Showing posts with label Kate Moss. Show all posts
Showing posts with label Kate Moss. Show all posts

05/08/2011

Najpiękniej wydana książka kucharska ... ever?

Wyobraźcie sobie książkę, która łączy najpiękniejsze ubrania vintage, najwykwintniejsze przepisy na popołudniową herbatkę oraz kompetentne porady dotyczące stylu, makijażu, gotowania i urządzania przyjęć z klasą. Potem okraście ją wybitnej urody ilustracjami i zdjęciami. Niemożliwe? A jednak - Angel Adoree (yes, really), właścicielka cukierni Vintage Pattiserie we wschodnim Londynie, połączyła wszystkie swoje pasje - modę i urodę vintage, Afternoon Tea i tea parties - w jednym tomie pod tytułem The Vintage Tea Party Book. W swojej cukierni Angel urządza właśnie takie przyjęcia - herbatki, w stylu vintage: kelnerki są ubrane w autentyczne ubrania vintage, a także umalowane i uczesane w stylu lat 40. i 50, a zastawa jest także vintage i mismatched (nie do kompletu). Panuje tu teraz moda na takie fajfy w ramach "wieczorków panieńskich" (hen party - polska nazwa niestety nie jest dobrym przekładem, bo tutaj to imprezy często kilkudniowe) - czekoladowe penisy, wódka z Red Bullem i męskie striptizy to raczej domena panien z niższych warstw z Newcastle i innych robotniczych miast Północy. Nawet Kate Moss podała tradycyjną herbatkę w czasie swojego trwającego cały weekend hen party. Także PR-owcy podchwycili ten trend i  z okazji np. wypuszczenia na rynek nowego produktu czy promocji nowej książki zapraszają na Afternoon Tea - i im bardziej tradycyjna i vintage, tym lepiej. Rozkwitły wokół tej mody różne biznesy (jak to zawsze w tym przedsiębiorczym kraju), np. wypożyczalnie starej porcelany*.


Książkę zamówiłam już w przedsprzedaży, bowiem nie mogłam się przecież oprzeć połączeniu vintage, herbaty i przepisów, kiedy ją jednak dostałam z zachwytem odkryłam, że przerosła moje oczekiwania.
Przepis  na truflowe serca z Earl Grey. I sowa!!!
Przepisy, zarówno na słone, jak i słodkie dania są po prostu zniewalające, ale co je wynosi na najwyższy poziom wyrafinowania to sposób podania.
Tradycyjne w UK bunting (chorągiewki) pojawiają się zawsze przy okazji przyjęć (takie z flagą brytyjską widzieliście może przy okazji ślubu księcia Williama) - Angel podaje, jak je zrobić z...kanapek
Ilustracje autorstwa Adele Mildred są urocze i kojarzą mi się z Alicją z Krainy Czarów
Nie wiem sama, które są piękniejsze: ilustracje czy zdjęcia?  
Instrukcje, jak suszyć jadalne kwiaty
The Vintage Tea Party Book omawia po kolei wszystkie etapy przygotowania takiego przyjęcia: od zaproszeń, przez wygląd gospodyni i przepisy, zarówno na potrawy, jak i napoje - stanowią one większość zawartości, po dekoracje stołu i pomieszczenia. Znajdziemy tu wskazówki, jak wybrać sukienkę vintage - bo, pisze Angel, wybór doskonałej sukienki jest sztuką. Są porady dotyczące fryzur retro (przy okazji można się nauczyć angielskich nazw owych koafiur - bo wiele ma nazwy własne) oraz tego, jak należy naklejać sztuczne rzęsy. 
Tu np. instrukcje, jak ułożyć fryzurę zwaną Victory Rolls

Zanim mnie przeklniecie za zachęcanie do wydawania pieniędzy - obecnie brytyjski Amazon oferuje tę książkę za 10 funtów, co jest bardzo niską ceną za książkę tak pieczołowicie opracowaną i wydaną. Łamałam sobie głowę, by przypomnieć sobie, kiedy ostatnio wydanie tak małej kwoty dało mi tak dużo przyjemności - i poddałam się. To także idealny prezent dla Anglofili/ek - Angel, "kapłanka" tego bardzo brytyjskiego "kultu", jakim jest picie herbaty, pisze: "Jestem Brytyjką i jestem z tego dumna" i opisuje historię brytyjskiej flagi, nie ukrywa też swojej fascynacji rodziną królewską (portret królowej Elżbiety II pojawia się w książce kilkukrotnie).
Nie wypróbowałam jeszcze żadnego przepisu, po trosze dlatego, że wszystkie są równie kuszące, i przeżywam "osiołkowy" kryzys niemożności wyboru, ale na pierwszy ogień pójdą chyba kawowe "czarne laseczki" - ciasteczka o kształcie laski, zainspirowane ikonicznym wizerunkiem Londyńczyka Charlie Chaplina. Ale pewnie zanim je upieke i będę mogła podać przepis, i tak już będziecie miały swoje egzemplarze.


Przy okazji wszystkim vintage - filkom i Londynofilkom polecam przewodnik po wszystkim, co w Londynie vintage: The Vintage Guide to London.


* Sama Angel założyła Vintage Pattiserie dzięki zastrzykowi gotówki w wysokości 100 tysięcy funtów, który zdobyła w popularnym tutaj telewizyjnym programie Dragons' Den, gdzie ludzie "z ulicy" prezentują swoje wynalazki i pomysły na biznes potencjalnym inwestorom, doświadczonym przedsiębiorcom - multimilionerom. Niewielu udaje się zdobyć ten początkowy kapitał - tym większy mój podziw dla pięknej i kreatywnej Angel.

16/07/2011

Nowy cykl: Encyklopedia Mody Brytyjskiej - wstęp

Brytyjska podklasa na wypadach kawalerskich/panieńskich, pijana i wymiotująca po całej Europie... Zalanie Zatoki Meksykańskiej ropą... Kłamstwa i brednie najlepszego kumpla Dubya Busha, Tony Blaira (pobożnego katolika*), które wciągnęły kraj do wojny... Dawne zbrodnie kolonialne, które po dziś dzień odbijają się potężną czkawką w wielu zakątkach świata... Wielka Brytania ma dziś często złą prasę, choć anglofilia to nadal przypadłość rozpowszechniona - z zaskoczeniem odkryłam na przykład, że Sebastian Vettel, słynny niemiecki kierowca Formuły I, również na nią cierpi. Sypie on cytatami z Monty Pythona i Little Britain, które ogląda w oryginalnej wersji, pomstując na niemiecki zwyczaj dubbingu (you are a man after my own heart, Sebastian). Genialne poczucie humoru i cecha, która leży u podstawy tegoż, zwana self-deprecation, czyli umniejszanie własnych zalet, umiejętność wyśmiewania własnych wad oraz zdrowe podejście do próżności to właśnie cechy, dzięki którym Anglikom wiele się wybacza. Inaczej niż Włosi, z ich naciskiem na la bella figura i strojeniem się na passeggiata, czy Paryżanie, którzy, jak pisze David Lebovitz w The Sweet Life in Paris**, przebierają się, by wynieść śmieci***, Brytyjczycy uważają, że wygląd zewnętrzny to sprawa drugorzędna, bowiem gdzieś w środku gnieździ się w nich podejrzenie, że osoby, które poświęcają masę czasu na "śmiertelną powłokę", nie mają tym samym czasu, by zadbać o piękne wnętrze****. W najświetniejszych londyńskich salonach zobaczycie bogate i wpływowe kobiety ubrane niedbale (ale oryginalnie, czasem nawet ekscentrycznie), bywa, że bez makijażu i kunsztownej koafiury. Z ich ust, wypowiadane z oksfordzkim akcentem, padać jednak będą riposty godne Wilde'a - często zresztą BĘDĄ to słowa Wilde'a, a jeśli skomplementujesz ich strój, niemal zawsze padnie odpowiedź typu "This? It is just an old thing, but it happened to be clean" (To? Staroć, ale nie miałam nic innego czystego). Sukienki będą z REISS, Boden, Hobbs lub Jigsaw, nie od Diora - za £150 raczej, niż £1500. Jeśli genetyczna loteria obdarzyła cię urodą, musisz się mocno napracować, by udowodnić, że nie jesteś narcyzem. A już szczególnie jeśli jesteś mężczyzną - to dlatego Robert Pattinson poza planem wygląda często jak bezdomny, i w każdym wywiadzie przeprasza, że żyje. Wyobrażacie sobie Toma Cruise'a mówiącego "Lubię być w formie - w przerwach między okresami pomniejszego alkoholizmu"? Ja też nie, bo to mógł tylko powiedzieć brytyjski aktor - Daniel Craig. Jego niegdysiejsza flama, Kate Moss, jest największą modelką naszych czasów, a wspięła się na parnas mody z papierosem w ustach i nie wychylając za kołnierz. Kto, poza Heleną Bonham - Carter (i "honorową Angielką" Björk), mógłby założyć dwa różne buty na uroczystą premierę i jeździć po Londynie na rowerze, mając na sobie wiktoriańskie pantalony? Bo to, co uczyniło Londyn jedną ze stolic mody, to umiłowanie indywidualizmu i tolerancja dla ekscentryczności - więcej tu dziwaków na kilometr kwadratowy, niż gdziekolwiek indziej. Mogłabym przejść się deptakiem w moim mieście boso, ubrana w worek po ziemniakach, i pies z kulawą nogą by się za mną nie obejrzał. W tutejszej TV największe gwiazdy wśród prezenterów to geje, którzy są bardzo camp - a kwitnąca kultura gejowska sprzyja rozkwitowi mody. A najlepsze jest to, że nawet moda masowa jest tu na poziomie nieosiągalnym w innych krajach - gdy Gok Wan mówi, że jest ona najlepsza na świecie, jest to po prostu stwierdzenie faktu, a nie patriotyczna przechwałka. I nie zapominajmy o historii: to UK dało światu trencz, makintosza, raglanowe rękawy czy tweed.
Księżna Catherine w trenczu Burberry

Moda brytyjska zasługuje na swój cykl - zatem niedługo pod A napiszę o swetrach Arran, Aquascutum, Astley Clarke i Asos.
Anne Hathaway niedługo pojawi się na ekranach kin jako Angielka, w adaptacji wspaniałej książki One Day - stąd londyńska sesja dla Harper's Bazaar, z której pochodzi to zdjęcie


*Zarówno born - again  (nawrócony) Bush, jak i Blair  (który przeszedł na katolicyzm pod wpływem swej znanej z materializmu i zachłanności żony, Cherie) wywodzą się z długiej linii żarliwych wyznawców różnych religii, którym przykazania nakazujące kochać bliźniego jak siebie samego nie przeszkodziły w rozpętaniu wojny...
**Niedawno skończyłam czytać i gorąco polecam.
*** Ilekroć czytam o podejściu do mody Włochów i Francuzów, utwierdzam się w przekonaniu, że pod tym względem Polakom znacznie bliżej do tych nacji, niż do Wyspiarzy.
****"Słusznie czy nie? Rozwiń i uzasadnij". Nie, nie chcę, byście pisali mini - wypracowania *mrugam*, ale jestem ciekawa, czy się z tym poglądem zgadzacie?

26/04/2011

If in doubt, wear red*


Tegoroczny Dzień Czerwonej Szminki okazał się, ku naszej radości, sukcesem - końcowy efekt można podziwiać na blogu Patrycji. Bardzo dziękuję za wzięcie udziału i już teraz zapraszam do przyłączenia się do akcji za rok - z każdym rokiem liczę na więcej zgłoszeń, i sądząc po tegorocznym odzewie, nietrudno będzie tę poprzeczkę przeskoczyć.
Nie ma wątpliwości, że moda uwielbia czerwień. Wybrałam zaledwie cząstkę zdjęć wybitnych fotografów (m.in.Mario Testino, Ellen von Unwerth, Annie Leibovitz), które są tego dowodem.



















Te buty należą do Dity von Teese - wkrótce osobny post o niej

*Bill Blass

26/03/2011

Z cyklu: Ikony - Elizabeth Taylor

Miało być o czymś zupełnie innym*, ale odejście jednej z największych piękności XX wieku i ostatniej prawdziwej gwiazdy filmowej sprawiło, że wracam do cyklu o ikonach. Elizabeth Taylor osiągnęła takie szczyty sławy, jakie są niedostępne dzisiejszym "gwiazdom" - wraz z nią odchodzi epoka, w której gwiazdy miały mystique i allure - nieprzypadkowo używam francuskich słów. Dziś, gdy wszyscy kłapią o tym, co jedzą na śniadanie i jakie majtki noszą, nawet najsławniejsi aktorzy i aktorki nie mają tej mystique, tej aury tajemniczości, tego allure (powabu, czaru), jakie miały największe gwiazdy "starego" Hollywood. Strąciliśmy gwiazdy z piedestału prawdziwej, dostępnej nielicznym, wyjątkowo pięknym i utalentowanym, sławy, i wkroczyliśmy zamiast tego w epokę celebrity - popularności, którą można zdobyć robiąc z siebie idiotę w reality shows lub dzięki fałszowaniu przez parę minut na YouTube. (Kiedyś pewna polska blogerka zastanawiała się, dlaczego Kate Moss jest uważana za najbardziej ikoniczną modelkę - przyczyn jest wiele, ale jeden ważny powód to to, że ona b. rzadko udziela wywiadów, a jeśli już, to rozmówcy są uprzedzani, by nie zadawać jej pytań zbyt osobistych.)
I choć Elizabeth Taylor była jedną z najbardziej fotografowanych kobiet świata, to udało jej się zachować tę aurę tajemniczości i wyjątkowości. Ze swoim fiołkowym spojrzeniem i oszałamiającą urodą współczesnej Heleny Trojańskiej, obsypana najbardziej kosztownymi klejnotami świata, wielbiona przez mężczyzn, także tych o odmiennej orientacji, i podziwiana przez kobiety, utalentowana aktorka, która hipnotyzowała swoją koncertową grą w Kto się boi Virginii Woolf? Taylor jest oddalona o lata świetlne od ekshibicjonistki - beztalencia typu Paris Hilton. Żegnaj, Elizabeth, the last movie star**.


Zdjęcie autorstwa Richarda Avedona






Na planie Kotki na gorącym blaszanym dachu. Niedawno kupiłam bardzo podobną halkę
Figura Elizabeth, choć oszałamiająca, była bardziej realna, niż osiągnięte ekstremalnym reżimem dietowo- ćwiczeniowym a czasem także przy pomocy chirurga wychudzone sylwetki dzisiejszych celebrytek. Dużo bliżej mojej figurze do figury niewysokiej i biuściastej Elizabeth niż do figury chudej Keiry czy mającej wzrost koszykarki (i używającej w rozbieranych scenach tzw. body doubles, czyli dublerek) Julii Roberts.
Z Paulem Newmanem. Takich legend jak oni już nie ma
Biżuteria, prawdziwa, była pasją Elizabeth

Ikoniczny, wielokrotnie kopiowany, wizerunek
Prawdziwie gwiazdorski dodatek - kapelusz
Z miłością swego życia - Richardem Burtonem


"She was unquestionably gorgeous.
I can think of no other word to describe a combination of plentitude, frugality, abundance, tightness.  She was lavish.
She was a dark unyielding largesse.
She was, in short, too bloody much"
Słynne wyznanie Richarda Burtona 




Jej oczy ponoć naprawdę miały ten niezwykły odcień fiołków

"I'm a survivor.
I'm a living example of what people can go through and survive"

Elizabeth Taylor
(1932-2011)


*W kolejce czeka post przypomnieniowo - poradniczy nt. czerwonych szminek. Pamiętacie? Termin upływa 11 kwietnia.
** Taki tytuł nosiła jedna z biografii Taylor.

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails