Showing posts with label przepisy. Show all posts
Showing posts with label przepisy. Show all posts

14/10/2012

Encyklopedia Kuchni Brytyjskiej, C - cz. VII

Jedną z największych zagadek w historii, może nie ludzkości, ale na pewno kraju, w którym, przez zrządzenie kapryśnego losu, się urodziłam, jest ta: dlaczego nie znalazł się choć jeden zmyślny sadownik, któremu by zaświtała w głowie myśl: co zrobię z jabłkami, których nie sprzedam? Czyżby ani jeden rodak/czka nie wyściubił nigdy nosa do krajów, gdzie ten problem z powodzeniem rozwiązano już dawno temu? Owszem, za komuny to był problem, ale wszak mówimy o czasach dawniejszych. Wymówką nie są też pieniądze ani receptura: maszyneria służąca rozwiązaniu problemu nie była szczególnie wymyślna ani arcydroga, a receptura chroniona szczególną tajemnicą. Zaiste, nie tylko nikt w Polsce nie produkował do niedawna cydru, bo o tym trunku dziś mowa, ale też nikt chyba nie wie, skąd taka ziejąca w kulinarnej spuściźnie dziura* w kraju chełpiącym się sadami i jabłkami. Ponoć dziś przedsiębiorczych chętnych do produkcji cydru tłamszą przepisy, ale wyjaśnienia dla historycznej niemożności produkcji prostego i taniego napitku z łatwo dostępnego surowca jak nie było, tak nie ma. Wszelkie teorie mile widziane. Moja jest taka, że dawniej w Pl było mniej sadów (tak słyszałam) i nie było dużej nadwyżki owoców, a gdy posadzono nowe i zdążyły wyrosnąć drzewa, nastał już aktywnie zniechęcający do samodzielnego myślenia system.
Grzany cydr smakuje mi bardziej, niż "zwykły" - doskonały ze słoną przegryzką. (Zdjęcie z Pinterest)
Im więcej o tym myślę, tym bardziej się dziwuję: bo weźmy pod uwagę fakt, że cydr, czyli niskoprocentowy alkohol produkowany z jabłek, to jeden z najstarszych drinków, znany i wytwarzany na Wyspach Brytyjskich (i nie tylko) już przed najazdem normańskim. Cydr i piwo przez setki lat były powszednim trunkiem wszystkich, od wieśniaka po króla - przed nastaniem nowoczesnej kanalizacji picie wody było znacznie bardziej ryzykowne, niż dziś, i zarówno piwo, jak i cydr dawano do picia nawet małym dzieciom (choć trzeba tu zaznaczyć, że zawierały one zwykle mniej alkoholu, niż dzisiejsze) i to codziennie. Z tego samego powodu, w XIV - wiecznej Anglii niemowlęta chrzczono, zanurzając je właśnie w bardziej higienicznym cydrze, a nie wodzie. Jak kontrowersyjnie twierdzą niektórzy food historians, szampan to wynalazek angielski, i maczali w tym palce producenci cydru - ci Anglicy z hrabstwa Somerset produkowali także na boku wina musujące, dodając cukier do kwaśnych win francuskich i opracowując metodę powtórnej fermentacji, a niejaki Christopher Merrett złożył w Royal Society pismo opisujące proces wytwarzania wina musującego już w 1632 roku, 6 lat przed tym, jak mnich Dom Perignon odkrył szampana.
Pomysł z Pinterest

Cydr zawsze był tani, dlatego do niedawna miał opinię "studenckiego napitku", który pije się nie dla smaku, lecz dla efektu, i z braku laku - wielu dzisiejszych 30- i 40 - latków po raz pierwszy upiło się właśnie tanim cydrem z supermarketu. Ale, podobnie jak w przypadku wielu innych brytyjskich produktów, choćby serów i czekolad, a także piwa, dokonała się w ostatnich 10 - 20 latach rewolucja i dziś zarówno w supermarketach, jak i w drogich delikatesach czy w restauracjach, znajdziemy szereg doskonałej jakości cydrów, produkowanych przez coraz większą liczbę ambitnych, niezależnych producentów - radzę pytać o tzw. farmhouse ciders, czyli niemasowe cydry, produkowane w Anglii z angielskich jabłek, żadne tam Magners i im podobne. Mają one różną zawartość alkoholu, a smakują też bardzo różnie, od cierpkich i "ziemistych", przez łagodne i neutralne, po słodkie - dobry sprzedawca czy szef kuchni powinien mieć wiedzę na ten temat i dobrać cydr czy perry do Waszego gustu i posiłku.

Kuzynem cydru, zwanym zresztą często, niepoprawnie, pear cider, czyli gruszkowym cydrem, jest perry - niskoprocentowy alkohol wytwarzany z gruszek. Zarówno cydr, jak i perry są najlepszymi przyjaciółmi brytyjskich serów. Grzane są świetną alternatywą dla wina, a nawet są lepsze, bowiem wino często gasi zapach i smak przypraw, a cydr je podkreśla - poniżej podaję przepis. Pyszne są także dania z dodatkiem cydru - aż trzy przepisy go wykorzystujące znajdziecie w kilkakrotnie przeze mnie polecanej (tu i na FB), najlepszej książce kucharskiej na zimę ever, czyli Roast Figs Sugar Snow Diany Henry.



Hot spiced cider (by Valentine Warner)
Ingredients
1 litre good, interesting medium cider
2 thumb-sized pieces of ginger
1 stick of cinnamon, a grating of nutmeg
1 heaped tablespoon dark sugar
5 cloves, 200ml brandy
Method
Heat all the cider, sugar and spices gently and simmer for a few minutes. Pour in the brandy and serve.


* Tak jak niewytłumaczalne dziury w przekładach klasycznych dzieł, o czym smęciłam tu nieraz.

12/02/2012

Encyklopedia Kuchni Brytyjskiej - C, część V

Crumble - czasownik to crumble znaczy "kruszyć", można by się zatem uprzeć i nazywać crumble "kruszonką", ale prawdziwy crumble to nie sama kruszonka, którą posypuje się ciasto, lecz przede wszystkim podpieczone owoce pokryte mieszanką masła, cukru i mąki, czasem także płatków owsianych, mielonych czy posiekanych migdałów, oraz, jak w przepisie, który podaję poniżej, marcepanu. Najbardziej tradycyjny angielski crumble to apple and blackberry - z jabłkami i jeżynami, lub samymi jabłkami, przy czym najczęściej wykorzystywanym gatunkiem jest oczywiście Bramley. W sezonie na śliwki i rabarbar popularne są także plum i rhubarb crumble, nietrudno też znaleźć przepisy na crumbles z rozmaitymi owocami jagodowymi i gruszkami. Modne ostatnio stały się crumbles słone, z warzywami.
To jeden z najprostszych deserów, który jednocześnie wpisuje się w kategorię comfort food: znany tu wszystkim od dziecka, podawany jest w internatach i pubach, w sklepach można też kupić rozmaite gotowe crumbles, choć to opcja tylko dla tych, którzy nie chcą mieć nic wspólnego z kucharzeniem, bo zaiste niewiele jest równie prostych i odpornych na sknocenie przepisów. Ponadto owoce i dodatek płatków owsianych czy użycie mąki orkiszowej zmniejszają "indeks grzeszności" - humble crumble nie nabije nam tylu punktów na liczniku kaloryczności i niebezpieczeństwa dla figury, co np. tort czekoladowy.
Popularne tu dodatki do crumble to np. kolejne hasło na C, czyli custard, zwany po francusku creme anglaise czyli kremem angielskim: to mieszanka cukru, żółtek i mleka, tradycyjnie z dodatkiem wanilii; w UK można też kupić custards w różnych mniej ortodoksyjnych smakach, np. cytrynowy, czekoladowy lub lawendowy. Pyszny jest blackcurrant  custard, czyli z czarną porzeczką. W zależności od ilości użytych żółtek, custard ma albo konsystencję płynną i służy do polewania deseru, lub bardziej stałą - w takiej często używany jest do tradycyjnych deserów typu trifle. Popularne i uznawane jednocześnie za wykwintne jest ciasto custard tart - parę lat temu przebojem był ten przepis znanego tu szefa kuchni Marcusa Wareinga, do dziś zresztą jest to bardzo często zamawiany deser w jego restauracji. Ostatnio mój nadworny kucharz upiekł taką tartę z lemon custard, wg przepisu samego Hestona Blumenthala - przepis po angielsku jest tu - zapewniam, że tarta ma wyjątkowy smak, wyznam też, że po zrobieniu w krótkim odstępie dwóch, M powstrzymuje się od pieczenia kolejnych, bo oboje nie potrafimy się jej oprzeć.
Lemon Custard Tart
Crumble polewa się też czasem po prostu (znowu C!) cream, czyli śmietaną (double cream, kremówka), lub podaje z gałką lodów, najczęściej waniliowych. Rhubarb and custard to bardzo angielskie połączenie - w tradycyjnych sklepach ze słodyczami można kupić cukierki o tym smaku, dobre lodziarnie oferują też takie lody.
Niedawno popularne pismo kulinarne Delicious podało tu przepis na Najlepszy Crumble Świata. Czym prędzej go wypróbowałam, bo crumble robię co najmniej raz w miesiącu, i nie zawiodłam się - od tego czasu zawsze używam tego przepisu. Podaję polską wersję:


Najlepszy Crumble Świata

Na spód:
3 jabłka Bramley
2 jabłka Cox*
sok z jednej cytryny
200g jeżyn (zastąpiłam mrożoną mieszanką owoców jagodowych)
100g cukru demerara
4-5 goździków (opuściłam)
1/2 łyżeczki imbiru
200g marcepanu

Na kruszonkę:
200g schłodzonego masła
250g mąki pszennej lub orkiszowej
50g cukru demerara
75g pokrojonych drobno migdałów
1 łyżeczka cynamonu
skórka otarta z dwóch cytryn

Nagrzej piekarnik do 180 stopni. Obierz i pokrój jabłka i ułóż kawałki w naczyniu, w którym będziesz piec crumble. Skrop sokiem z cytryny, następnie dodaj jeżyny, cukier, goździki i imbir. Na wierzchu pokrusz w miarę równo marcepan.
Wsyp mąkę do miski, dodaj masło (ja zwykle kroję masło na małe kawałki) i mieszaj rękoma do uzyskania grudek. Dodaj cukier, przyprawy, skórkę z cytryn i migdały. Piecz ok. 45 minut, podawaj po  lekkim ostudzeniu (ok. 5 minut) z custard, śmietaną lub lodami.
Zdjęcie z Delicious
*oczywiście można użyć jabłek innych gatunków

03/02/2012

Wieczór z Williamem Curley, Master Chocolatier

Było o bieliźnie, a dziś o czekoladzie, tej najbardziej wyrafinowanej. Miałam bowiem wielką przyjemność skosztowania czekoladek i deserów samego Williama Curley, zdobywcy prestiżowego tytułu Best British Master Chocolatier w latach 2007 - 2011 (nie zdziwiłabym się, gdyby i w tym roku utrzymał ten tytuł), a zatem oficjalnie najlepszego, hmm, no właśnie, jak jest po polsku master chocolatier? Bo przecież nie chodzi o masowego producenta czekolady, ani nawet o manufakturę, lecz o wysoce wykwalifikowaną i wyspecjalizowaną osobę, która na małą skalę tworzy autorskie kreacje czekoladowe, eksperymentując z różnymi, zawsze jednak najwyższej jakości, składnikami. To prawdziwe cukiernicze dzieła sztuki.
Wspaniałe czekoladki Williama w eleganckim opakowaniu
Staram się zawsze zaskoczyć Drugą Połówkę prezentem na naszą rocznicę ślubu i tak się szczęśliwie złożyło, że w okolicach tej daty bar The Black Bottle (należący do tego samego pana, który jest właścicielem doskonałego gastropubu The Black Rat) zaprosił Williama na Chocolate and Wine Evening - wieczór degustacji czekolad i dobranych do nich przez sommeliera win.  Takie łączenie czekolady i wina, a nawet czekolady i perfum, jest obecnie bardziej trendy, niż tradycyjne wieczory łączące sery i wino. Udało mi się kupić bilety i był to wieczór, który wspominać będziemy bardzo długo i z błogim uśmiechem na ustach.
The Black Bottle


Od razu powiem: to najlepsza czekolada i najlepsze wina, jakich próbowałam. 





Nasze menu przedstawiało się następująco: 


1. Na początek szampan Laurent Perrier i czekoladka z nadzieniem ze świeżej marakuji i mango.


Passion fruit and Mango Couture Chocolate- A fresh passion fruit and mango ganache enrobed in 66% Amedei chocolate
2. Wino Four Vines “Naked” Chardonnay, Kalifornia oraz czekoladka z dodatkiem japońskiego owocu cytrusowego yuzu (zapowiadany w UK na wielki przebój kulinarny tego roku).
Yuzu Couture Chocolate - An infused chocolate ganache with the Japanese citrus plant Yuzu and enrobed in  66% Amedei chocolate.
3. Wino Roaring Meg Pinot Gris, Nowa Zelandia. Ciekawostka: Roaring Meg była słynną nowozelandzką prostytutką. Do tego czekoladka - "delicja": biszkopt z  pomarańczowym ganache i marmoladą z pomarańczy.
Jaffa Cake - Genoise sponge with a homemade orange marmalade, orange ganache topped with 70% Amedei chocolate
4. Wino Geoff Merrill, Reserve Cabernet Sauvignon, Australia, z czekoladką łączącą jałowiec i galaretkę z czarnej porzeczki. Niezwykła.
 Juniper and Cassis Couture Chocolate - A juniper infused ganache with a cassis pate de fruit base
 5. Wino Finca Sophenia, Reserve Malbec, Argentyna. Czekoladka ze słonym karmelem na bazie cukru muscovado.
Muscovado Caramel - A muscovado caramel in a 70% dark chocolate shell.
Baton salted caramel

6. Wino deserowe Banyuls ‘oak aged reserve’, Cornet et Cie, Francja. Z tym winem dostaliśmy nie czekoladkę, lecz cały deser: czekoladowy mus z "sosem" czereśniowym, ciastem genueńskim i kremem z Kirschem. Bardzo wyrafinowana interpretacja tortu szwarcwaldzkiego.

Foret Noire - Layers of Toscano chocolate mousse, cherry compote and chocolate Genoise. Centred with a Kirsch crémeux
Desery Williama

7. Wino deserowe Nugan Estate, Riverina, KLN Vineyard, Australia, z czekoladką gianduja z bazą z orzechów laskowych z Piedmontu.

 
Piedmont Hazelnut- Gianduja ganache with a piedmont hazelnut crunchy base.       
8. Wino musujące Deseado. Czekoladka z pomarańczowym karmelem z nutą octu balsamicznego.
Orange and Balsamic Caramel- An orange caramel hinted with balsamic vinegar in a 65% Amedei chocolate shell.
Jak widać, William używa do swoich wyrobów czekolady Amedei, uznawanej, obok Valhrony, za najlepszą na świecie. W październiku 2011 ukazała się jego książka, Couture Chocolate, która zebrała same superlatywy, i zdobyła nagrodę dla najlepszej książki o czekoladzie 2011 roku. Poniżej William opowiada, z pięknym szkockim akcentem (on pochodzi z Glasgow, jego żona zaś, która z nim pracuje - z Japonii - stąd yuzu i inne egzotyczne smaki), o swej książce, jednym z najlepszych podręczników dla tych, którzy chcą sami przygotować takie cuda i jednej z najpiękniejszych książek kucharskich w mojej pokaźnej kolekcji.  Możecie wypróbować jeden z przepisów, a ja na szczęście nie muszę go nawet tłumaczyć, bo niezawodna, utalentowana Lo już to zrobiła, korzystając z książki Williama, by przygotować największy czekoladowy przebój ostatnich lat: salted caramel - czekoladki z nadzieniem karmelowym z dodatkiem morskiej soli. Mój mąż także wypróbował kilka przepisów, za każdym razem osiągając rezultaty godne zwrotu "niebo w gębie".



W barze z niskimi, belkowymi sufitami było bardzo nastrojowo, bo za jedyne oświetlenie służyły nam świece, ale nie sprzyja to robieniu zdjęć, zatem niestety nie mam żadnych, pokażę Wam jednak dedykację Williama dla mnie, bo oczywiście zabrałam jego Couture Chocolate ze sobą w tym właśnie celu:
Z ostatniej chwili: mamy w Winchesterze już gastropub z gwiazdką Michelina, mamy restaurację i cukiernię bardzo znanego tu szefa kuchni Raymonda Blanca, delikatesy innego słynnego szefa, Jamesa Martina, a już niedługo pojawi się u nas restauracja Union Jacks Jamiego Olivera. Takiego wyboru mogą nam pozazdrościć znacznie większe miasta.

30/09/2011

Przepis na weekend - piernikowy chlebek jabłkowo - pekanowy

Kolejny przepis na jesienne wieczory - prosty i pyszny, a przy tym kojący, niczym głos Alana Rickmana.
Podobny do piernikowych babeczek, ale bardziej wilgotny, dzięki dodatkowi jabłek. Przepis zaczerpnęłam z bloga Katie Cakes - tam znajdziecie wersję angielską i świetne zdjęcia.

Aromatyczny chlebek jabłkowo - pekanowy/Spicy Apple and Gingerbread Pecan Loaf


Na dużą formę chlebkową:

150g masła
150g ciemnego cukru trzcinowego
150g golden syrup
200ml mleka
250g mąki pszennej
1 łyżeczka cynamonu
1 łyżeczka imbiru (ja dodałam też łyżeczkę mixed spice)
1, 5 łyżeczki proszku do pieczenia
2 duże jajka
50g pekanów (zastąpiłam orzechami włoskimi)
3 kulki kandyzowanego imbiru, drobno pokrojone
2 jabłka, obrane i pokrojone na małe kawałki (dałam 3 małe)

Nagrzej piekarnik do 160 stopni, wysmaruj formę masłem. W rondlu rozpuść masło z cukrem i syropem, dodaj mleko, wymieszaj i odstaw do ostudzenia.
Do miski wsyp mąkę, przyprawy i proszek, wymieszaj i zrób w środku "studzienkę". Wlej do niej ochłodzoną mieszankę, lekko wymieszaj, następnie wbij jajka, na końcu dodaj jabłka, orzechy i kandyzowany imbir, wymieszaj. Przelej do formy i piecz ok. 50 minut.

Zamiast zdjęcia chlebka, bo jestem wciąż kiepską fotografką (poza tym możecie zobaczyć, jak wyglada, u Katie), zdjęcie niedawno wyhodowanej  tu odmiany jabłka pod nazwą Redlove. Nie tylko skórka, ale i wnętrze owocu jest czerwone, i zawiera więcej antyoksydantów, niż "zwykłe" jabłka:

17/09/2011

Piernikowe babeczki z imbirem

Przepis na wspomniane w poprzednim poście babeczki. Ich angielska nazwa to Little Stem Ginger Gingerbreads, co jest trochę mylące, bo nie są to płaskie pierniczki, lecz muffinkopodobne babeczki - do pieczenia należy użyć formy muffinkowej i papilotek. Zdjęcie z książki, bo te, które upiekłam, są już wspomnieniem.

Na 12 babeczek:

175g mąki pszennej
1 łyżeczka sody oczyszczonej
1 łyżeczka cynamonu
1 łyżeczka mixed spice
1 łyżeczka imbiru
duża szczypta soli
100g masła
2 łyżki golden syrup
2 łyżki black treacle*
50g pokrojonego na małe kawałki imbiru kandyzowanego
100ml tłustego lub półtłustego mleka
100g ciemnego cukru muscovado (zastąpiłam "zwykłym" ciemnym cukrem trzcinowym - dark brown sugar)
1 duże jajko, rozbełtane

Piekarnik nagrzej do 180 stopni. Formę muffinkową wyłóż papilotkami. Do miski wsyp mąkę, sodę, przyprawy i sól. Delikatnie rozpuść masło, dodając do niego oba syropy i pokrojony kandyzowany imbir. Odstaw do ostudzenia. W innym garnuszku podgrzej mleko z cukrem, często mieszając, aż cukier się rozpuści (nie dopuść do wrzenia), odstaw do ochłodzenia.  Schłodzone mleko z cukrem dodaj następnie do suchej mieszanki, potem dodaj schłodzone masło, na końcu dodaj rozbełtane jajko. Wymieszaj dobrze do uzyskania lepkiej, gęstej konsystencji, napełnij papilotki i piecz ok. 18-20 minut (ja piekłam 20 i wyszły trochę za bardzo przypieczone - następnym razem skrócę czas pieczenia do 18 a może nawet do 15 minut).

*Wiem, że niektóre polskie blogerki zastępują oba te rodzaje syropu cukrowego łagodnym miodem, melasą lub syropem z agawy.

30/06/2011

Muffinki wg Gwyneth

Gdybym jeszcze miała wątpliwości co do uczuć, jakie w tutejszej braci dziennikarskiej wzbudza Gwyneth, rozwiałby je cytat z zeszłotygodniowego Sunday Times - w recenzji pewnej książki pojawiło się zdanie: Surely she is as dry as one of Gwyneth Paltrow’s pasta bakes?  
Nie wypróbowałam jeszcze przepisu na zapiekankę makaronową, nie mogę zatem powiedzieć, czy istotnie jest sucha. Nie przepadam za amerykańską klasyką, jaką jest macaroni cheese czyli kolanka zapiekane z serem (lub serami), mlekiem i przyprawami, więc tego akurat przepisu z książki kucharskiej Gwyneth raczej nie wykorzystam. Przepisów na różne makarony jest jednak sporo, zatem inne klasyki: puttanesca czy alla vongole, pewnie mi się przydadzą.
Ale od początku: Notes From My Kitchen Table to książka równie wypielęgnowana, co złociste włosy autorki, pełna zdjęć jej samej i jej rodziny. Fani GP z pewnością będą usatysfakcjonowani, także z powodu osobistych reminiscencji*, którymi poprzedza ona poszczególne działy i przepisy. Podział jest tradycyjny: z grubsza na przystawki, dania główne, dania śniadaniowe i desery. Wszystkie potrawy są szczegółowo opisane, także pod względem tego, czy są wegańskie i wegetariańskie, ile czasu zajmują, a nawet, czy są "odświętne" (dress up meal) lub jednogarnkowe. Na początku mamy również różnego rodzaju porady: co warto mieć w spiżarni/lodówce, czym zastąpić np. mąkę gryczaną, jeśli jej nie mamy (co prawda sugestia, by syrop z agawy zastąpić syropem z brązowego ryżu nie jest zbyt przydatna, zważywszy, że oba produkty są raczej niszowe), na końcu książki są też informacje, gdzie kupić pewne trudniej dostępne, amerykańskie produkty. So far, so good. Osoby, które nic o Gwyneth nie wiedzą, będą może zdziwione naciskiem na ryby, niemal całkowitą nieobecnością czerwonego mięsa (wszystkie 3 rodzaje "hamburgerów" są wegetariańskie, i jest tylko jeden przepis na mięso wołowe - na brisket, mostek na sposób żydowski) czy tym, że w wielu przepisach pominięto mąkę pszenną i biały cukier, i zastąpiono je mąką jęczmienną czy orkiszową, oraz rozmaitymi syropami, ale przypuszczam, że większość z Was zna dietetyczne inklinacje eks-makrobiotyczki Gwyneth, zatem to zdrowotne zacięcie nie jest dla Was zaskoczeniem.  Książka z całą pewnością nie podbije serc ani żołądków zatwardziałych mięsożerców, ani osób, które szukają klasyki w wydaniu...klasycznym. Jest ona owszem pełna przepisów na klasyczne potrawy: paella, kotleciki krabowe, sałatka nicejska, pavlova itp, ale często w wydaniu "dobrze wychowanym" - z mlekiem sojowym, nie krowim, bekonem z indyka (oczywiście organicznym) a nie wieprzowym itp. Nie to, że Gwyneth idzie na całość i całkowicie eliminuje kuchennych "zbirów:  jest i makaron pszenny, i śmietana kremówka, i sery. Ale - i to jest największe "ale" - osoby z bogatą kolekcją książek kucharskich, w tym takich, które zawierają sprawdzone przepisy na klasyczne potrawy kuchni europejskich i amerykańskiej, nie znajdą tu nic nowego. 


Wypróbowałam dwa przepisy, oba na muffinki z borówkami amerykańskimi. Jeden, wg matki Gwyneth, Blythe Danner, jest tradycyjny, drugi jest zdrowszy. Różnica w smaku była, prawdę mówiąc, ledwie wyczuwalna, dlaczego zatem tracić okazję na to, by poczuć się cnotliwie ("moje ciało to świątynia")?
Podaję wersję "zdrowszą" bo daje dobre pojęcie o stylu, w jakim opracowano pozostałe przepisy w Notes from My Kitchen Table.


Na 12 muffinków: 


125ml oleju roślinnego
125ml mleka sojowego
125ml syropu klonowego (zastąpiłam taką samą ilością syropu z agawy)
4 łyżki syropu (nektaru) z agawy
100g białej mąki orkiszowej
125g pełnoziarnistej mąki orkiszowej (zastąpiłam pszenną pełnoziarnistą)
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki soli
300 borówek amerykańskich


Nagrzej piekarnik do 190 stopni, wyłóż formę do muffinków papilotkami. Wymieszaj razem mokre składniki, dodaj suche, na końcu wsyp borówki, nie mieszaj więcej niż 12 razy (to nie rada Gwyneth, wyczytałam o tej zasadzie gdzie indziej - działa). Piecz 25 -30 minut.
* Uprzedzam, że mogą wywołać mało przystojne uczucia - mnie na przykład lekko jednak skręciło, gdy przeczytałam: "Parę lat temu dostałam cudowny prezent urodzinowy - lekcję gotowania u Jamiego Olivera..."

24/10/2010

Chlebek bananowy - tym razem Nigelli

Chlebek bananowy Sophie Dahl to chyba najczęściej powtarzający się przepis na polskich blogach. Od dawna piekę go co najmniej  raz w miesiącu i nadal i ja i Nicholas za nim przepadamy. W ostatniej książce Nigelli, w której wykłada ona swą ewangelię niewyrzucania żywności i związaną z tym obsesję na punkcie wykorzystania zbrązowiałych bananów, znalazłam nieco inną wariację bananowego chlebka. Wczoraj go upiekłam a na dziś ostał się jeden, samotny i opuszczony, kawałek. Wszystkie fanki i fanów "oryginału" zachęcam do wypróbowania tej wersji - wszak variety is the spice of life.
I am so lonely

Kokosowo - czereśniowy/wiśniowy chlebek bananowy/ Coconut and cherry banana bread

Składniki:
125g masła o temp. pokojowej
4 małe/średnie banany, najlepiej b. dojrzałe
150g cukru kryształ (użyłam złocistego)
2 jajka (użyłam Large)
175g mąki pszennej (podejrzewam, że można zastąpić orkiszową)
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki sody
100g wiórków kokosowych
100g suszonych czereśni lub wiśni (użyłam sour cherries, czyli wiśni - tych samych, których używam do brownies)

Nagrzej piekarnik do 170 stopni. Wysmaruj formę do chlebków masłem lub użyj papierowej formy. W rondelku rozpuść masło, odstaw do ostudzenia, w tym czasie rozdrobnij banany na papkę. Przelej ostygłe masło do misy, dodaj cukier i utrzyj, dodaj bananową papkę i jajka, wymieszaj. Następnie dodaj mąkę, proszek i sodę. Na końcu wsyp wiórki i wiśnie. Wymieszaj dobrze i przelej do formy. Piecz ok. 50 minut - w zależności od piekarnika, chlebek może być gotowy już po 45 minutach - powinien być sprężysty i łatwo odchodzić od formy. Po wyjęciu z piekarnika odczekaj 10 minut przed wyjęciem.
Chlebek jest, podobnie jak wersja Sophie Dahl, wilgotny i łatwo się rozpada, kokos i wiśnie dostarczają jednak nowych, przyjemnych wrażeń.

22/09/2010

Burberry, Mulberry, blackberry...

Trwa właśnie London Fashion Week i Twitter oraz moje ulubione blogi modowe buzują od gorących relacji prosto z pokazów od redaktorek z magazynów kolorowych, typu: "W pierwszym rzędzie na pokazie Burberry siedzą...."*Dwa z najbardziej prestiżowych to pokazy marek "jagodowych" (berry - owoc jagodowy): Mul-berry i Bur-berry. Na posty o modzie i brytyjskich markach z tradycją musicie jednak jeszcze poczekać, bo dziś o jagodzie prawdziwej - black-berry, czyli jeżynie, które są jeszcze w sezonie. W naszym zakątku świata nie brakuje żywopłotów, a co za tym idzie co roku mamy klęskę urodzaju dzikich jeżyn. Zbieramy je na polach obok sąsiedniej wsi - dwa duże pola dzieli właśnie żywopłot pełen jeżyn, a że ścieżka miedzy polami jest do użytku wszystkich, nie tylko rolnika - właściciela ziemi, to i jeżyny zbierać może każdy. Przy drodze zaś odkryliśmy dzikie drzewo ze śliwkami - damaszkami (damsons) i także zebraliśmy pełne pudełko. Damaszki nie nadają się do jedzenia na surowo - są bardzo cierpkie - ale robi się z nich doskonałe czatneje i tzw. damson butter - marmoladkę, którą podaje się do mięs,  np. pieczeni.
Bardzo często robię crumble z różnymi owocami, także z jeżynami, ale gdy ostatnim razem przynieśliśmy jeżyny do domu, postanowiłam przełamać rutynę bardziej luksusową wersją tego typu deseru i zrobić cobbler (co dosłownie znaczy"szewc"). Zasada pozostaje ta sama: na warstwę owoców nakłada się słodką mieszankę, ale do cobbler'a dodaje się np. zmielone migdały. Ten deser jest szczególnie popularny w południowych stanach USA.
Rękawica Cath Kidston
Cobbler
Przepis z bbc.co.uk/food, z programu Saturday Kitchen (ponoć po polsku ten popularny tu program kulinarny nazwano Sobota z James'em - bo prowadzącym jest szef kuchni James Martin, mój "sąsiad" - mieszka niedaleko)

Ok. 1 kg jeżyn, lub pół na pół z jabłkami (obrane i pokrojone jabłka należy wcześniej trochę podgotować)
200g masła
200g cukru (w przepisie jest biały kryształ, ale pewnie można użyć innego)
200g mielonych migdałów
3 jajka (dałam large, czyli duże)
55g płatków migdałowych (nie miałam, można pominąć)

Nagrzej piekarnik do 180 stopni. W misce utrzyj masło z cukrem, dodaj mielone migdały, następnie po jednym dodawaj jajka, połącz wszystko w jednolitą masę. Naczynie do zapiekania wypełnij do połowy owocami, wylej masę na wierzch (nie musi być równo), posyp płatkami. Piecz ok. 40 minut. Tradycyjnie cobbler podaje się z lodami, w UK także z custard.

Naczynia do zapiekania jednej z moich ulubionych firm kuchennych, Le Creuset.


*Pierwszy rząd to front row, stąd neologizm modowy frow, zamiast they are sitting in the front row mamy they are frowing.... - pęd do skracania wszystkiego, tak typowy dla angielszczyzny, jeszcze się nasila, gdy do dyspozycji mamy tylko 140 znaków (taki jest limit na Twitterze).

10/05/2010

Cooking for simpletons

Zapowiadałam tutaj, że podam przepis z książki Cook Simple Diany Henry.
Diana jest w UK znana głównie z Gastropub Cookbooks, Roast Figs, Sugar Snow (którą zrecenzowała i z której jeden przepis podała tutaj karoLina) oraz Crazy Water, Pickled Lemons. Prowadzi ona kulinarną rubrykę w niedzielnym wydaniu Telegraphu, a jej książki kucharskie dokumentują peregrynacje po różnych krajach i kontynentach. I tak Roast Figs... to opowieść głównie o północnych krajach Europy i tych stanach USA, które mają prawdziwe zimy (np. Vermont) oraz o Kanadzie. W Crazy Water...znajdziemy z kolei dania z północy Afryki (np. ciasto pomarańczowe,  pieczone prawie wyłącznie ze zmielonych na papkę ugotowanych ze skórką pomarańczy), Bliskiego Wschodu i kuchni krajów śródziemnomorskich. Zjechanie Wielkiej Brytanii wzdłuż i wszerz zaowocowało książką Gastropub Cookbook i Gastropub Cookbook: Another Helping, które są peanami do tradycyjnego pub grub - czyli brytyjskich dań z gastropubów (gastropub, w odróżnieniu od pubu, to miejsce, które podaje coś więcej do jedzenia niż czipsy i inne przegryzki do piwa, i gdzie cała rodzina może przyjść na lunch - takie gastropuby mają np. Heston Blumenthal i Gordon Ramsay).
Jej książki są zawsze pięknie ilustrowane i często nominowane do prestiżowych nagród.

Cook Simple to chyba najmniej wizualnie porywająca z jej książek, co logiczne - proste przepisy = proste ilustracje. 150 przepisów, wszystkie łatwe - dużo makaronów, nieskomplikowanych potrawek i pieczeni, warzywnych side dishes, sałatek i deserów. Nie znajdziemy tu trudnych ciast czy tortów ani potraw z mnogością składników.
Pierwszym przepisem, jaki wypróbowałam, był szwedzki paj jabłkowy Johanny (Johanna's Swedish apple pie). Johanna to szwedzka przyjaciółka Diany. Jak wiecie, jestem Dunką, która przypadkowo urodziła się Polką *mrugam*, poza tym uwielbiam pieczone jabłka - bardzo często robię apple crumble, ostatnio pół na pół z rabarbarem.  Ten paj to idealna potrawa dla niespodziewanych gości - przygotowanie jej, jeśli odjąć obieranie jabłek, trwa dosłownie trzy minuty.

Szwedzki paj jabłkowy Johanny


Potrzebujemy:
125g masła, plus co nieco do wysmarowania formy
5 jabłek, obranych i pozbawionych gniazd nasiennych (zwykle używam Braeburn)
150g cukru - kryształu (caster sugar)
200g mąki pszennej (plain flour)
3/4 łyżeczki proszku do pieczenia
skórka starta z jednej cytryny
45g płatków migdałowych

Wysmaruj formę masłem, nagrzej piekarnik do 200 stopni. Pokrój jabłka na ćwiartki i ułóż w formie. W misce wymieszaj cukier, mąkę, proszek do pieczenia i skórkę z cytryny. Rozpuść masło i dodaj do reszty składników, dokładnie wymieszaj. Rozprowadź na powierzchni jabłek, posyp płatkami. Piecz 30 minut, nie dłużej, bo płatki lubią się przypalać.


Można posypać cukrem pudrem, można też podać z kulką lodów lub kremem angielskim (custard).



Zobaczcie, co ta forma (pie dish) z sieci Laura Ashley ma na dnie:

27/01/2010

Brownies wg Jo Pratt

Wczoraj, po przeczytaniu u Patrycji o naleśnikach, dla których warto umrzeć, byłam w nastroju by kontynuować moją naukę gotowania i przeglądałam świetną książkę Jo Pratt pt. In the mood for food (W nastroju na jedzenie). Mój wzrok przyciągnęły brownies, które wg Jo są... to die for, czyli takie, dla których warto umrzeć. Odebrałam to jako znak i zrobiłam swoje pierwsze brownies. Jo nie przesadziła - to były nie tylko pierwsze, ale i najlepsze brownies, jakie kiedykolwiek jadłam - a z niejednego pieca już je jadłam, zarówno domowe, jak i kupne. Te są idealne - nie za słodkie, mocno czekoladowe, z dodatkowymi przyjemnymi doznaniami, których dostarczają orzechy pekanowe i suszone wiśnie.

Całe szczęście, że dziś czeka mnie 5 mil piechotą, przynajmniej częściowo odkupię pochłonięte kalorie.
Książki Jo Pratt bardzo polecam - entuzjastyczne recenzje na Amazonie są w pełni zasłużone. Przepisy są w większości proste, ciekawe, a ich efekt,  jeśli sądzić po brownies, spektakularny.
Brownies to kolejny, po mufinach, przysmak, który podbił Polskę po upadku Żelaznej Kurtyny. Może ktoś kiedyś napisze historię polskiej kuchni, od średniowiecza po współczesność, i zanalizuje niechlubne jej zubożenie w zgrzebnych latach komuny (przypuszczam, że opisy uspołecznionej gastronomii czytałoby się jak niezły horror*), oraz gwałtowny napływ kulinarnej wiedzy (nie bez powodu po angielsku używa się zwrotu culinary arts - sztuki kulinarne, tak się nazywa też odpowiednik kierunku typu"żywienie zbiorowe" na tutejszych uczelniach kulinarnych), trendów i oczywiście składników, w ostatnich dwóch dekadach. Chyba nie tylko ja przeczytałabym z zainteresowaniem.

Brownies z orzechami i wiśniami/Chocolate, Cherry and Walnut Brownies

Nagrzej piekarnik do 160 stopni, jeśli używasz piekarnika z termoobiegiem (jeśli nie - do 180). Prostokątną formę (20 x 30 cm,  głęboka na 3-4 cm)  wyłóż natłuszczonym papierem do pieczenia.
W kąpieli wodnej rozpuść 200 g masła i 200 g czekolady 70% kakao. Miksuj 3 duże jaja z 300 g białego cukru i 2 łyżeczkami ektraktu waniliowego tak długo, aż masa będzie jednolita, gęsta i kremowa. Do masy dodaj rozpuszczoną czekoladę z masłem. Następnie dodaj 125 g mąki (zwykłej pszennej), szczyptę soli, 100 g suszonych wiśni i 100 g orzechów pekanowych lub włoskich (w oryginale są włoskie, ale ja wolę pekanowe - nie wiem dlaczego tak jest, ale dużo rzadziej trafiam na nieświeże pekany, niż włoskie, z tego względu najczęściej zastępuję włoskie pekanowymi), wymieszaj.

Wylej masę do formy, powierzchnia nie musi być gładka. Piecz około 25 minut, aż na powierzchni pojawią się pęknięcia.
Poczekaj aż wystygnie, pokrój, wychodzi ok. 9-12 brownies.

Suszone wiśnie sprzedawane są tu w torebkach po 70 g, a miałam tylko jedną, dodałam więc też ok. 30 g jumbo rodzynek z Kalifornii, sprzedawanych tu jako Crimson Raisins - podobnie jak suszone śliwki z Agen, te są droższe, niż "zwykłe" rodzynki, ale smaczniejsze, i większych rozmiarów.

* Z wycieczki do Warszawy, jaką odbyłam w podstawówce (rok circa 1987), zapamiętałam m.in. obskurny bar Zodiak, znajdujący się za Domami Centrum (obecnie Galeria Centrum) przy Marszałkowskiej. Po tryumfalnym wkroczeniu zachodnich koncernów budynek ten zajęła (o ironio historii!) Pizza Hut.
O ile dobrze pamiętam odżywialiśmy się w czasie wycieczki głównie zapiekankami.

09/01/2010

Mufiny Nigelli

Nie wiem, na ile spolszczono te babeczki - czy już można pisać z jednym "f", czy nadal z dwoma? Mufinów czy mufinek? - ach, uroki polskiej gramatyki. Nie widziałam jeszcze "mafina", ale niewykluczone, że już się pojawił. W każdym razie, są już w Pl bardzo popularne, choć trochę żal, że dzieciństwo naszego pokolenia było "muffin- free". Z kolei dzieciństwo mojego męża, choć niepozbawione mufinów, było wolne od tak modnych teraz w UK cupcakes - moda ta przyszła z USA, m.in. dzięki temu, że bohaterki Seksu w Wielkim Mieście jadły cupcakes ze słynnej Magnolia Bakery w Nowym Jorku, a o wpływie fancy cupcakes na ceny nieruchomości już wspominałam.

Obiecałam, że podam przepis na bananowe mufiny z książki Nigelli, Nigella Express. Ta książka jest jedną z najczęściej używanych w naszym domu - wczoraj korzystając z przepisu z niej mąż zrobił też Rocky Road, stary dobry przysmak, też do niedawna nieznany w Pl, a teraz coraz częściej dostępny także w sieciowych kafejkach. Co prawda nie wiem, czym się w Pl zastępuje mini-marshmallows, które tradycyjnie  umieszcza się w Rocky Road - ale myślę, że bez nich też jest dobre.
To książka pełna prostych przepisów, pozwalających na szybkie przygotowanie wielu popularnych dań. Z tego względu polecam ją osobom, które, jak ja, mają niewielkie doświadczenie w kuchni.

Mufiny bananowe z czekoladą - Banana and butterscotch muffins

W oryginale Nigella poleca użyć butterscotch. To cukierki z brązowego cukru trzcinowego i masła, podobne do toffi, ale bardziej miękkie. Sama Nigella pisze jednak, że można je z powodzeniem zastąpić białą lub ciemną czekoladą, a ponieważ w naszym domu znacznie wyżej cenimy czekoladę, niż cukierki, zawsze przyrządzam te mufiny z kawałkami czekolady z 70% kakao.

Nagrzej piekarnik do 200 stopni, wyłóż formę lub foremki papierowymi papilotkami. Rozgnieć 3 bardzo dojrzałe banany na papkę, odstaw na chwilę, w tym czasie wlej do naczynia szklanego 125ml oleju (jaki macie pod ręką, ja zwykle używam słonecznikowego), wbij do niego dwa jajka i energicznie wymieszaj. Następnie do dużej miski wsyp 250 g mąki pszennej, 100 g białego cukru, pół łyżeczki sody, całą łyżeczkę proszku do pieczenia. Dodaj mieszankę oleju i jajek, następnie papkę bananową, dokładnie wymieszaj. Na koniec wsyp połamaną na drobne kawałki czekoladę - ok. 150 g. Wyłóż do formy mufinowej (ja używam standardowej na 12 mufinów, z tych proporcji tyle wychodzi) lub do foremek i piecz 20 minut.

Te mufiny zawsze się udają, a ich żywot jest krótki.

Zdjęcie z książki.

07/01/2010

Rozgrzewająca chai

Choć temperatury, jak na południe Anglii, nadal arktyczne, dzielni panowie - śmieciarze i listonosz stawili dziś czoło żywiołowi. Wizja plagi na razie oddalona, uff.
Rozgrzewamy się ciepłymi napojami, mąż przyrządza prawdziwą pitną czekoladę - ze sproszkowaną czekoladą 70%, mini-marshmallows i odrobiną Ovaltine (napój na bazie słodu i cukru) do smaku.
Dziś zamierzam jednak przyrządzić prawdziwą chai (czyt. czai).
Chai można kupić w sieciowych kafejkach typu Starbucks - tak, przyznaję się bez bicia, że nie tylko nie bojkotuję, ale lubię chodzić do "imperialistycznego karła" globalizacji. Robimy to głównie ze względu na Nicholasa, dla którego cinnamon swirl (bułka z cynamonem i lukrem) ze Starbucks to bestest rzecz na świecie. Często wybieram wtedy, zamiast kawy, skinny chai tea latte. Przyrządzenie prawdziwej chai w domu jest jednak duuużo tańsze i o wiele bardziej satysfakcjonujące.
Niedawno firma Lipton wypuściła w Pl herbatę Indian Chai w piramidkach. I można poprzestać na zaparzeniu takiej, nie jest to jednak "prawdziwa" chai.


Oto, jak robią ją Hindusi.

Indian Chai

Przygotuj torebkę Indian Chai, lub Chai liściaste (można kupić np. w sieci Whittard's). Do małego garnczka wlej wodę (pół filiżanki), dodaj do niej 2 łyżeczki (lub więcej, wedle upodobań) cukru, następnie pół filiżanki mleka (najlepiej skondensowanego, możesz wtedy nie słodzić, Hindusi zawsze używają bardzo słodkiego mleka skondensowanego), odrobinę zmiażdżonego świeżego imbiru lub kardamonu, kiedy mieszanka zaczyna wrzeć dodaj torebkę lub liście herbaty, zagotuj, odcedź, i gotowe.

Szybszy sposób na chai to przygotowanie syropu:

3 torebki herbaty Assam, 5 łyżek miodu, 3 łyżki esencji waniliowej, 1 łyżka cynamonu, 1 i pół łyżeczki kardamonu, 1 i pół łyżeczki imbiru, 1 łyżeczka zmielonych goździków, 1 liść laurowy, 1 gwiazdka anyżu, sproszkowana (star anise). Przyprawy najlepiej kupować "całe", nie w proszku, i mielić w moździerzu tuż przed użyciem.



Do średniej wielkości garnka wlej ok. 33 ml wody. Kiedy woda zacznie wrzeć, dodaj herbatę i gotuj przez chwilę, mieszając. Dodaj wszystkie przyprawy i liść laurowy, gotuj przez ok. minutę.
Teraz dodaj esencję i miód,  i mieszaj przez ok. 20 - 30 minut (no wiem, dość długo, ale można sobie kupić lub pożyczyć od znajomego gadżeciarza kuchennego elektryczne mieszadło).
Zdejmij z ognia i wyjmij torebki oraz liść. Przechowuj w lodówce.
Teraz za każdym razem, kiedy masz ochotę na chai, musisz tylko podgrzać mleko, dodać syrop, i gotowe.

Podaję za Domestic Sluttery.

Podobno Hindusi wymyślili chai za czasów Imperium Brytyjskiego, gdy Brytyjczycy, którzy założyli w Indiach plantacje herbaty na własne potrzeby, zaczęli upierać się przy tym, by także tubylcy wpadli w herbaciany nałóg. Przed nastaniem tzw. Raj, Hindusi nie pili herbaty, a chai, ze swoimi przyprawami i słodkim mlekiem, ma bardzo hinduski charakter.

30/12/2009

Sernik nad sernikami

Pozwolicie jeszcze o świętach? To będzie post pochwalny pod adresem mojej drugiej połówki, który przygotował całą wigilijną kolację, a przy okazji recenzja kolejnej książki kucharskiej z naszej kolekcji - Nigella's Christmas. Trochę zaskakuje mnie popularność przepisów z tej książki na polskojęzycznych blogach kulinarnych, bo wiele przepisów to potrawy tradycyjnie angielskie, a angielska kuchnia wciąż ma w Polsce krzywdzącą i dawno nieaktualną reputację "ubogiej krewnej"innych kuchni europejskich. Może Nigella podbiła serca polskich blogerek i blogerów prostotą i "wykonalnością" przepisów, a może to dlatego, że wiele tych osób ma za sobą pobyty na Wyspach? Nie jest też tajemnicą, że kobiety cenią Nigellę za figurę klepsydry i opieranie się terrorowi chudości. W każdym razie, mam nadzieję, że trend na Nigellę przyczyni się do zmiany opinii o kuchni angielskiej, bo na to najwyższy czas.
Wszystkie przepisy mąż zaczerpnął właśnie z tej książki i wszystkie okazały się pyszne. "Pijane diabły na koniach" czyli marynowane w alkoholu suszone śliwki* zawinięte w bekon i podpieczone, "paczuszki" z szynki Serrano z figami i serem kozim w środku oraz aromatyczna szynka były tak dobre, że mimo hojnych porcji niewiele zostało na drugi dzień. Do mięsa wspaniale pasował ostry "dżem" z chilli (chilli jam), oraz łagodny czatnej bożonarodzeniowy (Christmas chutney). Największą rewelacją okazał się jednak sernik z syropem klonowym i spodem z orzechami pekanowymi. Kremowa sernikowa masa kontrastowała przyjemnie z  odrobinę chrupkim spodem, a połączenie syropu klonowego z orzechami jest jednym z moich ulubionych. Na drugi dzień świąt mąż upiekł drugi sernik (pierwszy był już tylko smakowitym wspomnieniem), tym razem z książki pt. Feast - kogóż by - Nigelli. Ten drugi był z dodatkiem kasztanów - również dobry, ale to o sernik z syropem będę prosiła w następne święta.


Gleaming Maple Cheesecake ( Sernik połyskujący klonowym syropem)

Spód: 8 herbatników (digestive biscuits), 75 g pekanów, 75 g miękkiego masła

Zmiksuj herbatniki na grudki, dodaj orzechy, znowu zmiksuj. Dodaj masło, zmiksuj aż otrzymasz lepką masę. Wyłóż nią formę o średnicy 20cm, włóż do lodówki.

Masa serowa: 3 x 200 - gramowe opakowania serka typu Philadephia (cream cheese) Nigella zaznacza, że serki muszą być wyjęte z lodówki co najmniej 2 godziny przed miksowaniem, 50 g cukru, 2 łyżeczki mąki kukurydzianej, 125 ml syropu klonowego, 4 jajka, pół łyżeczki octu cydrowego (cider vinegar) lub soku z cytryny

W robocie zmiksuj serki, cukier, mąkę i syrop. Ciągle miksując, dodaj po kolei jajka, aż uzyskasz jednolitą masę. Na końcu dodaj ocet lub sok, zmiksuj.
Wyjmij formę z lodówki, opakuj ją z zewnątrz szczelnie w żaroodporną folię (ovenproof clingfilm) - to dlatego, że sernik następnie zostanie zanurzony w większej formie do pieczenia, wypełnionej wrzątkiem. Przełóż masę serową do formy. Zanurz sernik w wodzie, włóż "formę w formie" do nagrzanego do 170 stopni piekarnika na godzinę i 25 minut.

Jest to dość pracochłonny sposób pieczenia sernika, ale to dzięki pieczeniu go w wodzie uzyskuje się wyjątkową jedwabistość masy serowej. Po wystygnięciu popryskaj wierzch sernika syropem klonowym, tak, by utworzyła się połyskująca warstewka.


* Polecam suszone śliwki z regionu Agen we Francji - są wyjątkowo pulchne i soczyste, wcale nie twarde i "żylaste", jak te, które pamiętam z dzieciństwa. W UK można je dostać w Waitrose, nie wiem, czy są dostępne w Pl, są droższe niż "zwykłe", np. kalifornijskie, ale warte swej ceny. W Japonii wielu ludzi zjada codziennie łyżkę ekstraktu z suszonych śliwek, a wiadomo, jak długowieczny i zdrowy to naród - naukowcy potwierdzili, że śliwki zawierają wyjątkowo dużo antyoksydantów.

01/12/2009

Nie ma róży bez kolców

Ani ludzi bez wad, choć od sześciu lat usiłuję przekonać męża, że jestem wyjątkiem potwierdzającym regułę - niestety nie do końca mi się udaje. Jeśli jednak mam wady, to nie należy do nich skąpstwo - uważam dusigroszostwo za jedną z paskudniejszych ludzkich ułomności. Nie należy go jednak mylić z gospodarnością i umiejętnością obchodzenia się z pieniędzmi - marnotrawstwo i rozrzutność są równie paskudne. Staram się nie marnować jedzenia, dlatego zawsze szukam sposobów na wykorzystanie nakrapianych brązem bananów, których nie zdążyliśmy zjeść. W ramach mojej kuchennej edukacji wypróbowałam dwa przepisy, które są proste, szybkie i pozwalają zużyć bardzo dojrzałe banany.
Oto pierwszy, ze wspaniałej debiutanckiej książki kucharskiej Sophie Dahl, Miss Dahl's Voluptous Delights:


Chlebek bananowy


4 spore dojrzałe banany rozgnieść w misce widelcem. Przełożyć tę papkę do większej misy, dodać jedno rozbełtane jajko, 75 g masła (miękkiego, nie z lodówki!), 200 g (one cup) brązowego cukru trzcinowego (rodzaj nieważny, ja używam różnych), jedną łyżkę 
ekstraktu waniliowego, zamieszać, dodać szczyptę soli i łyżeczkę sody oczyszczonej (baking 
soda), zamieszać, na koniec wsypać 170 g (1 and 1/2 cup) zwykłej mąki (plain flour, może być też np mąka orkiszowa, czyli spelt flour), wymieszać, gotowe. Piecz równo godzinę w rozgrzanym do 160 stopni piecyku, jeśli masz piecyk z termoobiegiem (jak nie, to w 180), w wysmarowanej masłem prostokątnej formie, takiej do chlebków.



Od kiedy się ochłodziło, piekłam go wielokrotnie  - nie tylko zawsze się udaje, ale jest doskonałym comfort food (pociechą) w słotne dni.
Zgadzam się z Sophie, że najlepiej smakuje na ciepło - ona jeszcze radzi smarować masłem, ale dla mnie to już rozpusta.
Książka Sophie również nadaje się dla osób stawiających pierwsze kroki w kuchni - Sophie nie jest wszak zawodową kucharką, i jej przepisy są w większości proste. Wróżę jej karierę w stylu Nigelli - podobno już pracuje nad swoim pierwszym kulinarnym programem telewizyjnym dla BBC. Ma przy tym te same atuty, co Nigella: jest posh (co znaczy, że pochodzi z dobrej rodziny z koneksjami, jest wnuczką wspaniałego pisarza, jednego z najlepszych autorów książek dla dzieci, Roalda Dahla), jest piękna (ta cera!), elokwentna, ma narzeczonego, który ma talent (jeden z moich ulubionych muzyków, Jamie Cullum, i cieszy, że nie przeszkadza mu to, że jest niższy od Sophie o ok. 10 cm) - a wszystkie te składniki złożyły się na sukces Nigelli. To sprawdzony przepis na telewizyjną "boginię domowego ogniska".
Książka ma dodatkowy smaczek dla osób interesujących się modą, gdyż Sophie przeplata przepisy ze wspomnieniami z czasów, gdy była modelką, sławną najpierw z krągłości i rozbieranych sesji, potem oskarżaną o zaburzenia łaknienia. Jej opowieści nie ograniczają się jednak do świata mody - ciepło opowiada też o swoim dzieciństwie i dorastaniu. Tu można przeczytać wywiad o tym, jak ważne było i jest dla niej gotowanie.
Drugi przepis, tym razem na bananowe muffiny Nigelli, gdy cdn.

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails