No i nie udaje mi się napisać posta codziennie - w sobotę na przykład czas upłynął niepostrzeżenie, bo poszłam z latoroślą do kina, no a w niedzielę, wiadomo - dłuższe wylegiwanie się, potem uświęcony rytuał czytania prasy, potem czas dla rodziny - podejrzewam, że wielu pisarzy/rek oskarżanych jest o egocentryzm i chłód, a niektórzy nawet o to, że są odludkami (JD Salinger), podczas gdy oni po prostu potrzebują spędzać dużo czasu w samotności... Ale ta porażka to doskonały pretekst, by napisać na temat, który mnie ostatnio fascynuje - o tym, jak ważne i potrzebne są nam niepowodzenia. W zeszłym roku zostałam wielką fanką kultowego w UK programu radiowego Desert Island Discs. Zaproszenie do tego programu to wielki zaszczyt, niektórzy twierdzą, że większy, niż nadawane przez królową medale Imperium i tytuły szlacheckie. Występujesz w DID, znaczy się: jesteś osobą u szczytu kariery, odniosłaś/eś sukces.
Przesłuchałam wiele odcinków, i choć goście wykonują przeróżne zawody, to jednak zauważyłam, że wielu ma podobne poglądy na różne sprawy, w tym na to, jak traktować porażki. Wielu zmagało się z rozmaitymi przeciwnościami: starsze kobiety musiały stawić czoło seksizmowi, niektórzy pochodzili z biednych i emigranckich rodzin, innych zawiodła szkoła... W zeszłym tygodniu gościem była Jo Malone (która, wbrew pozorom, jest kobietą), bizneswoman, która zbudowała bodaj największą niezależną markę w świecie perfum w ostatnich 2-3 dekadach, sprzedaną za grube miliony koncernowi Estee Lauder. Jej nazwisko widnieje na eleganckich butikach i stoiskach w najbardziej luksusowych domach towarowych na całym świecie. Teraz jej nowa marka perfumeryjna, Jo Loves, także odnosi sukcesy. To wszystko osiągnęła mimo braku kwalifikacji (skończyła tylko podstawówkę), do dziś nie ma też prawa jazdy i nie umie pływać. Tego samego dnia oglądałam wywiad z Meryl Streep, w którym wyznała, że producent filmu King Kong powiedział, że jest za brzydka do roli, w której ostatecznie wystąpiła Jessica Lange. Oprah Winfrey na początku swej kariery usłyszała, że "nie nadaje się do telewizji". O zaletach porażek mówiła też JK Rowling - jej historia to bodaj najlepszy przykład na to, że niepowodzenia hartują. Jeśli nie ugniesz się pod ciężarem porażki, fakt, że się nie załamałaś i nie poddałaś będzie dowodem na twoją siłę przetrwania - i następnej przeciwstawisz się silniejsza i bogatsza o tę wiedzę. Nie mówię tu o pozytywnym myśleniu, które wręcz może być szkodliwe (odsyłam do znakomitej książki Barbary Ehrenreich pt. Smile or Die), lecz o stoicyzmie, w jego pierwotnym znaczeniu. Jeśli, jak stoicy, założysz, że porażki są nieuniknione, zamiast, jak chcą zwolennicy pozytywnego myślenia, liczyć na to, że twoja przyszłość będzie pasmem nieustających sukcesów, będziesz lepiej przygotowana na nieuchronne przecież problemy. Na tym polega owa tytułowa "moc porażki" (power of failure) - doświadczenie odrzucenia, krytyki czy zawodu daje ci siłę, by poradzić sobie z kolejnymi.
*Marka Jo Malone jest chyba słabo znana w Polsce, bo słabo (czy w ogóle?) dostępna, ale BARDZO polecam wizytę na stoisku tej firmy, jeśli będziecie zagranicą.
Showing posts with label perfumy. Show all posts
Showing posts with label perfumy. Show all posts
12/01/2015
14/10/2013
TV i perfumy
Na drugim blogu są już trzy wpisy: dwa o ulubionych serialach telewizyjnych, oraz pierwszy o perfumach. Zapraszam.
07/09/2012
Pojawiam się i znikam...
...i obym nie dostała bzika.
Wybaczcie długie milczenie - 6 tygodni wakacji, przy niemożliwości podrzucenia dziecka komukolwiek, skutkuje pisarskim odwykiem. A ledwie nadszedł "prawdziwy Dzień Matki" (pierwszy dzień roku szkolnego), wybywam nad Dunaj. Za tydzień będę już w Budapeszcie.
Wakacje spędziliśmy głównie w domu (tzw. staycation). Dla mnie niewątpliwym hajlajtem był jednodniowy kurs kreowania perfum, w sercu słynnego, bajkowego regionu Cotswolds (pamiętacie film Holiday?, tam właśnie trafia Cameron Diaz), w jednej z zaledwie trzech w Europie małych, niezależnych perfumery, gdzie takie kursy są prowadzone. Kurs, po wycieczce do Budapesztu, to najlepsze z moich konkursowych trofeów. Był on fascynujący, nauczyłam się mnóstwo, ale o szczegółach będzie na moim nowym, anglojęzycznym blogu - niedługo Was tam zaproszę. Obcasy nie znikną, ale mam nadzieję, że podążycie za mną.
Wakacje obracały się, rzecz jasna, wokół Nicholasa.
Znikam na kolejne 2 tygodnie. Mam nadzieję że, gdziekolwiek jesteście, doświadczycie Babiego Lata.
Wybaczcie długie milczenie - 6 tygodni wakacji, przy niemożliwości podrzucenia dziecka komukolwiek, skutkuje pisarskim odwykiem. A ledwie nadszedł "prawdziwy Dzień Matki" (pierwszy dzień roku szkolnego), wybywam nad Dunaj. Za tydzień będę już w Budapeszcie.
Wakacje spędziliśmy głównie w domu (tzw. staycation). Dla mnie niewątpliwym hajlajtem był jednodniowy kurs kreowania perfum, w sercu słynnego, bajkowego regionu Cotswolds (pamiętacie film Holiday?, tam właśnie trafia Cameron Diaz), w jednej z zaledwie trzech w Europie małych, niezależnych perfumery, gdzie takie kursy są prowadzone. Kurs, po wycieczce do Budapesztu, to najlepsze z moich konkursowych trofeów. Był on fascynujący, nauczyłam się mnóstwo, ale o szczegółach będzie na moim nowym, anglojęzycznym blogu - niedługo Was tam zaproszę. Obcasy nie znikną, ale mam nadzieję, że podążycie za mną.
Wakacje obracały się, rzecz jasna, wokół Nicholasa.
![]() |
| Mamy szczęście mieszkać obok wielkiego, wspaniałego zoo |
![]() |
| Nicholas i...lisek |
![]() |
| To słynny Okrągły Stół, który można podziwiać w Winchesterze - pochodzi z czasów Tudorów |
![]() |
| Dom Jane Austen, dziś muzeum i ośrodek jej kultu, w niedalekiej, uroczej wsi Chawton. To tu narodził się Mr Darcy |
![]() |
| Odwiedziliśmy, jeszcze przed Igrzyskami, stolicę. Sklep muzeum Tate Modern - na honorowym miejscu książka pop - up naszej przyjaciółki Jennie |
![]() |
| Smaki skandynawskie samodzielnie upieczone, wg przepisu z ulubionej Scandilicious Baking. |
![]() |
| A dziś przyszła wygrana w kolejnym konkursie - herbaty znanej tu (i innych krajach, ale chyba nie w Pl) marki Teapigs, plus kubek i dzbanek. |
Znikam na kolejne 2 tygodnie. Mam nadzieję że, gdziekolwiek jesteście, doświadczycie Babiego Lata.
30/04/2011
Wasz szpieg z Krainy Deszczowej*...
... posłusznie donosi, że uczciłyśmy Ślub Stulecia należycie, w sukniach i welonach. Były oklaski, wzruszenie i głośne okrzyki aprobaty dla Pocałunku Na Balkonie. A także obgadywanie Sukni i Strojów i Kapeluszy Gości. W odróżnieniu od pracownic polskiego wydania ELLE, które spekulowały na Facebooku, czy suknia będzie od Valentino, Very Wang czy Chanel (tak, wiem, brwi sięgnęły mi końca czoła, gdy to czytałam), dla mnie i dla wszystkich mających nawet małe pojęcie o modzie brytyjskiej i rodzinie królewskiej było oczywiste, że Kate na 100% wybierze brytyjskiego projektanta, pytanie było tylko, kogo (wybranie kogoś z zagranicy byłoby wielkim faux pas, delikatnie mówiąc). Ujrzawszy pannę młodą, Wasza korespondentka od razu poczyniła porównanie z suknią ślubną Grace Kelly, bodaj najpiękniejszą suknią ślubną wszechczasów - koronka, talia osy i długie rękawy. Sarah Burton z "następczyni McQueena" katapultowała się na oczach milliardów do pozycji "projektantki TEJ Sukni" i już krążą plotki, że koncern LVHM chce ją ukraść Gucci by objęła stanowisko Johna Galliano w Dior. Nie usłyszałam/przeczytałam jednego krytycznego słowa o sukni.
Bo też suknia była idealna - nie za strojna, ale i nie zgrzebna, wytworna, ale nie przyćmiewająca urody nosicielki, okazała i z długaśnym trenem, ale nie jak pognieciona wielka beza. Kreacja na miarę współczesnej baśni (dla mnie najbardziej baśniowy moment całej imprezy to przejazd karetą). Kolumnowa suknia siostry księżnej, także z kolekcji Alexander McQueen (w czerwonej wersji tej kreacji w zeszłym roku można było podziwiać Cameron Diaz) również zachwyciła. No i zawsze rozbraja ta urocza tradycja małych druhen (bridesmaids) i drużb (page boys), kultywowana w UK także na ślubach "plebejuszy".
Z uporem godnym lepszej sprawy zawsze trąbię o tym, że tradycja zakładania kapeluszy/fascynatorów na ślub warta jest przeszczepienia na polski grunt, i mam tę satysfakcję, iż miliony ludzi mogło zobaczyć, że mam rację. Projektant kapeluszy Philip Treacy (rozsławiony w dużej mierze przez Isabellę Blow, ale faworyzowany także przez np. Camillę, żonę księcia Karola) był najbardziej popularną marką wśród gości, obok Jimmy Choo, której szpilki wybrało wiele pań.
Makijaż panny młodej to mój ulubiony "soft smoky eye" czyli przydymione oko w wersji dziennej: podkreślone czarnymi kreskami na dolnej i górnej powiece oczy, róż w odcieniu jasnoróżowym i takież usta. Kate zresztą niemal zawsze tak się maluje, woląc, tak jak ja, podkreślać oczy zamiast ust. Do tego subtelny manikiur - udało mi się zdobyć informację, że wykonano go w salonie Jo Hansford (b. znany salon w Londynie, odwiedzany przez tamtejszą elitę) przy użyciu dwóch lakierów: Bourjois nr 28, odcień Rose Lounge, i Essie nr 423 odcień Allure. W odróżnieniu od manikiuru i fryzury, makijaż Kate wykonała sama, nie wiadomo więc, jakich kosmetyków użyła, podejrzewam jednak, że róż był w kremie lub sztyfcie - róż o takiej konsystencji daje bardziej naturalny efekt i wtapia się w skórę. Popularne tutaj, jeśli chodzi o makijaże ślubne, są róże marek Nars, Bobbi Brown lub Daniel Sandler.
A na koniec bardzo zabawna parodia:
*...ale nie ostatnio, na szczęście.
Bo też suknia była idealna - nie za strojna, ale i nie zgrzebna, wytworna, ale nie przyćmiewająca urody nosicielki, okazała i z długaśnym trenem, ale nie jak pognieciona wielka beza. Kreacja na miarę współczesnej baśni (dla mnie najbardziej baśniowy moment całej imprezy to przejazd karetą). Kolumnowa suknia siostry księżnej, także z kolekcji Alexander McQueen (w czerwonej wersji tej kreacji w zeszłym roku można było podziwiać Cameron Diaz) również zachwyciła. No i zawsze rozbraja ta urocza tradycja małych druhen (bridesmaids) i drużb (page boys), kultywowana w UK także na ślubach "plebejuszy".
Z uporem godnym lepszej sprawy zawsze trąbię o tym, że tradycja zakładania kapeluszy/fascynatorów na ślub warta jest przeszczepienia na polski grunt, i mam tę satysfakcję, iż miliony ludzi mogło zobaczyć, że mam rację. Projektant kapeluszy Philip Treacy (rozsławiony w dużej mierze przez Isabellę Blow, ale faworyzowany także przez np. Camillę, żonę księcia Karola) był najbardziej popularną marką wśród gości, obok Jimmy Choo, której szpilki wybrało wiele pań.
Makijaż panny młodej to mój ulubiony "soft smoky eye" czyli przydymione oko w wersji dziennej: podkreślone czarnymi kreskami na dolnej i górnej powiece oczy, róż w odcieniu jasnoróżowym i takież usta. Kate zresztą niemal zawsze tak się maluje, woląc, tak jak ja, podkreślać oczy zamiast ust. Do tego subtelny manikiur - udało mi się zdobyć informację, że wykonano go w salonie Jo Hansford (b. znany salon w Londynie, odwiedzany przez tamtejszą elitę) przy użyciu dwóch lakierów: Bourjois nr 28, odcień Rose Lounge, i Essie nr 423 odcień Allure. W odróżnieniu od manikiuru i fryzury, makijaż Kate wykonała sama, nie wiadomo więc, jakich kosmetyków użyła, podejrzewam jednak, że róż był w kremie lub sztyfcie - róż o takiej konsystencji daje bardziej naturalny efekt i wtapia się w skórę. Popularne tutaj, jeśli chodzi o makijaże ślubne, są róże marek Nars, Bobbi Brown lub Daniel Sandler.
A na koniec bardzo zabawna parodia:
*...ale nie ostatnio, na szczęście.
28/04/2011
Royal Wedding Frenzy
Nie wiem, jak w Polsce, ale tu (a także, wydałoby się, w zwariowanym na punkcie brytyjskiej arystokracji republikańskim USA) od tygodnia o niczym innym się nie mówi, jak o jutrzejszym ślubie księcia Williama i Catherine Middleton. Jutro jest, dekretem premiera, dzień wolny od pracy (wolne jest także w następny poniedziałek, i to nie dla uczczenia moich urodzin - jest to tradycyjny tu wolny poniedziałek "bankowy", czyli Bank Holiday). Spragnione odrobiny romansu starsze panie koczują przy Westminster Abbey, a jak kraj długi i szeroki na ulicach odbędą się tzw. street parties - uliczne biesiady, często ze stołami i krzesłami wyniesionymi bezpośrednio na ulicę - rzadka w dzisiejszych czasach okazjach, by poznać swoich sąsiadów. Nicholas poszedł dziś do szkoły "w cywilu", ale w barwach narodowych, i z talerzem upieczonych przeze mnie muffinków, bo w szkole też odbywa się impreza składkowa. Od paru tygodni wszystkie biznesy podczepiają się pod Royal Wedding - dosłownie wszystko, od herbaty po, hmm, antykoncepcję i jedzenie dla psów, sprzedaje się pod hasłem "dla uczczenia Ślubu". Zalało nas prawdziwe tsunami okolicznościowych ściereczek, kubków, ciastek itd. Pokażę Wam zaledwie malutką próbkę, subiektywnie najbardziej stylowych lub najbardziej dziwacznych, suwenirów.
Ja spędzam jutrzejszy dzień w gronie koleżanek, oglądając ceremonię w TV, popijając szampana i jedząc cupcakes (znacznie cyniczniej nastawieni mężowie zajmują się wspólnie dziećmi, ha!). Gospodyni zobowiązała nas do trzymania się dress code: będziemy zatem albo we własnych sukniach ślubnych (te, które jeszcze w nie wchodzą) lub w wedding guest outfits - a zatem w odświętnych sukienkach i kapeluszach lub fascynatorach. A Wy, będziecie ogladać?
![]() |
| Świecznik |
| Perfumy - o dziwo, ponoć całkiem ładnie pachną |
![]() |
| Sieci nail bars oferują patriotyczny manikiur |
![]() |
| Kolor nakrętki lakieru z lewej nawiązuje do koloru sukienki marki Issa, którą Kate Middleton miała na sobie, gdy ogłoszono zaręczyny |
![]() |
| Herbata "Królewska Mieszanka" |
![]() |
| Jeśli jednak pijesz herbatę z torebki, możesz użyć takich uchwytów |
![]() |
| Jedna z ciekawszych ścierek, z pieskiem rasy corgie |
![]() |
| Ozdobne poduszki |
![]() |
| Pamiątkowa porcelana b. popularnej wśród klasy średniej Emmy Bridgewater |
![]() |
| Czekoladki Prestat - ta firma ma status oficjalnego chocolatier królowej |
![]() |
| Panny, które tak myślą, mogą się pocieszyć perspektywą usidlenia księcia Harry'ego |
![]() |
| Okolicznościowa afternoon tea w jednym z londyńskich hoteli |
![]() |
| Amatorki robótek mogą kupić gotowy zestaw, który pozwala na zrobienie na drutach całej rodziny królewskiej |
![]() |
![]() |
| Dla antymonarchistów |
Ja spędzam jutrzejszy dzień w gronie koleżanek, oglądając ceremonię w TV, popijając szampana i jedząc cupcakes (znacznie cyniczniej nastawieni mężowie zajmują się wspólnie dziećmi, ha!). Gospodyni zobowiązała nas do trzymania się dress code: będziemy zatem albo we własnych sukniach ślubnych (te, które jeszcze w nie wchodzą) lub w wedding guest outfits - a zatem w odświętnych sukienkach i kapeluszach lub fascynatorach. A Wy, będziecie ogladać?
13/12/2009
Sugestie dla świętego Mikołaja - część trzynasta
"Węch obdarzony jest wspaniałą pamięcią.(...)Zapachy eksplodują w naszej pamięci niczym miny ukryte pod ciężarem minionych lat i doświadczeń jak pod chwastami w poszyciu leśnym. Wystarczy trącić drucik zapalnika, jakim jest zapach, aby spowodować eksplozję wspomnień. Ludy różnych kultur zawsze miały obsesje na punkcie zapachów, zlewając się nieraz kaskadami perfum."*
Tak, dziś będzie o perfumach. To prezent nieco problematyczny, bo preferencje zapachowe to sprawa bardzo subiektywna. I o ile trudno mi wyobrazić sobie kobietę, która odrzuciłaby prezent w postaci szalu z prawdziwego, nie zmieszanego z niczym kaszmiru, nawet jeśli niekoniecznie spodobałby się jej kolor prezentu, o tyle podarunek w postaci Chanel No 5, choć to także prezent luksusowy i klasyczny, może zostać skazany na banicję na najdalszym miejscu toaletki, ewent. wziąć udział w dorocznym rytuale pass-the-parcel, czyli recyklowany jako prezent dla kogoś innego. Moja teściowa (monster-in-law) celuje w takim recyclingu, ale nawet ona przebiła samą siebie, podarowawszy któregoś roku butelkę wina krewnemu, od którego to właśnie wino otrzymała pod choinkę poprzedniego roku. Jak się możecie domyślić, z tego względu w naszym domu prezenty od niej zwykle otwierane są jako ostatnie, kiedy nie zmącą już radości z wcześniej rozpakowanych.
Na początek polecam prezent, który, za co mogę ręczyć, uszczęśliwi WSZYSTKIE fanatyczki perfum, a nawet te osoby, które perfumy lubią umiarkowanie, ale chciałyby przeczytać ciekawą książkę na ten temat. Jedyne "ale" to konieczność znajomości języka angielskiego. Perfumes. The Guide niewątpliwie przejdzie do klasyki, jest to bowiem najlepszy przewodnik po świecie perfum, jaki kiedykolwiek napisano. W dodatku właśnie wyszedł w miękkiej okładce:
Ponieważ to mój blog i mogę tu pisać, co mi się podoba, polecam również mój ulubiony zapach, Narciso Rodriguez For Her - bursztynowo - miodowo - drzewny zapach, pozbawiony mdlących i przesłodzonych nut.
Mało znane, co dla wielu osób, które chcą pachnieć oryginalnie, a nie jak co druga osoba mijana na ulicy, jest dużą zaletą - perfumy, które przyciągają mężczyzn niczym magnes (sprawdzone empirycznie) - Musc Ravager. Jest to zapach unisex, ale polecam go kobietom.
Maurice Roucel to jeden z najlepszych perfumiarzy na świecie, a to, co mówi o tym zapachu, wystarczy za najdroższą reklamę: "elegancko zdeprawowany(!) orientalny zapach dla obu płci. Musc Ravager jest mroczny i niebezpieczny." Ten zapach ma tylko jedną nutę kwiatową - lawendę - ale to, co ja czuję, to niezwykle seksowna mieszanka cynamonu, wanilii i piżma, i absolutnie żadnych kwiatowych akcentów. W tym chyba tkwi tajemnica jego przyciągania i magnetycznego wpływu na mężczyzn.
Jeśli ktoś jednak lubi nuty kwiatowe, polecam Daisy Marca Jacobsa - świeży, zielony zapach, przywodzący na myśl pokryty stokrotkami trawnik.
*Diane Ackerman, Historia Naturalna Zmysłów
Tak, dziś będzie o perfumach. To prezent nieco problematyczny, bo preferencje zapachowe to sprawa bardzo subiektywna. I o ile trudno mi wyobrazić sobie kobietę, która odrzuciłaby prezent w postaci szalu z prawdziwego, nie zmieszanego z niczym kaszmiru, nawet jeśli niekoniecznie spodobałby się jej kolor prezentu, o tyle podarunek w postaci Chanel No 5, choć to także prezent luksusowy i klasyczny, może zostać skazany na banicję na najdalszym miejscu toaletki, ewent. wziąć udział w dorocznym rytuale pass-the-parcel, czyli recyklowany jako prezent dla kogoś innego. Moja teściowa (monster-in-law) celuje w takim recyclingu, ale nawet ona przebiła samą siebie, podarowawszy któregoś roku butelkę wina krewnemu, od którego to właśnie wino otrzymała pod choinkę poprzedniego roku. Jak się możecie domyślić, z tego względu w naszym domu prezenty od niej zwykle otwierane są jako ostatnie, kiedy nie zmącą już radości z wcześniej rozpakowanych.
Na początek polecam prezent, który, za co mogę ręczyć, uszczęśliwi WSZYSTKIE fanatyczki perfum, a nawet te osoby, które perfumy lubią umiarkowanie, ale chciałyby przeczytać ciekawą książkę na ten temat. Jedyne "ale" to konieczność znajomości języka angielskiego. Perfumes. The Guide niewątpliwie przejdzie do klasyki, jest to bowiem najlepszy przewodnik po świecie perfum, jaki kiedykolwiek napisano. W dodatku właśnie wyszedł w miękkiej okładce:
Ponieważ to mój blog i mogę tu pisać, co mi się podoba, polecam również mój ulubiony zapach, Narciso Rodriguez For Her - bursztynowo - miodowo - drzewny zapach, pozbawiony mdlących i przesłodzonych nut.
Mało znane, co dla wielu osób, które chcą pachnieć oryginalnie, a nie jak co druga osoba mijana na ulicy, jest dużą zaletą - perfumy, które przyciągają mężczyzn niczym magnes (sprawdzone empirycznie) - Musc Ravager. Jest to zapach unisex, ale polecam go kobietom.
Maurice Roucel to jeden z najlepszych perfumiarzy na świecie, a to, co mówi o tym zapachu, wystarczy za najdroższą reklamę: "elegancko zdeprawowany(!) orientalny zapach dla obu płci. Musc Ravager jest mroczny i niebezpieczny." Ten zapach ma tylko jedną nutę kwiatową - lawendę - ale to, co ja czuję, to niezwykle seksowna mieszanka cynamonu, wanilii i piżma, i absolutnie żadnych kwiatowych akcentów. W tym chyba tkwi tajemnica jego przyciągania i magnetycznego wpływu na mężczyzn.
Jeśli ktoś jednak lubi nuty kwiatowe, polecam Daisy Marca Jacobsa - świeży, zielony zapach, przywodzący na myśl pokryty stokrotkami trawnik.
*Diane Ackerman, Historia Naturalna Zmysłów
26/11/2009
Sugestie dla świętego Mikołaja - część jedenasta
Podobno węch to najwcześniejszy z ludzkich zmysłów - najpierw wyewoluowaliśmy węch, dopiero później wzrok, słuch i dotyk. Czuły węch był bardziej przydatny w przetrwaniu, niż zawodny wzrok - to głównie węch ostrzega nas przed zepsutym jedzeniem, i dlatego kobiety w ciąży, które natura stara się chronić przed zatruciem, mają węch niczym owczarki (co dla mnie było bardziej przekleństwem, niż błogosławieństwem, gdy w ciąży musiałam skorzystać z metra - ten atak smrodliwego podziemnego "powietrza" był nieznośny). Jest najbardziej atawistycznym zmysłem - nic tak nie przywołuje wspomnień, jak zapachy, i to wonie, bardziej niż obrazy czy dźwięki, wywołują w nas tak niekontrolowane, fizyczne reakcje jak mdłości, ale też błogość i miłosną tęsknotę. Dlatego i zapach potraw, i perfum, wywołuje w nas tak silne uczucia.
Moje dzieciństwo to zapach "zielonego jabłuszka", szamponu pokrzywowego i kremu Nivea. Nie mogę powiedzieć, bym za tymi niezwykle sztucznie i tanio woniejącymi (bo zawierały głównie jak najtańsze syntetyczne substancje) kosmetykami tęskniła. Dziś szukam kosmetyków zawierających jak największe stężenie ekstraktów roślinnych oraz substancji czynnych, takich jak kwasy czy retinoidy. Dokładnie czytam etykietki i nie chcę płacić za mieszanki wody, konserwantów, silikonów i barwników, z reklamowanym na opakowaniu wyciągiem gdzieś na szarym końcu składników (im dalej na liście, tym mniejsza ilość w kosmetyku) skoro mogę kupić takie, które zawierają wyłącznie naturalne olejki i ekstrakty. Poza tym, że jest to bardziej eko, nie bez znaczenia jest fakt że jest to po prostu lepsza VFM (value for money).W UK jest już duży wybór kosmetyków organicznych, wiele z nich to marki rodzime. Przy czym są to rzeczywiście kosmetyki eko, z odpowiednimi certyfikatami, a nie tzw. naturalne. Słowo "naturalne" to często li tylko marketing, a ponieważ prawnie można reklamować kosmetyk jako "naturalny", mimo, że wcale nie jest ekologiczny, wiele wcale nieekologicznych marek to wykorzystuje.
Ja używam wielu kosmetyków niemieckich marek Weleda i Lavera. Ze sprawdzonego źródła wiem, że kosmetyków pielęgnacyjnych do ciała Weledy używają Demi Moore i Claudia Schiffer (naprawdę używają, nie jest to, jak często bywa w takich przypadkach, wymysł redakcji jednego z magazynów kobiecych) i ja również mogę polecić kultowy krem na suche miejsca Skin Food oraz serię brzozową do ciała - szczególnie peeling. Są one dostępne w Polsce.
Z brytyjskich marek mogę polecić np. Neal's Yard Remedies. Jest to firma z długą tradycją, której kosmetyki są świetnej jakości, a jednocześnie nie są zbyt drogie. Ich nowa linia Power Berry wykorzystuje modne owoce jagodowe: acai, borówki amerykańskie i winogrona. Bardzo przyjemne w użyciu i skuteczne.
Bardzo lubię też kosmetyki greckiej firmy Korres. W UK pojawiły się one stosunkowo niedawno, ale już są dostępne w wielu sklepach internetowych, i to najlepiej świadczy o ich jakości. Korres oferuje oprócz pielęgnacji także przyzwoitą kolorówkę.
Do tematu zapachu wrócę, gdy cdn.
P.S. Jeśli możecie polecić polskie marki ekologiczne, chętnie skorzystam z Waszych rekomendacji.
Moje dzieciństwo to zapach "zielonego jabłuszka", szamponu pokrzywowego i kremu Nivea. Nie mogę powiedzieć, bym za tymi niezwykle sztucznie i tanio woniejącymi (bo zawierały głównie jak najtańsze syntetyczne substancje) kosmetykami tęskniła. Dziś szukam kosmetyków zawierających jak największe stężenie ekstraktów roślinnych oraz substancji czynnych, takich jak kwasy czy retinoidy. Dokładnie czytam etykietki i nie chcę płacić za mieszanki wody, konserwantów, silikonów i barwników, z reklamowanym na opakowaniu wyciągiem gdzieś na szarym końcu składników (im dalej na liście, tym mniejsza ilość w kosmetyku) skoro mogę kupić takie, które zawierają wyłącznie naturalne olejki i ekstrakty. Poza tym, że jest to bardziej eko, nie bez znaczenia jest fakt że jest to po prostu lepsza VFM (value for money).W UK jest już duży wybór kosmetyków organicznych, wiele z nich to marki rodzime. Przy czym są to rzeczywiście kosmetyki eko, z odpowiednimi certyfikatami, a nie tzw. naturalne. Słowo "naturalne" to często li tylko marketing, a ponieważ prawnie można reklamować kosmetyk jako "naturalny", mimo, że wcale nie jest ekologiczny, wiele wcale nieekologicznych marek to wykorzystuje.
Ja używam wielu kosmetyków niemieckich marek Weleda i Lavera. Ze sprawdzonego źródła wiem, że kosmetyków pielęgnacyjnych do ciała Weledy używają Demi Moore i Claudia Schiffer (naprawdę używają, nie jest to, jak często bywa w takich przypadkach, wymysł redakcji jednego z magazynów kobiecych) i ja również mogę polecić kultowy krem na suche miejsca Skin Food oraz serię brzozową do ciała - szczególnie peeling. Są one dostępne w Polsce.
Z brytyjskich marek mogę polecić np. Neal's Yard Remedies. Jest to firma z długą tradycją, której kosmetyki są świetnej jakości, a jednocześnie nie są zbyt drogie. Ich nowa linia Power Berry wykorzystuje modne owoce jagodowe: acai, borówki amerykańskie i winogrona. Bardzo przyjemne w użyciu i skuteczne.
Bardzo lubię też kosmetyki greckiej firmy Korres. W UK pojawiły się one stosunkowo niedawno, ale już są dostępne w wielu sklepach internetowych, i to najlepiej świadczy o ich jakości. Korres oferuje oprócz pielęgnacji także przyzwoitą kolorówkę.
Do tematu zapachu wrócę, gdy cdn.
P.S. Jeśli możecie polecić polskie marki ekologiczne, chętnie skorzystam z Waszych rekomendacji.
10/11/2009
Sugestie dla świętego Mikołaja - część trzecia
Dziś o prezentach dla ofiar mody. Temat bliski sercu - wystarczy spojrzeć na moje tagi.
Dostępność i różnorodność mody masowej to jedna z wielkich zalet mieszkania w UK. Takie marki jak Topshop, Monsoon, Oasis, ASOS czy Urban Outfitters (ta ostatnia sieć to własność tej samej firmy, która posiada Anthropologie) rozpieszczają nas, zwykłe zjadaczki chleba, których budżet nie pozwala na designerskie ekstrawagancje, bowiem oferują świetne kopie ubrań i dodatków z wybiegu, za ułamek ceny. I robią to w zawrotnym tempie - od projektu do pojawienia się na wieszaku w sklepie upływa często zaledwie parę tygodni. Fakt, że Brytyjki są zakupoholiczkami i kupują mnóstwo nowych ubrań, sprawia też, że jest tu bardzo duży obrót i np. Topshop ma dostawy nowego towaru co tydzień. Ubrania mają przystępne ceny, więc dobrze się sprzedają - ekonomia skali. W Pl mamy niestety na razie wciąż sytuację błędnego koła: ponieważ ubrania są drogie, sprzedają się powoli, a ponieważ towar wolno schodzi, i jest niewielu nabywców, ceny pozostają wysokie. To się powoli zmienia, a na razie warto przyjeżdżać na zakupy do UK, zwłaszcza tuż po Bożym Narodzeniu, i w sierpniu, gdy są największe wyprzedaże.
Ze wspomnianego Urban Outfitters pochodzą te nauszniki w kształcie róż. Futrzanych nauszników jest tu mnóstwo, ale róże znalazłam tylko w tym sklepie.
Bardzo lubię perfumy Daisy (Stokrotka) Marca Jacobsa, można też kupić różne akcesoria tej marki z motywem stokrotki, np. ten naszyjnik - zegarek. Jeśli marzy nam się coś dizajnerskiego, to bardziej przystępna opcja niż ubrania czy buty sygnowane Marc Jacobs.
Pewna koleżanka "z magla" (forum internetowego), zachwyciła mnie i resztę kumoszek kolorowymi (różowymi) rajstopami. Kolorowe i we wzorki rajstopy i pończochy są szalenie modne, ja widzę tę koleżankę w tych marki Bebaroque (Bądź Barokowa), z kokardkami - jak szaleć, to szaleć!
W niezawodnym Etsy znalazłam tę walizeczkę vintage. Jest to walizka tzw upcyklowana - upcycling to recycling na wyższy poziom, czyli takie odnowienie i ozdobienie starych przedmiotów, by zyskały na wartości. Zauważcie dyskretny motyw groszków.
Dostępność i różnorodność mody masowej to jedna z wielkich zalet mieszkania w UK. Takie marki jak Topshop, Monsoon, Oasis, ASOS czy Urban Outfitters (ta ostatnia sieć to własność tej samej firmy, która posiada Anthropologie) rozpieszczają nas, zwykłe zjadaczki chleba, których budżet nie pozwala na designerskie ekstrawagancje, bowiem oferują świetne kopie ubrań i dodatków z wybiegu, za ułamek ceny. I robią to w zawrotnym tempie - od projektu do pojawienia się na wieszaku w sklepie upływa często zaledwie parę tygodni. Fakt, że Brytyjki są zakupoholiczkami i kupują mnóstwo nowych ubrań, sprawia też, że jest tu bardzo duży obrót i np. Topshop ma dostawy nowego towaru co tydzień. Ubrania mają przystępne ceny, więc dobrze się sprzedają - ekonomia skali. W Pl mamy niestety na razie wciąż sytuację błędnego koła: ponieważ ubrania są drogie, sprzedają się powoli, a ponieważ towar wolno schodzi, i jest niewielu nabywców, ceny pozostają wysokie. To się powoli zmienia, a na razie warto przyjeżdżać na zakupy do UK, zwłaszcza tuż po Bożym Narodzeniu, i w sierpniu, gdy są największe wyprzedaże.
Ze wspomnianego Urban Outfitters pochodzą te nauszniki w kształcie róż. Futrzanych nauszników jest tu mnóstwo, ale róże znalazłam tylko w tym sklepie.
Bardzo lubię perfumy Daisy (Stokrotka) Marca Jacobsa, można też kupić różne akcesoria tej marki z motywem stokrotki, np. ten naszyjnik - zegarek. Jeśli marzy nam się coś dizajnerskiego, to bardziej przystępna opcja niż ubrania czy buty sygnowane Marc Jacobs.
Pewna koleżanka "z magla" (forum internetowego), zachwyciła mnie i resztę kumoszek kolorowymi (różowymi) rajstopami. Kolorowe i we wzorki rajstopy i pończochy są szalenie modne, ja widzę tę koleżankę w tych marki Bebaroque (Bądź Barokowa), z kokardkami - jak szaleć, to szaleć!
W niezawodnym Etsy znalazłam tę walizeczkę vintage. Jest to walizka tzw upcyklowana - upcycling to recycling na wyższy poziom, czyli takie odnowienie i ozdobienie starych przedmiotów, by zyskały na wartości. Zauważcie dyskretny motyw groszków.
27/04/2009
Błękitne dywany


Wiosna to najpiękniejsza pora roku w Hampshire. Pod koniec kwietnia i w maju lasy wyściełają dywany bluebells (dosł. błękitne dzwonki, hyacintoides non-scripta po łacinie) - to odmiana hiacynta, która nie rośnie w Polsce, najbliżej można je znaleźć w Niemczech. Nie wiem zatem, jaka jest prawidłowa polska nazwa. W Anglii występują z kolei w takiej obfitości, że czasem nazywa się je 'pospolitymi' (common) lub 'angielskimi' (English bluebells), dla odróżnienia od szkockich dzwonków (Harebells, czyli dzwonki zajęcze), które są zupełnie innym gatunkiem.
Lasy wokół nas są obecnie szafirowe od tych kwiatków, w powietrzu unosi się ich piękny zapach. Renomowana firma perfumeryjna z ponad stuletnią tradycją, Penhaligon's, nawet zabutelkowała tę woń -perfumy Bluebells to jeden z kultowych zapachów tej marki, i jest reklamowany jako najbardziej 'brytyjski' spośród oferowanych przez tę bardzo brytyjską markę perfum.
Nasz szczeniak Edison i nasz syn Nicholas uwielbiają spacery po tych błękitnych dywanach. Gdy nadejdzie koniec maja, będzie nam smutno pożegnać się z nimi do następnego roku.
Subscribe to:
Posts (Atom)





































.jpg)






