Showing posts with label Hampshire. Show all posts
Showing posts with label Hampshire. Show all posts

21/01/2015

Wolf Hall na ekranie

... już dzisiaj wieczorem!

Wolf Hall to jeden z najbardziej oczekiwanych seriali 2015 roku, i pierwszy odcinek BBC pokaże dziś wieczorem. Nakręcono go na podstawie dwóch pierwszych części trylogii o Tomaszu Cromwellu, Wolf Hall i Bring Up The Bodies, autorstwa jednej z najlepszych współczesnych pisarek angielskich, Hilary Mantel. Obie otrzymały prestiżową nagrodę The Man Booker, trzecia część ukaże się w tym roku, i jest na wszystkich listach najbardziej antycypowanych książek 2015. Oparte na książkach sztuki teatralne odniosły ogromny sukces - bilety były wyprzedane, a krytycy nie szczędzili pochwał.
W rolę Cromwella wcieli się mało jak dotąd znany poza Wielką Brytanią Mark Rylance - tu jest on jednak prawdziwym tytanem sceny, jednym z najlepszych aktorów teatralnych, uwielbianym zarówno przez publiczność, jak i krytyków.
W związku z serialem media brytyjskie są pełne obecnie Henryka Ósmego i Tudorów. Ta synchronizacja to jeden z powodów, dla którego tak cenię BBC - dużej wagi wydarzenia kulturalne są analizowane i dyskutowane na różnych kanałach BBC, choć Wolf Hall jest tak ważny, że biorą w tym udział także pozostałe media, np The Times zamieścił specjalny, świetnie opracowany dodatek o Tudorach, napisany w głównej mierze przez ekspertów, nie pracowników redakcji. Nie jest to czysta promocja, ograniczająca się do wywiadów z aktorami - w moim ulubionym radiu, BBC4, słuchałam na przykład rozmowy z kompozytorką muzyki do serialu (sądząc z fragmentów, doskonałej), która fascynująco opowiadała o tworzeniu współcześnie muzyki, która ma oddać ducha epoki.
Inna moja ulubiona brytyjska instytucja, National Trust, podała też informacje o tym, które z należących do nich nieruchomości wykorzystano w serialu. Z sześciu odwiedziłam dwie (jeśli jednak doliczyć posiadłości wymienione w książkach, zaliczyłam ich więcej - często bywałam w The Vyne w Hampshire).
Nicholas i ja w ogrodzie Montacute House
Te, które wystąpią w serialu, a które miałam szczęście zwiedzić, to imponujący Montacute House w hrabstwie Somerset oraz Lacock Abbey w Wiltshire.
Moje zdjęcie Montacute House


Nicholas i ja przed Lacock Abbey w Wiltshire - obecnie mieści się tu światowej sławy muzeum fotografii, bo tu mieszkał jeden z jej wynalazców
Lacock Abbey




Wieś Lacock, w której kręcono też m.in. Dumę i Uprzedzenie (serial), Cranford, oraz sceny do dwóch filmów z cyklu Harry Potter

19/06/2014

Nowe poletko

Jeszcze piszę z Hampshire, ale za nieco ponad tydzień - przeprowadzka do Wiltshire. Hampshire jest pięknym hrabstwem, a Winchester, leżący na skraju najmłodszego Parku Narodowego South Downs, i niedaleko drugiego, tym razem najstarszego, Parku Narodowego New Forest, poszczycić się może swoim wyjątkowym miejscem w historii i wieloma atrakcjami. To miasto przyciąga młode rodziny, które opuszczają Londyn (tubylcy z klasy średniej uważają, że stolica nie jest odpowiednim miejscem dla dzieci), bo niemal wszystkie szkoły, państwowe i prywatne, mają wysoki poziom, i dobre wyniki, co w kraju, gdzie system edukacyjny jest szalenie nierówny (kompletnie przy tym nieporównywalny z polskim czy skandynawskimi, ale także na przykład francuskim czy amerykańskim) jest bardzo istotnym elementem decyzji, dokąd się przeprowadzić - do tego stopnia, że agencje nieruchomości podają szkoły w ogłoszeniach, i nieruchomości mają wyższe ceny w rejonie dobrych (tym samym pogłębiając nierówności społeczne, bo jak nie stać cię na droższy dom - nie możesz posłać dziecka do dobrej szkoły państwowej).
Ponadto w okolicy jest masa atrakcji dla dzieci: zoo, planetarium, park rozrywki, doskonale zaopatrzona, organizująca różne imprezy dla dzieci biblioteka, urządzająca także co dwa lata, na społy z teatrem, festiwal książki dziecięcej, kino, wspomniany teatr, cieszący się sławą w całej Europie międzynarodowy festiwal teatrów ulicznych Hat Fair - a to wszystko w niewielkim mieście.
Z żalem pożegnam zatem Winchester, ale po pierwsze nie wyprowadzamy się daleko (2 dni temu dojazd do nowego domu zajął nam niecałe 40 minut), a po drugie - większe, a przy tym równie historyczne i zabytkowe Salisbury również obfituje w atrakcje, o których na pewno będę tu pisać. Winchester jest mało znany polskim turystom (popularny jednak wśród przybyszów z innych krajów), ale każdy słyszał o Stonehenge  - my będziemy mieszkać bardzo blisko. Nie tylko Salisbury, ale całe hrabstwo Wiltshire pełne jest uroczych miejsc - wieś Lacock uznawana jest za jedną z najpiękniejszych w całej Wielkiej Brytanii - kręcono tam wspaniały serial Cranford, oraz niektóre sceny z filmów o Harrym Potterze. Ponadto to w Wiltshire znajduje się jeden z najpiękniejszych ogrodów krajobrazowych na świecie - Stourhead.
Buzzfeed znalazło zresztą aż 42 powody, dla których Wiltshire jest najlepszym hrabstwem. Ja dodam jeszcze nr 43 - niedawno przeczytałam, że to w Wiltshire produkowany jest najsmaczniejszy, najbardziej "dziewiczy" miód w całym UK, a to z tego powodu, że pszczoły mają do dyspozycji nieskażone łąki leżące odłogiem od zawsze, takie, jakie zniknęły już z reszty Wysp Brytyjskich - bo to należące do Ministerstwa Obrony poligony.
Lacock Abbey
Stourhead

01/04/2014

Posmak sławy

Tu, gdzie (jeszcze) mieszkam, bywam czasami pytana o drogę. Niewielu jest innych przechodniów na chodniku, a poza tym zazwyczaj jestem w towarzystwie dziecka lub psa, a często obojga, więc pytający dedukują słusznie, żem miejscowa. W zeszły czwartek rano, gdy odprowadzałam Nicholasa jak co rano do szkoły, zatrzymał się przy nas samochód, i przez sekundę myślałam, że będę jak zwykle proszona o wskazówki. Wkrótce jednak dotarło do mnie, że osoba, która wysiadła z pojazdu, mówi do mnie po polsku, a ponieważ nie mam na czole napisane: "Proszę mówić do mnie po polsku", przez kolejnych kilka sekund usiłowałam zidentyfikować mówiącą, którą musiałam przecież znać, skoro wiedziała, że jestem Polką. Nie rozpoznałam jej jednak, natomiast ona - Marzena - rozpoznała mnie. Ze zdjęć. Na blogu. Tym samym posmakowałam owych Warholowych "5 minut sławy", i było to bardzo, bardzo przyjemne - dziękuję, Marzeno, za bardzo miłe słowa i lekturę.
Dzień rozpoczęłam zatem niczym celebrytka, i tak go też zakończyłam - w godnym gwiazdy łożu z baldachimem.
Parę miesięcy temu wygrałam bowiem nocleg w hotelu Tylney Hall w arcyangielskim stylu typu "dwór na wsi" (country house hotel) i wybraliśmy się tam tego wieczora - hotel znajduje się w Hampshire, niedaleko od nas. Na miejscu okazało się, że ulokowano nas nie w standardowym pokoju, ale w apartamencie wielkości, na oko, 100m.kw! Z wielkim salonem i osobną sypialnią, a w niej - łoże z baldachimem!



Tylney Hall to zabytkowa wiktoriańska posiadłość w stylu neogotyckim, otoczona pięknym parkiem i ogrodem, zaprojektowanym przez jedną z najsłynniejszych projektantek krajobrazu w historii, Gertrude Jekyll.

Jednym z wielu powodów mojej anglofilii jest to, że w najskromniejszym nawet B&B zawsze znajdziecie elektryczny czajnik i kawę/herbatę (tea and coffee facilities), choć w niewielu hotelach będzie aż tak wystawnie:
Tak, 27 marca 2014 był wyjątkowym dniem: zaczął się od spotkania - w niewielkiej wsi, w drodze do szkoły - nieznajomej fanki tego bloga, a zakończył w apartamencie rodem z filmów o angielskiej arystokracji.

28/06/2013

Literacko

Magda "maniaczka czytania" wywołała mnie do tablicy, a odpowiedź na ankiety to łatwy sposób, by znowu rozruszać blogowe mięśnie. Dziękuję za pamięć, cierpliwość i wyrozumiałość, i przepraszam za brak odpowiedzi na niektóre komentarze.

  1. Proza, poezja czy... komiks? Proza, proza i jeszcze raz proza. Choć dzięki dobrej znajomości języka odkrywam też piękno anglojęzycznej poezji - bo zawsze lepiej czytać w oryginale, a poezję - szczególnie. Są takie wiersze, jak This Be The Verse Larkina, Ode to Autumn Keatsa czy I carry your heart ee cummings, których po prostu nie wypada nie znać. Pierwsze werse  pierwszego i drugiego utworu są cytowane tak często, jak pierwsze zdanie "Dumy i Uprzedzenia" - mieszczą się zapewne w top 10 cytatów w brytyjskich mediach. Komiks ostatni raz czytałam jako dziecko (z cyklu "Tytus, Romek i Atomek").
  2. Ukochany wiersz. Nawiązując do powyższego - dzięki filmowi Jane Campion* i związkowi Keatsa z Winchesterem, odkryłam jego wiersze, z których wyróżniam właśnie Bright Star i Ode to Autumn, ten drugi zainspirowany jesiennymi krajobrazami miejsca, w którym mieszkam. Można zwiedzać moje miasto śladami dwóch literackich gigantów: Jane Austen i Johna Keatsa (są specjalne wycieczki z przewodnikami).
    Nicholas obok grobu Jane Austen w katedrze winchesterskiej, wiosna 2013
  3. Nigdy nie sięgam po... - komiksy, autobiografie celebrytów klasy Z, poradniki ogrodnicze - jak się można domyślać, w kraju z największym chyba na świecie bzikiem na tym punkcie, jest ich multum.
  4. Prezent inny niż książka - jutro otrzymam prezenty prosto z USA, o które prosiłam, i będą to ubrania oraz kosmetyki marek wcale lub trudno dostępnych (nawet jeśli tak, to często znacznie droższych) tutaj. Tak, jest to podpowiedź - każdy podarunek cieszy, ale zdarzyło mi się otrzymać prezenty z Pl marek... brytyjskich, a przecież nie brakuje w Polsce rodzimych wytwórców.
  5. Bloguję, bo... - bo wierzę w teorię 10 tysięcy godzin: głosi ona, że trzeba spędzić tyle godzin na danej aktywności/w danym zawodzie, by być w tym dobrym/kompetentnym, i to z pewnością dotyczy zawodowego pisania -  zamiast jednak pisać do szuflady, dziś aspirujący pisarze blogują.
  6. Komu wierzysz: profesjonalnym krytykom, czy czytelnikom polecającym sobie nawzajem tytuły? - wierzę profesjonalnym krytykom, wielu cenię i czytam od lat. Czerpię też często inspirację z popularnych tutaj list typu "Moje ulubione książki", "Książki mego życia" etc etc, o które pytani są pisarze, ale także inne sławy - wiele magazynów ma takie stałe rubryki. Dziś np. przeczytałam taką listę Zadie Smith, i większość z jej 10 rekomendacji była mi nieznana, a z pewnością warta przeczytania. Na wiele ciekawych pozycji trafiłam dzięki blogom i FB.
  7. Dobrą powieść ostatnio czytałam... - fantastyczną Katherine Anyi Seton, pierwszy raz wydaną w 1954, i od tego czasu stale w druku. To była ostatnia pozycja z nieoficjalnego kanonu Brytyjki, której jeszcze nie czytałam. Jej miejsce w Top 10 najukochańszych powieści jest dla mnie całkowicie zrozumiałe, jak i to, że wiele Brytyjek przyznaje się do czytania tej książki 5, 7, 9 razy! To szalenie wciągająca historia prawdziwej postaci, Katherine Swynford, kochanki, a później żony John of Gaunt, księcia z rodu Lancaster**, a tym samym przodkini wielu koronowanych głów Europy, w tym obecnej królowej Elżbiety II. Nie wiem, czy kiedykolwiek przetłumaczona na polski (podejrzewam, że podobnie jak inna pozycja z kanonu, która jest historycznym romansem, czyli Forever Amber, nie jest), ja ją zaliczam do moich absolutnych faworytek.
  8. Literatura faktu czy fikcja? -  niemal 50:50, z niewielką przewagą beletrystyki.
  9. Czasem nie czytam, wolę... - obejrzeć dobry film lub serial. 
  10. Czytasz w wannie? - bardzo rzadko, bo rzadko się kąpię *mrugam*.
  11. Jesz czytając/czytasz jedząc? - jeśli jem sama - zawsze.
*Już wkrótce BBC pokaże nowy serial wyreżyserowany przez Jane Campion - nie mogę się doczekać! Szkoda tylko, że w głównej roli obsadzono zwariowaną Scjentolożkę, Elisabeth Moss (Peggy Olson z Mad Men). Jak o przynależności Moss do tej ponurej sekty (patrz: film The Master) napisała ceniąca jej aktorstwo felietonistka Guardiana - Scjentologia?! Naprawdę? Ugggh...

**Jak wiadomo, Wojna Róż (War of the Roses), czyli rywalizacja dwóch wielkich angielskich rodów, York i Lancaster, zainspirowała G. R. R. Martina do napisania cyklu Pieśń Lodu i Ognia (Stark i Lannister, ehkm).

07/09/2012

Pojawiam się i znikam...

...i obym nie dostała bzika.
Wybaczcie długie milczenie - 6 tygodni wakacji, przy niemożliwości podrzucenia dziecka komukolwiek, skutkuje pisarskim odwykiem. A ledwie nadszedł "prawdziwy Dzień Matki" (pierwszy dzień roku szkolnego), wybywam nad Dunaj. Za tydzień będę już w Budapeszcie.
Wakacje spędziliśmy głównie w domu (tzw. staycation). Dla mnie niewątpliwym hajlajtem był jednodniowy kurs kreowania perfum, w sercu słynnego, bajkowego regionu Cotswolds (pamiętacie film Holiday?, tam właśnie trafia Cameron Diaz), w jednej z zaledwie trzech w Europie małych, niezależnych perfumery, gdzie takie kursy są prowadzone. Kurs, po wycieczce do Budapesztu, to najlepsze z moich konkursowych trofeów. Był on fascynujący, nauczyłam się mnóstwo, ale o szczegółach będzie na moim nowym, anglojęzycznym blogu - niedługo Was tam zaproszę. Obcasy nie znikną, ale mam nadzieję, że podążycie za mną.
Wakacje obracały się, rzecz jasna, wokół Nicholasa.
Mamy szczęście mieszkać obok wielkiego, wspaniałego zoo
A tu przed słynną katedrą w Winchesterze, w dniu, gdy przez nasze miasto przekazywano pochodnię z ogniem olimpijskim. Przywitało ją praktycznie całe miasto - nawet w organizacji podróży pochodni przez cały kraj Brytyjczycy okazali się niezrównani, obdarzając tym zaszczytem nie tylko celebrytów, ale niepełnosprawnych i zwykłych - niezwykłych ludzi którzy na to zasłużyli (Torch bearers byli nominowani, nie przez działaczy czy oficjeli, ale normalnych ludzi)
Nicholas i...lisek
To słynny Okrągły Stół, który można podziwiać w Winchesterze - pochodzi z czasów Tudorów
Dom Jane Austen, dziś muzeum i ośrodek jej kultu, w niedalekiej,  uroczej wsi Chawton. To tu narodził się Mr Darcy
Odwiedziliśmy, jeszcze przed Igrzyskami, stolicę. Sklep muzeum Tate Modern - na honorowym miejscu książka pop - up naszej przyjaciółki Jennie
Wyprawa do L. oznacza zawsze wizytę w jednej z trzech już londyńskich Nordic Bakery (czwarta jest na lotnisku we ...Frankfurcie) - jedna znajduje się o rzut oszczepem od polskiego konsulatu i ambasady. Moda na Skandynawię nie przemija, wręcz przeciwnie - o dowodach wkrótce. Chciałoby się, żeby będący właśnie w Londynie Makłowicz wybrał się w faktycznie modne miejsca, a nie do chińskiej restauracji w Chinatown, gdzie chodzą sami turyści (relacja z Facebooka)
Smaki skandynawskie samodzielnie upieczone, wg przepisu z ulubionej Scandilicious Baking. 
A dziś przyszła wygrana w kolejnym konkursie - herbaty znanej tu (i innych krajach, ale chyba nie w Pl) marki Teapigs, plus kubek i dzbanek.

Znikam na kolejne 2 tygodnie. Mam nadzieję że, gdziekolwiek jesteście, doświadczycie Babiego Lata.

19/02/2012

A sobotę spędzimy z James'em*

Za siedmioma górami, za siedmioma lasami, w pięknym hrabstwie Yorkshire urodził się chłopiec o imieniu James Martin. Jego tata dbał o to, by złaknionym strawy przybyszom do okrutnie pięknego Zamku Howard** nie brakowało jadła ani napitku, i dorastającemu na niedalekiej farmie basałykowi udzieliła się potrzeba karmienia innych. Ukończywszy lat 16, zdolne chłopię udało się w szeroki świat, zaczerpnąwszy pierwej należnych nauk w sztukach kulinarnych. Usłyszawszy o tym, że za wodą żyje lud, który je żaby, młodzieniec udał się pogłoski te sprawdzić do owego zamorskiego kraju, i w niejednym chateau gotował. Powrócił jednak wkrótce na Ojczyzny łono, lecz pozostał na Południu, w zasobnym Hampshire, w na cały świat słynnym country house hotel, Chewton Glen. Wciąż młodzieniaszkiem będąc, 21 wiosen zaledwie, posadę głównego szefa w pradawnej stolicy i cudnej urody grodzie, Winchesterze, zdobył (w pierwszym hotelu słynnej sieci butikowych hoteli, Hotel du Vin). Zawżdy tylko dwa lata tam spędził, bo jego talent i nadobne lico wkrótce odkryła TV (w 1996 roku) i żył dobrze i szczęśliwie...
...ale to dla piszącej te słowa nie koniec bajki, drogie dziatki.
Od ponad pięciu lat James prowadzi dla głównego kanału BBC, BBC1, własny program kulinarny, nadawany na żywo z Londynu, pod nazwą Saturday Kitchen. W porywach ogląda go ponad 2 miliony osób, co jak na program kulinarny jest imponującą liczbą. Zawsze zapraszanych jest dwóch znanych szefów kuchni, w tym takiego formatu, jak Michel Roux Sr, czy - co niesłychanie rzadkie w Europie -Thomas Keller, legenda wśród restauratorów (jego French Laundry w Kalifornii ma opinię najlepszej restauracji w USA, i od kilkunastu lat nie traci trzech gwiazdek Michelina). Poniżej fragment z Thomasem:


Dodatkowo zapraszana jest jedna gwiazda - czasem bardziej, czasem mniej znana, oraz, uwaga, TYLKO DWOJE WIDZÓW, którzy degustują przygotowane w programie potrawy, popijając je wybranym przez znanych sommelierów winem.  Jeśli tylko co setna osoba napisze do producentów z nadzieją na zaproszenie, łatwo obliczyć, że otrzymują oni tysiące takich listów.
Zatem, choć może nie jestem AŻ taką szczęściarą, jak ta pani:


...to jednak niewątpliwie szczęście mam, bo w sobotę spełni się jedno z mniejszych moich marzeń, i to ja oraz mąż będziemy tą dwójką wybrańców - tada!
Sobota, 25 lutego, 10:00am GMT, BBC1.

Teraz tylko muszę zdecydować: co ja na siebie włożę?!


*Nazwa tego programu po polsku to Sobota w kuchni z James'em. Nadaje go Kuchnia.tv, niestety nie wiem, z jakim opóźnieniem, choć patrząc na ich stronę, obawiam się, że znacznym.
** Castle Howard to jedna z najpiękniejszych i najbardziej znanych siedzib arystokratycznych w Anglii. Podpowiem, że grała Brideshead z książki E. Waugh, zarówno w kultowym serialu, jak i mniej udanym filmie.

10/12/2011

Podsumowania i polecanki - dzieci

Nicholas jest w tym roku po raz pierwszy naprawdę podekscytowany Bożym Narodzeniem. Codziennie nie może się doczekać otwarcia kolejnego okienka/drzwi w swoim adwentowym kalendarzu - domku. Wczoraj byliśmy na panto (Kopciuszek), które mu się wyraźnie podobało, wybieramy się też na inne świąteczne przedstawienie, Jasia i Małgosię. Nowa pasja to Harry Potter i magia - wczoraj usiłowałam zdefiniować duchy. Spróbujcie sami, a przekonacie się, że trudno odpowiedzieć na pytanie o byty w które a) się nie wierzy b) są niematerialne.
Zdjęcia z sierpniowej wycieczki do "Sodoru" czyli Watercress Line, na spotkanie z Tomkiem i innymi lokomotywami

W tym roku w szkolnych jasełkach Nicholasowi przypadła rola pastuszka - i zarówno Nativity Play, szkolny kiermasz, zapalenie świateł, wizyta na Christmas Market, jak i kupowanie prezentów mamie i tacie (szkoła zorganizowała "sklepik świąteczny", dzięki czemu dzieci mogły w tajemnicy przed rodzicami i rodzeństwem wybrać i zapakować drobiazgi), sprawiły mu znacznie więcej radości, niż w latach poprzednich, bo lepiej rozumie, o co chodzi.
Mikołaj przyniesie mu przede wszystkim masę nowych książek, o których w osobnym poście, a także tablet dla dzieci, InnoTab. To gadżet z pierwszej 10 najczęściej kupowanych prezentów, nie jesteśmy zatem oryginalni, ale zważywszy na opóźnienie motoryczne* i pasję Nicholasa do zarówno książek, jak i gier komputerowych (wyłącznie edukacyjnych, najlepiej matematycznych), to połączenie e-readera i konsoli do gier  jest idealnym podarunkiem.
Z innych rozwijających intelekt gier polecam iBall3:


Bardziej tradycyjnie: ulubioną postacią z Kubusia Puchatka i jednocześnie przytulanką jest Prosiaczek, dlatego chciałabym mu też kupić tę poduszkę, choć jest teoretycznie przeznaczona dla maluchów:
Albo taką:


(No dobra, przyznaję się, to bardziej prezent dla mnie, ale mogę chociaż udawać, że kupuję dla N.)

I choć uszaty komin nadal się znakomicie sprawdza, nie mogłam się oprzeć temu kompletowi Boden:

Staramy się przyuczyć Nicholasa do samodzielnego szczotkowania zębów, a że idzie to opornie (znowu - to nie lenistwo, lecz słabsza koordynacja ruchowa) i pediatra zasugerował kupno lusterka, w którym mógłby się przeglądać, co pomoże mu skupić na tej czynności, kupiłam więc takie:

*Z tego powodu rysowanie czy inne zajęcia plastyczne, a także np. jazda na rowerze, są dla niego o wiele większym wyzwaniem, niż dla równolatków. Nic dziwnego, że nigdy go do tych zajęć nie ciągnęło i nie sprawiają mu radości, przynajmniej na razie.

25/11/2011

Świąteczny Winchester

Jako maniaczka świąt (tzw. Elfzilla), cieszę się, że celebrowanie Christmas zaczyna się tu tak wcześnie.
W poprzedni czwartek byliśmy na oficjalnym włączeniu Bożonarodzeniowych światełek, a wczoraj na pokazie  lampionów, zrobionych przez dzieci na warsztatach organizowanych przez naszą słynną katedrę. Dzieci i ich rodzice paradują tak po głównym deptaku miasta co roku w dniu, w którym oficjalnie otwierany jest tutejszy Christmas Market i Ice Rink - to kolejna, wśród tak licznych, atrakcja mojego miasta. Nasz rynek wzorowany jest, jak i pozostałe, na niemieckiej tradycji Weihnachtsmarkt - do tego stopnia, że frankfurcki markt jest "importowany", łącznie z niemieckimi stoiskami, sprzedawcami i ich towarami, do Birmingham, gdzie tym samym powstaje największy, liczący sobie aż kilometr długości, kiermasz Bożonarodzeniowy w UK. Nasz jest mniejszy, a wystawcy głównie z Wysp, choć co roku można na nim kupić polską i białoruską ceramikę (importowaną jednak  i sprzedawaną przez tubylców - opłata za wynajęcie budki na takim rynku jest b. słona). Nasze lodowisko zaś jest mniejsze, niż to najsłynniejsze (i sponsorowane przez firmę jubilerską Tiffany) lodowisko w Somerset House w Londynie, ale ma bodaj najpiękniejszą oprawę - katedrę, która stoi w tym miejscu od 1027 roku.
Lanterns Parade

Wśród lampionów były ortodoksyjne bałwanki, gwiazdy, choinki, a nawet Trzech Króli, ale także Hello Kitty!, Angry Bird oraz Dalek i Tardis (wielbicielom bardzo brytyjskiego fenomenu kulturalnego, jakim jest Dr Who, nie muszę wyjaśniać, co to za licha).
Otwarcie kiermaszu i lodowiska uświetniono pokazem fajerwerków, które rozświetliły niebo nad katedrą

Lodowisko
Taką ilustrację naszego rynku znalazłam w sieci, niestety niepodpisaną
A tu filmik naszego Urzędu Miejskiego (City Council), promujący spędzenie świąt w Winchesterze. Oprócz Christmas Market, pokazanych zostało wiele moich ulubionych sklepów - delikatesy słynnego szefa kuchni, Jamesa Martina, Childhood's Dream z tradycyjnymi zabawkami, concept store The Hambledon, oraz sklep sieci z artykułami wystroju wnętrz, Cath Kidston.

A jutro w szkole Nicholasa nasz własny Christmas Fair - w UK nawet małe wiejskie szkoły urządzają takie świąteczne festyny, są one bardzo popularne, a ja zgłosiłam się, by obsługiwać jedno ze stoisk. Będzie się działo!


08/10/2011

Encyklopedia Kuchni Brytyjskiej - C, część III: Cheese

Zeszły tydzień był w UK Tygodniem Sera - z tej okazji w całym kraju odbyły się rozmaite imprezy, a największa, Festiwal Brytyjskich Serów, w stolicy Walii, Cardiff. Odbyło się też rozdanie nagród British Cheese Awards - w kategorii serów pleśniowych za najlepszy uznano ser z mojego hrabstwa, Barkham Blue, produkowany przez firmę Two Hoots (czyli "dwa pohukiwania" - w logo firmy są dwie sowy), której sery już zresztą zebrały wiele innych nagród.
Barkham Blue


Do nagród zgłoszono ponad 900 serów! Liczba nowych, niezależnych producentów rośnie tu z dnia na dzień, i nie ma chyba kraju, który pod tym względem może się równać z Wielką Brytanią.
Do serów brytyjskich pałam niekłamanym afektem, dlatego pisałam o nich już kilka razy: tu o tym, jak Alex James z zespołu Blur zamienił charlie* na cheese (BTW, recenzowana w tym wpisie książka zdobyła tytuł najlepszej książki o serach na ww. rozdaniu nagród), a tu o tym, że kornwalijski ser pleśniowy Cornish Blue zdobył w 2010 roku tytuł Najlepszego Sera na Świecie. O tym, jak ważną rolę odgrywa Cheddar i prawdziwej rewolucji serowej, dzięki której Wielka Brytania to nie tyle kraj mlekiem i miodem, co serem stojący, pisałam też tutaj.

Doskonałym źródłem informacji nt. serów brytyjskich jest strona British Cheese Board, organizacji, która zrzesza producentów sera i zajmuje się jego promocją. Jeśli szukacie sklepów oferujących największy wybór gatunków, polecam dwie renomowane sieci: La Fromagerie oraz Neal's Yard Dairy - obie prowadzą też sprzedaż internetową. Jednak nawet stoiska serowe w tutejszych supermarketach (szczególnie w tym z wyższej półki, Waitrose) są przyzwoicie zaopatrzone.
Tak się składa, że do serów pasuje też kolejne hasło na C, czyli chutney (widziałam już też spolszczenie "czatnej"). To wywodzący się z subkontynentu indyjskiego gęsty dżemopodobny produkt - od dżemu różni go dodatek cebuli i/lub czosnku, musztardy, octu i pikantnych przypraw. Sporządzany z różnych owoców i warzyw, w smaku może się wahać od bardzo pikantnego do łagodnego, wręcz słodkiego. Brytyjczycy bardzo sobie czatneje upodobali i zwykle podają je do deski serów. Niektóre znakomicie komponują się też z wędlinami czy pieczonym mięsem. Przepisy na nie łatwo znaleźć, także na polskich blogach, ale tym z Was, którzy wolą kupić gotowy, polecam wyroby marki Tracklements, które są w UK łatwo dostępne.


Ta sama firma produkuje też coś w rodzaju skrzyżowania czatneja i marmolady - żeby Was jeszcze bardziej skonfudować, dodam, że ów produkt nosi nazwę... cheese. Nazwa stąd, że jest to dodatek do serów, ale jest to b. gęsta marmolada, robiona z dwóch rodzajów owoców, których nie je się nigdy na surowo: śliwek - damaszek (damsons) oraz pigwy (pigiew? quinces).

Często jemy właśnie tak - oatcake lub krakers, kawałek sera i damson cheese lub chutney - pyszne co nieco
Przy okazji - czy wiecie, że "jabłko", o którym mowa w Biblii (za którego zerwanie wypędzono z Raju Adama i Ewę), to właśnie znacznie sędziwsza pigwa, a nie jabłko?
Pigwy


Zarówno damson cheese, jak i quince cheese bardzo polecam - czasami, z wyjątkowej okazji,  urządzamy sobie ucztę serową: kilka wyśmienitych serów, do tego znakomite szkockie oatcakes i różne rodzaje krakersów (jest tu ogromny wybór), czatneje i damson lub quince cheese, plus dobre wino. I czujemy, że jesteśmy w (serowym) raju.


* Jedno z wielu kolokwialnych określeń kokainy.

10/06/2011

Dziecko w naturze

Co weekend korzystamy z tego, że wiele się u nas dzieje, albo zwiedzamy kolejne niezwykłe posiadłości National Trust. Jeden z weekendów majowych spędziliśmy najpierw na terenie Sparsholt Agricultural College - to szkoła rolnicza, która ma duże połacie ziemi niedaleko Winchesteru. W szkole uczą, przez zajęcia praktyczne, wszystkich aspektów nie tylko rolnictwa, ogrodnictwa czy hodowli zwierząt (wszelkich, łącznie z rybami czy końmi), ale także np. leśnictwa czy pszczelarstwa. Bardzo podoba mi się to, że studenci nie siedzą głównie w klasach, tylko wszystkiego uczą się hands on - hodują rośliny w ogromnych szklarniach, ryby w stawach, doją krowy w dojniach, myją psy (jest tu też kurs psiego fryzjerstwa) itd. Posiadłość szkoły to jak gigantyczne i szalenie zróżnicowane gospodarstwo - jest tak wielkie, że w dni otwarte publikę wożą po nim piętrusy i traktory z przyczepami. Co roku Sparsholt otwiera swoje podwoje w ramach dni otwartych i jest to wspaniała rozrywka dla dzieci, które mogą dotykać zwierząt: Nicholas pogłaskał np. krowę, prosiaczka i sówkę (lokalne Towarzystwo Ochrony Ptaków miało swoje stoisko, a na nim żywe sowy i sokoły).  W UK, jeśli coś oddycha lub rośnie, ma swoje towarzystwo ochrony lub miłośników - takich organizacji są tysiące.

Był akurat czas narodzin prosiaczków
Te ozdobne karpie osiągają wysokie ceny
Nie tylko ja, miłośniczka sów, chciałam pogłaskać tę sówkę (u góry zbliżenie)
Dzieci mogły posiedzieć w olbrzymich traktorach John Deere
Morris Dancing - o tym przedziwnym tradycyjnym tańcu, quasi - ludowym, można by napisać cały post
A następnego dnia pojechaliśmy do niedalekiego Alresford, na doroczny, opisywany już przeze mnie, Festiwal Rukwi Wodnej. Rukiew, niestety kompletnie niedostępna w Polsce, to jedna z najzdrowszych roślin jadalnych świata, wybitnie wysoko ceniona już w starożytności - szczegółowo pisała o tym Bea. Ja teraz nadrabiam lata pozbawionego rukwi dzieciństwa, mieszkamy bowiem w jej zagłębiu - tutejsi hodowcy chcą zresztą zastrzec nazwę watercress dla rukwi uprawianej tradycyjnie,  na poletkach z wodą źródlaną (spring water beds - to zapewne z powodu takich specjalnych warunków hodowli nie uprawia się jej w Pl), bo już są zakusy, by rukiew uprawiać przemysłowo, bez wody źródlanej.
Prezentacja poszczególnych etapów hodowli
Jedno z wielu stoisk z żywnością - Festiwal to tak naprawdę duży rynek. Na pierwszym planie muffinki z rukwią

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails