Showing posts with label Herbata. Show all posts
Showing posts with label Herbata. Show all posts

18/03/2014

Encyklopedia Kuchni Brytyjskiej: dopisek do odcinków A-C

Ten post jest gwoli uzupełnienia dotychczasowych, poświęconych literom A, B i C. Blog nie jest dziełem akademickim, ale "encyklopedia" w tytule zobowiązuje, zatem uzupełniam kilka haseł, które wcześniej pominęłam. Ten cykl nie ma ambicji do tego, by stanowić wyczerpujące źródło wiedzy na temat kuchni brytyjskiej, daleko mi do eksperta i z całą pewnością  pominę(łam) wiele ważnych haseł, jednak nie mogę nie wspomnieć o Battenberg cake, Coronation Chicken, Arbroath smokies i clanger.

Battenberg cake - jedno z najbardziej tradycyjnych ciast Wysp Brytyjskich. To dwa rodzaje migdałowego biszkoptu, jeden naturalnego koloru, drugi różowy, ułożone w charakterystyczny wzór, i pokryte marcepanem. Przepisów na ten wypiek jest mnóstwo, są także nieortodoksyjne wersje, np. kawowo-orzechowy.


Battenberg cake wymyślono, by upamiętnić ślub księcia Ludwika Battenberga z wnuczką królowej Wiktorii, również Wiktorią, w 1884 roku. Do dziś popularne, szczególnie jako część Afternoon Tea, ale też często pieczone w domach - wiele brytyjskich pań domu jest dumnych z tej umiejętności, bo pieczenie własnego równa się doświadczeniu, a przy tym pielęgnowaniu tradycji. Pod tym względem jest to brytyjski odpowiednik polskiego makowca czy sernika.
A skoro mowa o daniach wymyślonych dla uświetnienia szczególnej okazji: Coronation Chicken zostało stworzone przez jedną z założycielek słynnej akademii kulinarnej Cordon Bleu, Rosemary Hume, na uroczysty lunch w dniu koronacji Elżbiety II w 1953 roku. To kawałki zimnego kurczaka w pikantnym sosie, najczęściej majonezowym (choć w oryginalnym przepisie dodaje się też 2-3 łyżki bitej śmietany), z cebulą, winem, pomidorowym piure, curry i innymi przyprawami. Mój mąż często w ten sposób utylizuje resztki kurczaka z niedzielnego obiadu (Sunday Roast) i taka też była intencja Rosemary (w 1953 wciąż jeszcze kartkowano żywność), nie używa jednak ani śmietany, ani wina. Potrawa ta, nadal bardzo popularna, ma też wiele wersji, zawsze jednak podawana jest z ryżem. W UK w każdym supermarkecie kupicie też gotowe kanapki z Coronation Chicken.


W przypadku Arbroath Smokies musimy się cofnąć daleko, aż do czasów, gdy w okolicy Arbroath w Szkocji mieszkali Skandynawowie, którzy pierwsi zaczęli wędzić haddocks (plamiaki, łupacze) - do dziś wędzi się te ryby wg tych samych metod, co w XVIII wieku. Nie miałam nigdy okazji spróbować tego przysmaku, nie jest on łatwo dostępny tu na Południu, ale z pewnością warto, gdyż to produkt unikalny, od 2004 roku chroniony jako jeden ze szkockich specjałów, i tylko około 15 producentów ma prawo sprzedawać swoje ryby jako Arbroath smokies.

Niestety, podobnego statusu nie ma clanger, specjalność hrabstwa Bedfordshire. Ten specyficzny wypiek - duży "pieróg" z ciasta, który z jednej strony zawiera słone, z drugiej słodkie nadzienie - wyrabiany jest i sprzedawany ponoć już tylko przez jedną piekarnię w mieście Sandy, Gunn's Bakery. Słone nadzienie to najczęściej wieprzowina z jabłkiem, szałwią, cebulą i przyprawami, zaś słodkie -jabłka z rodzynkami. Ciasto przygotowuje się z dodatkiem suet (tłuszcz zwierzęcy), podobnie jak tradycyjne słone pies. To drop a clanger (dosłownie: upuścić clangera, w wolnym tłumaczeniu: "masakra")  to jeden z moich ulubionych angielskich idiomów.
Na koniec chciałabym wspomnieć o jednej z The Two Fat Ladies, Clarissie Dixon Wright. Ten kulinarny program, o dwóch grubych damach na motocyklu, pokazywany był w Polsce, zatem może ją kojarzycie. Niestety wczoraj Clarissa zmarła, a z pewnością zasługuje na miejsce tutaj, choćby ze względu na jej książkę o historii angielskiej kuchni (napisała ona także wiele popularnych książek kucharskich, autobiografię i książki podróżnicze), którą mam i wszystkim zainteresowanym serdecznie polecam. 

Dziś słuchałam w radio nagranego z nią kilka lat temu wywiadu, w którym powiedziała: "Jestem bardzo szczęśliwą osobą. Zamiast łykać Prozac, wolę jeść ciasto." To mogłoby być i moje epitafium. 

07/09/2012

Pojawiam się i znikam...

...i obym nie dostała bzika.
Wybaczcie długie milczenie - 6 tygodni wakacji, przy niemożliwości podrzucenia dziecka komukolwiek, skutkuje pisarskim odwykiem. A ledwie nadszedł "prawdziwy Dzień Matki" (pierwszy dzień roku szkolnego), wybywam nad Dunaj. Za tydzień będę już w Budapeszcie.
Wakacje spędziliśmy głównie w domu (tzw. staycation). Dla mnie niewątpliwym hajlajtem był jednodniowy kurs kreowania perfum, w sercu słynnego, bajkowego regionu Cotswolds (pamiętacie film Holiday?, tam właśnie trafia Cameron Diaz), w jednej z zaledwie trzech w Europie małych, niezależnych perfumery, gdzie takie kursy są prowadzone. Kurs, po wycieczce do Budapesztu, to najlepsze z moich konkursowych trofeów. Był on fascynujący, nauczyłam się mnóstwo, ale o szczegółach będzie na moim nowym, anglojęzycznym blogu - niedługo Was tam zaproszę. Obcasy nie znikną, ale mam nadzieję, że podążycie za mną.
Wakacje obracały się, rzecz jasna, wokół Nicholasa.
Mamy szczęście mieszkać obok wielkiego, wspaniałego zoo
A tu przed słynną katedrą w Winchesterze, w dniu, gdy przez nasze miasto przekazywano pochodnię z ogniem olimpijskim. Przywitało ją praktycznie całe miasto - nawet w organizacji podróży pochodni przez cały kraj Brytyjczycy okazali się niezrównani, obdarzając tym zaszczytem nie tylko celebrytów, ale niepełnosprawnych i zwykłych - niezwykłych ludzi którzy na to zasłużyli (Torch bearers byli nominowani, nie przez działaczy czy oficjeli, ale normalnych ludzi)
Nicholas i...lisek
To słynny Okrągły Stół, który można podziwiać w Winchesterze - pochodzi z czasów Tudorów
Dom Jane Austen, dziś muzeum i ośrodek jej kultu, w niedalekiej,  uroczej wsi Chawton. To tu narodził się Mr Darcy
Odwiedziliśmy, jeszcze przed Igrzyskami, stolicę. Sklep muzeum Tate Modern - na honorowym miejscu książka pop - up naszej przyjaciółki Jennie
Wyprawa do L. oznacza zawsze wizytę w jednej z trzech już londyńskich Nordic Bakery (czwarta jest na lotnisku we ...Frankfurcie) - jedna znajduje się o rzut oszczepem od polskiego konsulatu i ambasady. Moda na Skandynawię nie przemija, wręcz przeciwnie - o dowodach wkrótce. Chciałoby się, żeby będący właśnie w Londynie Makłowicz wybrał się w faktycznie modne miejsca, a nie do chińskiej restauracji w Chinatown, gdzie chodzą sami turyści (relacja z Facebooka)
Smaki skandynawskie samodzielnie upieczone, wg przepisu z ulubionej Scandilicious Baking. 
A dziś przyszła wygrana w kolejnym konkursie - herbaty znanej tu (i innych krajach, ale chyba nie w Pl) marki Teapigs, plus kubek i dzbanek.

Znikam na kolejne 2 tygodnie. Mam nadzieję że, gdziekolwiek jesteście, doświadczycie Babiego Lata.

09/07/2012

Jak mieszka Anioł?

Pamiętacie Angel Adoree, właścicielkę cukierni w stylu vintage i autorkę wielkiej urody książki kucharskiej, The Vintage Tea Party Book? Pisałam o niej tu, a niedawno swoją recenzję zamieściła też Karolina. Odniosła taki sukces, że już niedługo ukaże się kolejna książka, pt. The Vintage Tea Party Year  - tym razem nie będzie tylko o popołudniowej herbatce, ale o różnego rodzaju przyjęciach: kinderbalach, imprezach noworocznych, urodzinowych, weselnych, rocznicowych - na razie wiem tylko tyle, ale kupuję w ciemno. Choć nie ma tej informacji na Amazonie, wygląda na to, że i tym razem będzie zawierała ilustracje Adele Mildred, i że będzie to majstersztyk wydawniczy.
Angel konsekwentnie buduję swoją markę, i obecnie pracuje nad własną linią papeterii (poproszę!) oraz herbat (yes, please!). Można ją też wynająć jako przewodnika po londyńskich przybytkach vintage, a także jako stylistkę.

Angel pierwsza od lewej
Jej miłość do wszystkiego, co vintage, nie jest li tylko zabiegiem marketingowym - w Sunday Times można było obejrzeć jej mieszkanie, pękające w szwach od staroci.
Ciekawe, czy nowa książka Angel zepchnie z podium moją jak na razie książkę kucharską nr 1 w 2012 roku, czyli Scandilicious Baking. 


O poprzedniej, świetnej, książce Signe Johansen pisałam tu - jej nowe dzieło jest z mojego punktu widzenia jeszcze lepsze, bo wolę piec, niż gotować. I jest to jedyna książka w mojej pęczniejącej kolekcji, z której chciałabym wypróbować KAŻDY przepis, i w której żadny nie wygląda na zbyt trudny. Ale o tym w osobnej recenzji.

30/04/2012

Encyklopedia Kuchni Brytyjskiej - C, część VI

Clotted cream - wyjaśnijmy sobie od razu: to NIE JEST BITA ŚMIETANA. Coraz częściej stykam się z takim błędnym tłumaczeniem - w przypadku, gdy chodzi o książki/czasopisma, i profesjonalnych tłumaczy, wybaczam, bo clotted cream nie jest dostępna poza Wielką Brytanią (choć w wielu krajach, szczególnie Bliskiego Wschodu, produkuje się podobny przysmak), a jakieś tłumaczenie dla tego specyficznego rodzaju śmietany trzeba znaleźć. Na blogach jednak nie silmy się na tłumaczenie - bita śmietana to whipped cream, a clotted cream to clotted cream, a więc śmietana poddana procesowi clotting, a nie whipping (ubijaniu). Clotted cream powstaje w wyniku podgrzewania mleka na parze/w kąpieli wodnej w płytkim garnku i powolnego ostudzania.
Clotted cream pochodzi z południowo - zachodniej Anglii, głównie hrabstwa Devon (gdzie czasem zwana jest Devonshire cream) i księstwa Kornwalii - pochodząca z Kornwalii clotted cream, zwana też Cornish cream, posiada PDO (Protected Designation of Origin) - mleko musi pochodzić z Kornwalii, zaś zawartość tłuszczu to minimum 55%. Inne hrabstwa południowej Anglii także produkują clotted cream, ale najbardziej autentyczna jest ta pochodząca z Kornwalii i Devon.


Clotted cream to składnik najbardziej tradycyjnej popołudniowej herbatki - używa się jej do smarowania scones.  Zapewniam, że masło to w tym przypadku ubogi substytut clotted cream, i będąc w Anglii koniecznie spróbujcie scones z clotted cream i dżemem, tradycyjnie malinowym. W ogóle Afternoon Tea w jednym z miejsc polecanych przez UK Tea Council powinna być żelazną pozycją w kalendarzu takiej wizyty.
Na tym zdjęciu wyżej pokazano kornwalijski styl smarowania scones: najpierw dżem, potem śmietana. W sąsiednim Devon z kolei najpierw nakłada się warstwę śmietany, a potem dżem - i rzecz jasna, jak to z sąsiadami bywa, każdy myśli, że to ich sposób jest tym jedynym słusznym i właściwym - tu artykuł w Guardianie na temat tej rywalizacji.
Po lewej - kornwalijska scone, po prawej - dewońska
Nie miałam pojęcia, że clotted cream ma znacznie więcej zastosowań, ale jeden z największych jej producentów reklamuje się właśnie taką listą 100 dań, do których można jej użyć, zarówno słodkich, jak i słonych:

Dwa tygodnie temu poprosiłam Was o alternatywną nazwę dla tego cyklu. Osobą, której sugestia najbardziej mi się spodobała ("Ryba, frytki i cała reszta"), i która wygrywa nagrody, jest.... Rusty Angel.  
Dziękuję wszystkim za wzięcie udziału w konkursie, a Rusty proszę o email (adres w profilu).

14/11/2011

Podsumowania i polecanki - kulinarnie

Stało się już tradycją, że przed świętami piszę o prezentach: tych, które chciałabym otrzymać a przede wszystkim podarować, oraz/lub tych, które faktycznie kupiłam. W tym roku postanowiłam upiec dwie pieczenie na jednym ogniu i przy okazji podzielić się odkryciami w kilku sferach, a zacznę od kulinarnej, bowiem jutro jest Stir Up Sunday, i chciałam się pochwalić, że w tym roku po raz pierwszy przygotowałam  Christmas Pudding. Korzystałam z ręcznie zapisanego, bardzo starego przepisu od dawna nieżyjącej matki mojej sąsiadki Sandry - zrobiłyśmy nasze puddingi wspólnie w jej kuchni, i mam nadzieję, że to się stanie tradycją, bo uwielbiam moich sąsiadów, i choć niczego bardziej nie pragnę niż wyprowadzki do wymarzonego domu, z całą pewnością podtrzymam tę przyjaźń.
Pamiętacie, jak pisałam o jednej z największych sensacji kulinarnych ostatnich lat, jaką był Christmas Pudding z ukrytą skarmelizowaną pomarańczą Hestona Blumenthala dla sieci Waitrose? Puddingi wyprzedały się błyskawicznie, po czym sprzedawano je na eBay za £150 za sztukę (w Waitrose kosztowały ok. £15). W tym roku ta sieć znowu wyprodukowała pudding Hestona, tym razem nawet w dwóch rozmiarach (większy z pomarańczą, mniejszy z mandarynką - dla nas lepszy) i znowu wszystkie zniknęły w rekordowym tempie - tym razem nie miałam szczęścia, ale mają je znowu rzucić i czyham, czyham. Jeśli uda mi się go upolować, oznacza to, że będziemy mieli trzy puddingi (mnie wyszły dwa), czyli o wiele za dużo - na szczęście jednak lody puddingowe są po prostu przepyszne, a sam pudding można trzymać, i to poza lodówką, przez wiele miesięcy.
Lody z Christmas Pudding - przepis z BBC Good Food
A skoro o sensacjach mowa - o tym koncentracie pisano nawet w Polsce. Taste No 5 Umami Paste to "dziecko" Laury Santtini, Angielki włoskiego pochodzenia.
Piąty smak zamknięty w tubkę
Ten koncentrat z pomidorów, borowików, parmezanu, anchois, czarnych oliwek, czosnku, octu balsamicznego i przypraw naprawdę podkreśla smak potraw i nie przesadzę mówiąc, że uzależniliśmy się od niego. Odrobina dodana do risotto czy curry czyni je jeszcze pyszniejszymi, nawet "zwykła" bruschetta z pomidorami i mozzarellą lepiej smakuje z dodatkiem tego piure. Umami Paste jest dostępny, zgadnijcie gdzie?...tak, tak, w Waitrose, za £2.99 - w Amazonie też, ale niestety znowu ze sporą przebitką. Nie będę się upierać, że to prezent porównywalny do biżuterii od Tiffany'ego, ale osobiście znam wiele osób, które by ucieszył.
Inny drobiazg dla domowej bogini to ten "stempel" do ciastek. Mam taki i muszę przyznać, że stemplowanie ciastek to niezła zabawa, nie tylko dla dzieci.
Innym takim drobiazgiem, który mi umila pieczenie, są te zakładki z Anthropologie. Jasne, można użyć innych, niekoniecznie z kulinarnymi ilustracjami, ale ja lubię estetyczną konsekwencję.


Tradycyjnie już kupuję małżonkowi do świątecznej skarpety dobrego gatunku kawę lub herbatę. W tym roku kupiłam herbatę zapakowaną w tę puszkę, ozdobioną sloganem z II wojny światowej, który w ostatnich latach zrobił tu zawrotną karierę (także jego różne parafrazy) - jeśli odwiedziliście UK i nie zobaczyliście ani jednego kubka, ścierki czy innego przedmiotu z tym zdaniem, to idźcie czym prędzej do okulisty, no chyba, że spędziliście cały czas w odciętej od cywilizacji chacie na Orkadach.


Największym odkryciem tego roku, jeśli chodzi o knajpy, jest dla mnie wizyta w uznawanej za najlepszą w UK, czyli pewnie tym samym w Europie*, restauracji wegetariańskiej, Terre a Terre w Brighton. Oprócz może obiadu w duńskim Falsled Kro i lunchu w lokalnym The Black Rat, nigdy nie zjadłam równie pysznego posiłku. Na pewno zaś był to posiłek najbardziej zaskakujący, zaś potrawy najbardziej niezwykłe (ale nie udziwnione). O tym, co jadłam, napiszę osobno.
Książka z przepisami z restauracji
*Tu jest stosunkowo dużo wegetarian, choćby dlatego, że mieszkają tu tysiące hinduistów, i dużo restauracji wegetariańskich, natomiast w "kontynentalnej" Europie jest z tym  generalnie gorzej, dlatego ośmielam się zakładać, że Terre a Terre ma bardzo niewielką konkurencję.

21/09/2011

Pytania do siebie

Niedawno Maniaczytania, autorka znakomitego bloga o książkach, przyznała mi nagrodę One Lovely Blog Award, co było szalenie miłe - dziękuję! W ramach podziękowań postanowiłam odpowiedzieć na serię pytań, które niedawno krążyły w anglojęzycznej blogosferze. Gdyby Wam kiedyś zabrakło weny, możecie skorzystać z tego kwestionariusza.

1. Jakie wydarzenie wywarło największy wpływ na twoje życie, i dlaczego?

Było kilka takich wydarzeń, ale wiele moich przekonań i wyborów ma swoje źródło w tych 12 miesiącach, które spędziłam w Danii. Wyjechałam tam w wieku 17 lat. Prosto z bardzo rygorystycznej, wybitnie konserwatywnej, nawet jak na konserwatywne polskie realia, szkoły trafiłam do typowo liberalnej szkoły duńskiej - to był prawdziwy szok kulturowy, ale nie w sensie negatywnym, wręcz odwrotnie. Po powrocie tęskniłam bardzo za Danią, gdzie mój światopogląd i wartości podzielała większość znanych mi osób, a nie mniejszość, jak w geograficznie niedalekiej, ale pod względem mentalności bardzo innej Polsce. Z podobnych względów decyzja o wyjeździe do Anglii na stałe przyszła mi z łatwością i nigdy jej nie żałowałam. Kariera polityczna (a także dziennikarska) takiej np pani (trudno mi było uwierzyć, że ona jest "for real", i  że nie jest to nieudolna próba satyry, ale koleżanki zapewniają, że ta pani takie brednie wypisuje na serio i jest podobno w pełni władz umysłowych, choć nie do końca rozwiały moje wątpliwości co do tego ostatniego) skończyłaby się tutaj, zanim by się zaczęła.
Zamek Egeskov, Dania


2. Gdybyś miała cały dzień wolny od obowiązków, tylko dla siebie, to jak byś go spędziła?

Wsiadłabym w pociąg do Londynu, a tam: kawa i cynamonowa bułka w Nordic Bakery, następnie przechadzka po Marylebone High Street i zakupy we flagowej księgarni Oxfam'u, może odwiedziny w  największym w Europie dziale z butami w Selfridges; potem lunch w The Wolseley, następnie wystawa w National Gallery lub V&A, herbatka dla faszonistek (Prêt-à-Portea)w hotelu Berkeley Knightsbridge... Wszystko to pod warunkiem, że oprócz wolnego dnia dostałabym od losu także zastrzyk gotówki - jak marzyć, to marzyć. Jeśli nie: napisałabym parę postów na zapas, poczytałabym książkę, upiekłabym coś słodkiego, zmniejszyłabym i uporządkowała trochę zdjęć, napisałabym kilka zaległych mejli...
Herbatka w Berkeley. Porcelana jest marki Paul Smith
3. Czego, jeśli chodzi o jedzenie lub picie, nie mogłabyś się wyrzec?

Kawy. Kiedy w ciąży piłam jej mało, i słabą, było to duże wyrzeczenie, bo od kiedy uzależniłam się od kawy mieszkając w Danii (to jeden z przykładów, jak duży wpływ miał na mnie ten kraj), nie wyobrażam sobie dnia bez choć jednego espresso. Bez herbaty też bym długo nie pociągnęła.

4. Gdybyś mogła się wybrać w podróż w dowolne miejsce, nie licząc się z kosztami, to dokąd byś pojechała, i dlaczego właśnie tam?

Do Bhutanu. Każdy turysta musi mieć wizę, a liczba wydawanych rocznie jest bardzo ograniczona, nie są też tanie. Tym samym Bhutan to miejsce idealne miejsce dla mnie, turystycznej snobki (nie ma nic gorszego w moim mniemaniu, niż wyjazdy typu all - inclusive do Tunezji czy Egiptu) - rząd tego państwa, jedynego na świecie, który mierzy obok GDP, także GNH (Gross National Happiness - 96% obywateli deklaruje, że są szczęśliwi) wprowadził te ograniczenia ze względów głównie ekologicznych. Telewizja dotarła tu dopiero w 1999 roku, i jest to kraj przesiąknięty buddyzmem (jedyny, gdzie dominuje tantryczna odmiana buddyzmu, Mahayana), gdzie podobno najbardziej nawet zblazowani i bywali w świecie podróżnicy wyzbywają się cynizmu.

Klasztor w Bhutanie
5. W oryginale: Who do you have a crush on? Kto ci się podoba/w kim się platonicznie podkochujesz?

Jak wspominałam ostatnio, kobiety często podkochują się w bohaterach powieści, i ja nie jestem wyjątkiem: zarówno Mr Darcy, jak i Rhett Butler są zawsze "do usług", jak na prawdziwych dżentelmenów przystało. Timothy Olyphant aka Raylan Givens w doskonałym serialu Justified.
Timothy Olyphant
Idris Elba. Michael Chabon. Michael Fassbender. Więcej grzechów nie pamiętam.

6. Gdybyś rządziła swym krajem, co byś zrobiła?

Uff, od czego zacząć?! Na pewno chciałabym zreformować edukację: obecny system jest w dużej mierze odpowiedzialny za głębokie podziały w tutejszym wciąż klasowo podzielonym społeczeństwie, bo zamiast je niwelować, jeszcze je umacnia. Niedawne zamieszki mają źródło m.in. w tym, że w biednych dzielnicach szkoły są często kiepskie. Tym samym osoby już na starcie pokrzywdzone nie mają żadnych szans na wyrwanie się z kręgu ubóstwa, i to nawet wtedy, gdy są zdolne i chcą się uczyć - Anglia ma najbardziej zróżnicowane pod względem poziomu szkoły podstawowe i średnie w Europie, jeśli nie na świecie: od doskonałych, z których uczniowie trafiają potem do najlepszych uczelni świata, po tak złe, że nastolatki je kończące to pół - analfabeci. W Polsce też zainwestowałabym w edukację - ale za to w tę uniwersytecką, bo wystarczy spojrzeć na listę 100 najlepszych uczelni świata, by przekonać się, że potęgą pod tym względem nie jesteśmy.
Mniej poważnie: 10 Downing Street miałoby zawsze zapas tego, co dla sieci Waitrose przygotowuje Heston Blumenthal. Minionego lata objadałam się jego Salted Caramel Popcorn Ice- Cream (lody o smaku popcornu o smaku słonego karmelu).

7. Gdybyś mogła spędzić jeden dzień w czyimś ciele, kogo byś wybrała?

Annę Wintour, szefową amerykańskiego Vogue. Nie żebym była żądna władzy, ale wspaniale byłoby się przekonać, jak to jest być jedną z najbardziej wpływowych kobiet świata, dla której wszyscy tańczą tak, jak ona im zagra *mrugam*. No i poza tym spędziłabym cały dzień na pogawędkach z Karlem i innymi projektantami, może nawet zadzwoniłabym do Michelle O.  i odwiedziła Marca J. w jego studio, na lunch zaś wybrałabym się z Tomem F.
Mogę chociaż ją podejrzeć przy pracy - film dokumentalny The September Issue,  polecam

09/09/2011

Z cyklu: lubię sowy

Moja słabość do sów i sowich gadżetów jest już na tyle znana, że czytelniczki podrzucają mi różne sowie linki, tu lub na FB, za co serdecznie dziękuję. Moje credo to: sów, jak i książek kucharskich, nigdy za wiele!
W tym roku ptasie, w tym sowie, motywy pojawiają się tak często, że można mówić o wyraźnym trendzie, zarówno modowym, jak i wnętrzarskim. Poniżej wybrałam kilka przykładów.
Pasek jednej z moich ulubionych, bo bardzo brytyjskich, marek - Hobbs
Portmonetka Fossil
Kozaki dla dziewczynki. Nie wiem, jak to o mnie świadczy, ale chciałabym  takie dla siebie
Breloczek Big Baby (nazwa tej firmy wskazuje, że targetują takie klientki, jak ja - bo ich produkty nie są z działu dziecięcego)
Piżama w sowy Cath Kidston - mają też biżuterię i przybory do szycia z tym motywem, a także...
Tea cozy

Waza duńskiej marki House Doctor. Podobna jest też w kolekcji sieci Laura Ashley

Bookends z Laura Ashley, zaś filiżanka pochodzi z mojego ulubionego sklepu przymuzealnego, czyli V&A Shop

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails