Showing posts with label bielizna. Show all posts
Showing posts with label bielizna. Show all posts

14/02/2012

How do I love thee? Let me count the ways.*

Happy Valentine's Day! Czy kliknęliście już w uroczą animację na Google?
Przyznam, że my celebrujemy Walentynki, choć gotujemy dla siebie, czy kupujemy prezenty, także bez okazji. Bardzo przyjemnie było dostać kartkę i bieliźniany prezent, wieczorem zaś będziemy się raczyć czekoladowo - fistaszkowymi lodami z przepisu Williama.
Mam nadzieję, że Wasz dzień był równie udany - właśnie dostałam świetną nowinę, jeszcze nie zdradzę wszystkiego, tylko tyle, że osoby mieszkające w UK będą mnie i Małżonka mogły podziwiać na wizji już wkrótce, a z pewnym poślizgiem - i w Pl, choć na jednym z bardziej niszowych kanałów...
Parę Walentynkowych impresji:
Zdjęcie promujące nową linię bizuterii Dolce & Gabbana
To nie PhotoShop - ten balsam do ust jest tu w sprzedaży
Top Next - motyw serca jest obecnie bardzo modny, nie tylko 14 lutego
Breloczek Smythson - uwielbiam tę markę
Kopertówka Smythson, z tej samej kolekcji pod nazwą Amour Sans Fin (Miłość bez Końca)
Kolczyki Marc by Marc Jacobs w modnym neonowym odcieniu
Bransoletka (tzw. friendship bracelet) Mulberry

Znalezione tu
Osobom, które nie znoszą Walentynek, polecam ten zbiór anty -Walentynkowych kartek i innych przedmiotów.


* Ta pierwsza linijka pięknego wiersza Elizabeth Barrett Browning to jeden z tych cytatów, obok Reader, I married him oraz It is a truth universally acknowledged, that a single man in possession of a good fortune, must be in want of a wife (pierwsza linijka Dumy i Uprzedzenia), który z kultury wysokiej już dawno emigrował do kultury popularnej, i jest używany także przez tych, którzy nie mają pojęcia, skąd pochodzi.

21/01/2012

Przed - Walentynkowo

Nie wiem, jak u Was, ale tu zaczęły się promocje Walentynkowe - dziś każdy miesiąc w handlu detalicznym podporządkowany jest świętu. A jak święty Walenty, to bielizna i czekolada - a ja wcale nie zżymam się na komercję, bo obie kategorie zapewniają wiele przyjemności, choć nadmierne spożycie jednej nie sprzyja mieszczeniu się w drugą.
Zwykle nie wchodzę nawet do sklepów New Look (jakość taka, jak ceny, czyli niska), ale muszę przyznać, że spodobała mi się ich kolekcja bielizny na Walentynki. Ma to dużo wspólnego z faktem, że w reklamach wystąpiła znana tu z idealnie klepsydrowej figury modelka i aktorka, Kelly Brook. Nie twierdzę, że mam równie atrakcyjną figurę, co ona, ale mam ten sam typ sylwetki, nawet podobne wymiary w biuście (Kelly nosi 34D, zaś jej rozmiar ubraniowy to 10) zatem może się skuszę na jeden z tych kompletów, o ile jakość okaże się zadowalająca.

Groszki!
Moje zeszłoroczne odkrycie to sklep Made by Niki. To bielizna luksusowa, z wyraźnym retro vibe.

Bardzo lubię takie właśnie okazałe majtki, zamiast tych przypominających nitkę dentystyczną
Kupiłam taki komplet na wyprzedaży:
Zawsze chciałam też mieć klasyczne buduarowe szpilki z piórami marabuta i w 2011 wreszcie je sobie kupiłam, bo znalazłam parę w przystępnej cenie.

A jeśli mowa o dużych majtkach i stylu retro, popularnością tu cieszy się marka Kiss Me Deadly:

A także What Katie Did:
Taki bullet bra (czyli stanik z miseczkami - "nabojami") nosiła Marylin, a teraz Christina Hendricks - Joan z Mad Men



Znalezione w sieci
Pamiętacie przywożone kiedyś z RFN-u majtki z dniami tygodnia? Od kilku lat takie majtki, w wersji luksusowej i w przydatnym pudełku, oferuje Stella McCartney, i cieszą się one niesłabnącym popytem. Brytyjki w ogóle marzą o bieliźnie tej marki
Bardziej nowoczesna jest bielizna Mimi Holliday - lubię także dlatego, że bardzo często ozdabiają ją groszki:

Pisałam już tu o Rigby & Peller, oficjalnym dostawcy bielizny królowej. Jednak oprócz bardziej nobliwych desusów, marka ta oferuje też seksowne komplety, jak ten:

Spodziewacie się bieliźnianych prezentów na Walentynki?

08/11/2011

Lubię jej styl - Dita von Teese

Panująca obecnie moda na burleskę sięga 1995 roku, kiedy to w jednym z teatrów Los Angeles zaczęto urządzać comiesięczny wieczór burleski. Sięgając do przeszłości, zastanawia, że ta forma rozrywki rozkwitała w czasach obyczajowej opresji: w wiktoriańskim Londynie, a potem w USA w latach 50. Dziś, gdy jesteśmy znacznie bardziej liberalni (przynajmniej w krajach Zachodu, i dzięki za to niebiosom i demokracji), burleska znowu powróciła, właśnie dlatego, że w czasach rozluźnienia obyczajów i (nadmiernej) dostępności pornografii zatęskniliśmy za tym, co oferują najlepsze tancerki: za tajemniczością i subtelnym, wyrafinowanym erotyzmem. Dita von Teese była pierwszą, która poczuła ten zeitgeist. Zrozumiała ona podstawową różnicę między burleską a striptizem czy tańcem "na rurze": w tej pierwszej chodzi przede wszystkim o glamour i o cały sztafaż z tym związany: piękna bielizna, akcesoria takie jak wachlarze, i klasyczne szpilki,  a nie seks - wśród fanów Dity i innych tancerek więcej jest kobiet (i gejów), niż mężczyzn hetero. Ani ona, ani inne tancerki nie są chude, a ich stroje sceniczne kreują figurę klepsydry, wiele jest po 30. - dla większości kobiet bardziej realistyczny i łatwiejszy do naśladowania ideał, niż ten z wybiegów, na których wciąż dominują bardzo młode, chude i wysokie "wieszaki' w typie Anji Rubik.*
Zdjęcie z nowego albumu pt "Christian Louboutin" - najczystsze shoe porn, jedyne porn, jakiego pragnę
Wybierając się na burleskę w Nowym Jorku czy Londynie, nie musisz się obawiać grup podpitych mężczyzn na wieczorze kawalerskim, z "lepkimi" rękoma i obleśnym uśmieszkiem, jak w tych smutnych przybytkach z lapdancing - publiczność stanowią w większości grupki przyjaciółek, często wystylizowane w każdym calu na lata 40. czy 50. - to  dla wielbicielek vintage jedna z najlepszych okazji, by pójść na całość. Brytyjska burleska (to tu ta forma rozrywki jest najpopularniejsza) w dużo większym stopniu niż amerykańska ociera się też o satyrę - tancerki często łączą taniec z deklamacją dowcipnych kupletów czy śpiewaniem sugestywnych piosenek. Dla wielu burleska w takiej formie, w jakiej pokazano ją w filmie Burlesque (z Cher i Christiną Aquilerą - unawany za jeden z najgorszych filmów wszechczasów) niewiele ma wspólnego z realiami tej sztuki, a francuski obraz Tournee  również ucierpiał z powodu słabego scenariusza.

Dita była na tyle bystra, że w czasach, gdy przemysł rozrywkowy wypuszczał wciąż nowe klony Pameli Anderson: opalone, wysportowane blondynki, ona postawiła na, uważany wtedy za staroświecki, typ urody: alabastrową cerę (nigdy się nie opala), czarne włosy, i makijaż pin - up girl: czerwone usta w połączeniu z czarnym eyelinerem, sztuczne rzęsy i perfekcyjnie wyregulowane brwi. Symbolicznie zdetronizowała Pamelę i jej gatunek, gdy w 2002 roku pojawiła się na okładce Playboya blada i w ciasno zasznurowanym gorsecie.

Książka Dity - na poły autobiografia, na poły poradnik nt. stylu i urody
Dita przyznaje, że makijaż, bielizna i ubrania pozwoliły jej stworzyć kogoś, kim nie była: I like the idea of artificial beauty (podoba mi się idea sztucznie wykreowanej urody). Jej perfekcyjnie dopracowany wizerunek jest przeciwieństwem "naturalnej piękności": nieumalowanej, płowowłosej "dziewczyny z sąsiedztwa". Dita, gdy jeszcze była Heather Sweet, mysią blondynką z Michigan, zakochała się w bieliźnie vintage, i w stylu ikon ekranu z czasów Złotej Ery Hollywood, i postanowiła wykreować alter ego, które będzie tak glamourous, jak to tylko możliwe. Wymaga to dużej dyscypliny i Dita przyznaje, że bez jej kosmetycznego arsenału staje się "niewidzialna" (nikt jej nie rozpoznaje) - to, jak wygląda, stanowi dużą część jej  performance.
Niewysoka, prawie 40-letnia Dita, która zbiła fortunę na swoim wyglądzie i stylu, to najlepszy przykład na to, jak wiele można zmienić/poprawić w swoim wyglądzie nie uciekając się do operacji plastycznych - a przy tym to zmiany odwracalne.





*To się zaczyna zmieniać, o czym więcej w obiecanym poście o stylu Mad Men.

09/09/2011

Z cyklu: lubię sowy

Moja słabość do sów i sowich gadżetów jest już na tyle znana, że czytelniczki podrzucają mi różne sowie linki, tu lub na FB, za co serdecznie dziękuję. Moje credo to: sów, jak i książek kucharskich, nigdy za wiele!
W tym roku ptasie, w tym sowie, motywy pojawiają się tak często, że można mówić o wyraźnym trendzie, zarówno modowym, jak i wnętrzarskim. Poniżej wybrałam kilka przykładów.
Pasek jednej z moich ulubionych, bo bardzo brytyjskich, marek - Hobbs
Portmonetka Fossil
Kozaki dla dziewczynki. Nie wiem, jak to o mnie świadczy, ale chciałabym  takie dla siebie
Breloczek Big Baby (nazwa tej firmy wskazuje, że targetują takie klientki, jak ja - bo ich produkty nie są z działu dziecięcego)
Piżama w sowy Cath Kidston - mają też biżuterię i przybory do szycia z tym motywem, a także...
Tea cozy

Waza duńskiej marki House Doctor. Podobna jest też w kolekcji sieci Laura Ashley

Bookends z Laura Ashley, zaś filiżanka pochodzi z mojego ulubionego sklepu przymuzealnego, czyli V&A Shop

24/06/2011

"You are too big for polka dots"*

OK, Esther, nie bądźmy sizeist. Jak w przypadku wielu rzeczy, rozmiar się liczy - jednak nie tyle osoby noszącej ubranie w groszki, co ich samych. Eleganckie, ponadczasowe groszki powinny być niewielkie, maksymalnie rozmiaru monety £2 - lepiej jednak, by były wielkości £1 lub mniejsze. Duże grochy czy wręcz koła zostawmy małym dziewczynkom i artystom:
Sarah Moon, Dot's Print Dress (1996)
Damien Hirst
Zatem groszki można nosić, będąc dorosłą kobietą/mężczyzną, trzeba jednak trzymać się kilku zasad: wzór powinien być niezbyt duży a tkaniny szlachetne, np. jedwab; najlepiej prezentują się groszki białe na czarnym tle, czarne na białym, kremowe na beżowym/brązowym oraz beżowe/kremowe na granatowym.
Kto mógłby zapomnieć urodę Julii Roberts w tej sukience:

Jeśli wybiorę się kiedyś do Ascot, skopiuję ten look
W tym roku groszki i grochy, zaliczane już do klasyki a zatem pozostające ponad sezonowymi trendami, powróciły jednak ze zdwojoną siłą dzięki nurtowi zwanemu modern retro. Wzór pokazali: Stella McCartney, Marc Jacobs, Miuccia Prada w swej "młodszej" linii, czyli Miu Miu, Sonia Rykiel, Yunya Watanabe, i zawsze beztrosko - dziewczęcy, skory do zabawy Moschino. Niedawno w popularnym programie BBC zarówno prezenterka, jak i gość miały bluzki w groszki, a nie zliczę ilości krawatów w ten wzór, które pojawiają się w brytyjskiej TV. Podczas mojego ostatniego pobytu w Londynie co druga kobieta na szykownej Marylebone High Street miała apaszkę/szalik w ten wzór - nie przesadzam! Brytyjskie ELLE zauważyło ten trend i  doniosło o celebrytkach w ubraniach w groszki w dziale Trend Report:

Keira, Alexa Chung, Olivia Palermo

Tu całkowicie subiektywny i niewyczerpujący wybór groszków w aktualnej ofercie dizajnerskiej:
1. Marni 2. Miu Miu 3. Raoul (nowa, "gorąca" marka) 4. Tucker 5. Valentino 6. Mimi Holliday 7. J. Crew 8. Miu Miu 9. i 10. Mimi Holliday 11. Moschino
1. Marc Jacobs 2 Moschino 3. Sonia Rykiel

1. Seafolly 2. Miu Miu 3. Sonia Rykiel

Najlepsza na świecie brytyjska high street (dosł. deptak - tak się w UK określa zbiorowo marki masowe/sieciówki) oczywiście podchwyciła trend i oferuje ogromny wybór groszkowych ubrań i dodatków, prezentuję tylko mały wybór:
1. People Tree 2. Coast 3. Whistles 4. Crumpet 5. Kurt Geiger 6. Kurt Geiger 7. Eley Kishimoto for John Lewis 7. Accessorize 8. Joules
Wyznawałam już tu moją słabość do tego motywu, zatem na koniec dwie rzeczy, które mam w szafie:



Ja mam wersję granatową
*Esther Williams, do swojego partnera, aktora Jeffa Chandlera, który lubił się przebierać za kobietę.

26/03/2011

Z cyklu: Ikony - Elizabeth Taylor

Miało być o czymś zupełnie innym*, ale odejście jednej z największych piękności XX wieku i ostatniej prawdziwej gwiazdy filmowej sprawiło, że wracam do cyklu o ikonach. Elizabeth Taylor osiągnęła takie szczyty sławy, jakie są niedostępne dzisiejszym "gwiazdom" - wraz z nią odchodzi epoka, w której gwiazdy miały mystique i allure - nieprzypadkowo używam francuskich słów. Dziś, gdy wszyscy kłapią o tym, co jedzą na śniadanie i jakie majtki noszą, nawet najsławniejsi aktorzy i aktorki nie mają tej mystique, tej aury tajemniczości, tego allure (powabu, czaru), jakie miały największe gwiazdy "starego" Hollywood. Strąciliśmy gwiazdy z piedestału prawdziwej, dostępnej nielicznym, wyjątkowo pięknym i utalentowanym, sławy, i wkroczyliśmy zamiast tego w epokę celebrity - popularności, którą można zdobyć robiąc z siebie idiotę w reality shows lub dzięki fałszowaniu przez parę minut na YouTube. (Kiedyś pewna polska blogerka zastanawiała się, dlaczego Kate Moss jest uważana za najbardziej ikoniczną modelkę - przyczyn jest wiele, ale jeden ważny powód to to, że ona b. rzadko udziela wywiadów, a jeśli już, to rozmówcy są uprzedzani, by nie zadawać jej pytań zbyt osobistych.)
I choć Elizabeth Taylor była jedną z najbardziej fotografowanych kobiet świata, to udało jej się zachować tę aurę tajemniczości i wyjątkowości. Ze swoim fiołkowym spojrzeniem i oszałamiającą urodą współczesnej Heleny Trojańskiej, obsypana najbardziej kosztownymi klejnotami świata, wielbiona przez mężczyzn, także tych o odmiennej orientacji, i podziwiana przez kobiety, utalentowana aktorka, która hipnotyzowała swoją koncertową grą w Kto się boi Virginii Woolf? Taylor jest oddalona o lata świetlne od ekshibicjonistki - beztalencia typu Paris Hilton. Żegnaj, Elizabeth, the last movie star**.


Zdjęcie autorstwa Richarda Avedona






Na planie Kotki na gorącym blaszanym dachu. Niedawno kupiłam bardzo podobną halkę
Figura Elizabeth, choć oszałamiająca, była bardziej realna, niż osiągnięte ekstremalnym reżimem dietowo- ćwiczeniowym a czasem także przy pomocy chirurga wychudzone sylwetki dzisiejszych celebrytek. Dużo bliżej mojej figurze do figury niewysokiej i biuściastej Elizabeth niż do figury chudej Keiry czy mającej wzrost koszykarki (i używającej w rozbieranych scenach tzw. body doubles, czyli dublerek) Julii Roberts.
Z Paulem Newmanem. Takich legend jak oni już nie ma
Biżuteria, prawdziwa, była pasją Elizabeth

Ikoniczny, wielokrotnie kopiowany, wizerunek
Prawdziwie gwiazdorski dodatek - kapelusz
Z miłością swego życia - Richardem Burtonem


"She was unquestionably gorgeous.
I can think of no other word to describe a combination of plentitude, frugality, abundance, tightness.  She was lavish.
She was a dark unyielding largesse.
She was, in short, too bloody much"
Słynne wyznanie Richarda Burtona 




Jej oczy ponoć naprawdę miały ten niezwykły odcień fiołków

"I'm a survivor.
I'm a living example of what people can go through and survive"

Elizabeth Taylor
(1932-2011)


*W kolejce czeka post przypomnieniowo - poradniczy nt. czerwonych szminek. Pamiętacie? Termin upływa 11 kwietnia.
** Taki tytuł nosiła jedna z biografii Taylor.

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails