojego partnera, aktora Jeffa Chandlera, który lubił się przebierać za kobietę.

16/05/2011

Migawki z Petworth

Jak przystało na parę w średnim wieku, zakupiliśmy roczne karnety National Trust. NT to niezwykła instytucja: ma status fundacji charytatywnej i nie jest to organizacja rządowa, ale zarządza wieloma z najwspanialszych rezydencji i parków arystokratycznych w Wielkiej Brytanii, a także ... wieloma milami plaż, szczególnie w West Country, czyli w zachodnich hrabstwach Anglii i w księstwie Kornwalii. NT rządzi  silną ręką - jeśli kiedyś porównywaliście wciąż dzikie, niezabudowane plaże zachodniej Anglii  (w tym będące częścią światowego dziedzictwa kultury, pełne niesamowitych skamielin Jurrasic Coast w Dorset) z zabetonowanymi, zniszczonymi wybrzeżami niektórych części Hiszpanii, tajemnica leży właśnie w tym -  żelaznej kontroli NT. Fakt, iż to organizacja niezależna od widzimisię kolejnych rządów i ministrów kultury, która nie jest na państwowym garnuszku - działalność jest finansowana głównie z rocznych karnetów (nie są one tanie, ale dużo bardziej opłacalne, niż pojedyncze bilety) oraz biletów jednorazowych, to także wielka zaleta.
Petworth House znajduje się w pięknej części pięknego hrabstwa West Sussex
Rozpoczęliśmy dłuższe i krótsze wycieczki do kolejnych obiektów należących do NT - byliśmy już w kilku, dziś pokażę Wam Petworth House, bowiem znajduje się najdalej z tych, które jak dotąd odwiedziliśmy, a ponadto kolekcja sztuki, którą można podziwiać w tej wciąż zamieszkanej przez arystokratycznych współwłaścicieli rezydencji, Lorda i Lady Egremont, jest największa i najbardziej wartościowa ze wszystkich - a NT zarządza ponad 300 nieruchomościami. Co jest cudowne i bardzo typowe dla angielskiej prowincji - warte ciężkie miliony obrazy i rzeźby nie są ogrodzone, za szkłem itp, w salach nie ma żadnych strażników w mundurach - są za to ochotnicy, zwykle w podeszłym wieku, którzy służą też za przewodników, i robią to z miłości dla swojego dziedzictwa narodowego. W środku można nawet robić zdjęcia!
Ta gościnna atmosfera uderzyła nas tym bardziej, gdy zobaczyliśmy te bezcenne skarby - przede wszystkim liczne dzieła wielkiego Mistrza, J.M.W. Turner'a, ale także Reynoldsa, Boscha, van Dycka, Williama Blake'a... Znawcom malarstwa nie muszę tego mówić, ale "zwykłym" śmiertelnikom radzę - National Gallery i inne londyńskie muzea są wspaniałe, ale wierzcie mi, tracicie wiele nie wybierając się poza stolicę. Tylko tutaj zobaczycie rzeźbę - głowę Afrodyty, z IV wieku BC!, wartą ponoć więcej, niż wszystkie obrazy razem wzięte.
Petworth słynie też z rzeźb (reliefów?) (carvings) Girlinga Gibbonsa
Mój osobisty konik to kuchnie i kwatery służących - i pod tym względem Petworth House to perła nad perłami! Warto tu przyjechać dla samych kuchni - znajduje się tu unikalna kolekcja ponad 1000 miedzianych naczyń (tzw. batterie de cuisine). "Kuchnia" to szereg pomieszczeń, pełnych doskonale zachowanych dawnych sprzętów kuchennych - odbywają się tu, podobnie jak w podlondyńskim pałacu Hampton Court, pokazy historycznego gotowania, organizowane przez historyków żywności (antropologów kulinarnych), o czym można poczytać na blogu Petworth House.
Setki foremek o przeróżnych kształtach
Pokój zarządczyni (housekeeper)
Dorzućmy do tego prawie 300 hektarów parku, zaprojektowanego przez najsłynniejszego brytyjskiego architekta krajobrazu, "Capability" Brown'a (w Anglii, kraju owładniętym obsesją ogrodniczą, imiona słynnych ogrodników są znane szerokim rzeszom, nie tylko nielicznym), a będziecie mieli obraz tego, jak wyjatkowe to miejsce. Petworth House leży w pięknym, i dlatego bardzo drogim (mam na myśli nieruchomości), hrabstwie West Sussex, ostoi angielskiej prawicy (Torysów, czyli Tories) - to tu  (a także w "moim" Hampshire, oraz Buckinghamshire, Berkshire i częściach Surrey i Wiltshire oraz Cotswolds) ma swe domy angielska wyższa klasa średnia oraz co bogatsi przedstawiciele klasy średniej (jak państwo Middleton). Jak tylko rodowity Anglik wespnie się na wyżyny materialnego dobrobytu i zakłada rodzinę, ucieka z Londynu (choć ci najbogatsi zachowują często londyńskie pied-a-terre) i to z reguły nie na przedmieścia, lecz właśnie do sielsko - wiejskich home counties, czyli wspomnianych hrabstw.
Warto przyjechać do Petworth (to małe miasteczko pełne drogich sklepów z antykami, co jest wymowne)  nie tylko by zobaczyć Petworth House ale także by ujrzeć pozalondyńskie oblicze Anglii.
Nicholas w Petworth Park

Zdjęcia 1- 5 oraz 12 - National Trust, reszta - moje

14/03/2011

W obronie tableta

Płacz i zgrzytanie zębów. "Biada nam, biada! To zgon książki, uwiąd kultury, początek końca cywilizacji, wtórny analfabetyzm..." Sądząc po tych licznych głosach (także w blogosferze, o ironio) można by pomyśleć, że tablety typu iPad i czytniki typu Kindle to Jeźdźcy (Kulturalnej) Apokalipsy. Polecam tym osobom najnowsze dzieło b. znanego w UK i w USA szkockiego historyka, Nialla Fergusona*, pt. Civillisation: The West and The Rest, w której przekonuje on, że Imperium Ottomańskie upadło, a Turcja do tej pory pozostaje w tyle za Zachodem, w dużej mierze ze względu na obowiązujący za czasów sułtanów zakaz druku: pierwszą drukarnię otwarto dopiero w 1729 roku! Bo choć e - book nie jest wynalazkiem na miarę prasy drukarskiej, jest kolejnym etapem rozwoju cywilizacji. Miejsce na książkę drukowaną pozostanie - jeszcze przez wiele lat ludzie będą kupować książki kucharskie oraz albumy i książki dziecięce (w UK w ostatnich latach z roku na rok sprzedaż książek dla dzieci rośnie, nie maleje). Kindle czy iPad zagarniają za to powieść współczesną - Brytyjczycy kupują więcej książek, szczególnie tanich paperbacków, niż Polacy (było też, oj było, dużo zgrzytania zębów ostatnio w związku z badaniami czytelnictwa w Pl), i wielu z nich, jak ja, zwyczajnie nie ma gdzie pomieścić** kolejnych powieści, do których najpewniej nie wrócą - kryminałów, romansów historycznych etc. Oddaję, jak już pisałam, część książek do charity shops, ale wciąż jestem na plusie. Dlatego powoli przerzucam się na iPada.

I robię to z rozkoszą, bo na ekranie czytam z równą łatwością i przyjemnością, a iPad daje mi więcej niż książka, a na pewno duuuużo więcej, niż papierowa gazeta, która, w odróżnieniu od książki, zapewne odejdzie w niebyt, i będzie to doskonała ilustracja darwinizmu. Od kilku miesięcy prenumeruję The Times i Sunday Times w formie aplikacji na iPada i papierowa wersja wydaje mi się z tej perspektywy nieznośnie uboga i przestarzała. Dzięki aplikacji mogę oglądać części wywiadów jako filmiki wideo, mogę oglądać sfilmowane sesje mody, mogę posłuchać szefowej mojej "Biblii", czyli sekcji STYLE, opowiadającej o najnowszych trendach, mogę oglądać reportera w trakcie pracy, mogę oglądać zdjęcia, które z braku miejsca nie znalazły się w papierowym wydaniu, mogę komentować newsy na bieżąco itd. itp. Kulminacją mego zachwytu było wydanie Sunday Times sprzed kilku tygodni, kiedy mogłam oglądać, jak David Hockney, najwybitniejszy, obok Luciana Freuda, żyjący malarz brytyjski, namalował obraz, używając (oczywista) specjalnej aplikacji graficznej na iPadzie! Kreska po kresce mogłam śledzić, jak powstaje okładka sekcji Culture! Ta przyjemność obserwowania procesu twórczego była niedostępna tym, którzy kupili papierowe wydanie z gotowym już, skończonym dziełem na okładce.

iPad wygrywa we wszystkich zestawieniach z Kindle, przede wszystkim pod względem intuicyjności i łatwości w obsłudze, oraz, co będzie oczywiste dla każdego, kto choć przez chwilę pobawił się Kindle a potem tabletem Apple, pod względem graficznym i czysto estetycznym. Kindle ma dwie zasadnicze zalety: jest dużo tańszy (około 500 zł w Amazonie brytyjskim) i w Amazonie jest (na razie) większy wybór tytułów, niż w iBooks. Dla mnie tablet ma jednak ogromną przewagę ze względu właśnie na bogactwo aplikacji takich jak Sunday Times App (wiecie już, jak ja lubię różne apps) oraz kompatybilność z moim Makiem i iPhone'm. A 28 marca pojawi się, by mnie wodzić na pokuszenie, druga już wersja iPada...


*Prywatnie Ferguson związany jest z kobietą, którą ogromnie podziwiam - Ayaan Hirsi Ali.
** Nowe domy w Anglii mają najmniejsze powierzchnie mieszkalne w Europie - mniejsze, niż w wydzierającej grunt morzu Holandii! Powodów jest wiele - może o nich napiszę, jeśli będę miała chęć na wsadzenie kija w mrowisko.

09/09/2010

Sole power

Kompozytor i librecista Richard Thomas uczynił przedmiotem swojej "opery" Jerry Springera - człowieka, który zbudował karierę na podsycaniu waśni ludzi, którzy oblaliby rozmowę kwalifikacyjną w McDonald'sie. Show pt. Jerry Springer: The Opera odniósł sukces zarówno na londyńskim West Endzie, jak i nowojorskim Broadwayu, i ściągnął na twórców gniew chrześcijańskich fundamentalistów, oburzonych "bluźnierczymi" piosenkami. Thomas lubi prowokować - także w najnowszym musicalu, Shoes, było kilka piosenek, które zbulwersowałyby zapewne co bardziej "moherowy" element społeczeństwa (o czym nieco dalej), dlatego, jak napisała karoLina w komentarzu pod wpisem, w którym zapowiedziałam wyjazd do teatru - show raczej nie zawita nad Wisłę. 
Ale od początku. Sadler's Wells to teatr specjalizujący się w sztuce tańca - jeśli do Londynu przyjeżdżają słynne widowiska taneczne ze świata (np. argentyńska Tanguera), zwykle występują właśnie w tej imponującej sali w dzielnicy Islington. 
Shoes to rewia: upajająca mieszanka tańca, muzyki (granej na żywo i niezwykle chwytliwej), satyry, dowcipnych gier słownych  (angielski obfituje w idiomy związane z obuwiem i stopami, nie mówiąc już o rozkoszach homofonicznych: soul - sole etc) oraz instalacji wideo. Na samym początku publiczność słyszy "Jeśli nie lubicie butów, to przed wami baardzo długi wieczór" - w tym samym czasie ja, już kompletnie zahipnotyzowana, powtarzałam w duchu za Faustem "Chwilo, trwaj". Czasem, gdy współpracuje kilkadziesiąt utalentowanych osób, następuje alchemiczna reakcja i pot i wysiłek przemieniają się w czyste artystyczne złoto. Thomasa wspomagał nagrodzony Olivierem (prestiżowe nagrody teatralne) reżyser  Stephen Mear oraz pięcioro choreografów - układy choreograficzne były fantastyczne, tańca takiej klasy nigdzie nie widziałam. Za instalacje wideo odpowiedzialny był znany reżyser teledysków. Zespół Sadler's Wells to śmietanka taneczna w kraju, w którym nie brakuje talentu w tej dziedzinie.

Richard Thomas
Już po wstępie wiedziałam, że Shoes będzie inne niż wszystko, co do tej pory widziałam, i bardzo zabawne. I tak było do końca - gdybym mieszkała w Londynie i była milionerką, kupiłabym bilety na kilka następnych terminów. Na początku otrzymaliśmy krótkie streszczenie historii obuwia, od prehistorii( "Życie było  okropne, krótkie i brutalne/ Stopy krwawiły") po współczesny diabelski wynalazek - Crocs'y.  Był też numer, w którym "Jezus" śpiewał lirycznie o sandałach Birkenstocks (pierwsza kontrowersja) - dlatego, że po angielsku tego typu sandały męskie zwie się "Jezusowymi" (Jesus sandals).  Kiedy mowa o butach i fetyszyzmie, nie można uniknąć przywołania imienia Imeldy Marcos - toteż pojawiła się i ona, nad nią na ekranie zawieszonym nad sceną zdjęcia z archiwów policji filipińskiej przedstawiające buty z jej kolekcji (która była tak monstrualna,  że gdyby Imelda zakładała trzy różne pary dziennie, spędziłaby ponad 3 lata nigdy nie zakładając tej samej pary dwa razy) i która na pytanie, dlaczego była tak pazerna, zaśpiewała "Zrobiłam to dla miłości, zrobiłam to dla... turystyki" - do końca nieskruszona (co jest ponoć zgodne z rzeczywistością). Thomas nie mógł też pominąć najsławniejszej fikcyjnej butoholiczki, Carrie Bradshaw. W numerze, który wywołał największy aplauz widowni, tancerki przebrane za zakonnice (druga kontrowersja) intonują niczym chór zakonny i w konwencji hymnu kościelnego piosenkę, której tekst to po prostu lista (litania) ikonicznych nazwisk, od których butoholiczkom miękną kolana: Manolo Blahnik, Jimmy Choo, Christian Louboutin, Miuccia Prada itd. Innemu wielkiemu mistrzowi, którego buty nosiły Sophia Loren i Marilyn Monroe, czyli Salvatore Ferragamo, poświęcono osobną piosenkę, a na scenie pojawiła się piramida pełna prawdziwych Ferragamos... Ale pokazano wszelkie rodzaje obuwia, łącznie z butami narciarskimi, baletkami, Uggs, japonkami, kaloszami i butami sportowymi.
Tak naprawdę jednak buty są w Shoes metaforą - jak w linijce, która nie pojawiła się w ostatecznej wersji show, a którą Thomas zacytował w wywiadzie w Sunday Times: Sometimes you win, sometimes you lose/The show's about life, and the metaphor is shoes. Buty, przedmiot codzienny i pospolity, a jednak wzbudzający u ludzi całą gamę emocji, od ekstazy do odrazy.



27/08/2010

Kolekcja Puffin Designer Classics

Pisałam już o tym, że w tym roku niezrównane wydawnictwo dla dzieci i młodzieży Puffin obchodzi 70-lecie. W ramach obchodów 2 września ukaże się limitowana kolekcja pod nazwą Puffin Designer Classics. Dla majętnego bibliofila i miłośnika dizajnu to nie lada gratka: 6 klasycznych powieści dziecięcych/młodzieżowych w okładkach zaprojektowanych przez prawdziwą creme de la creme sztuki, mody i dizajnu. Cena: 100 funtów za sztukę - nie dla biednych pismaków, niestety...
Okładka "Tajemniczego Ogrodu" wspaniałej ilustratorki i autorki książek dziecięcych, Lauren Child:
Okładka "Wyspy Skarbów" autorstwa twórcy, którego chyba nie trzeba przedstawiać - Franka Gehry:

"W 80 dni dookoła świata" projektu Davida Adjaye, sławnego nie tylko w UK architekta (także wnętrz):

"Małe kobietki" zaprojektowane przez kultową w UK (wszystkie moje angielskie koleżanki ślinią się, słysząc jej nazwisko) projektantkę mody Orlę Kiely (napiszę o niej osobno):

"Oliver Twist" "ojca chrzestnego" brytyjskiego pop artu, Sir Petera Blake'a:

"Jakubek i brzoskwinia olbrzymka" jednego z 2, 3 najlepiej znanych żyjących brytyjskich rzeźbiarzy, Antony'ego Gormley:
Która się Wam najbardziej podoba? Zgadniecie, która jest moją faworytką?

20/08/2010

Sherlock encore

Było o Sherlocku uwspółcześnionym, geniuszu z iPhone'm* w ręku, a dziś cofnę się do Sherlocka w pierwotnej, wiktoriańskiej wersji, tej, którą wszyscy kojarzymy z bohaterem Conan - Doyle'a. Kampanię reklamową jesień -zima 2010/2011 marki Hermes, dzieło Paolo Roversi, wyraźnie zainspirował wiktoriański Londyn i detektyw z Baker Street. Pojawiają się w niej słynne chustki, a także ikoniczne modele torebek i charakterystyczne pomarańczowe pudełka, w jakie pakowane są towary tej marki.


















To dla mnie jedna z najpiękniejszych kampanii na nadchodzący sezon, podoba mi się jej mroczny, tajemniczy klimat.


* BBC ma bardzo ostre regulacje zakazujące product placement, pokazywania logo itd, a jednak nowy serial o Sherlocku to gigantyczna reklama dla Apple. Choć iPhone'y są pokazywane tak, że nie widać loga Apple, to każdy wie, że to iPhone'y.

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails