Showing posts with label Boże Narodzenie. Show all posts
Showing posts with label Boże Narodzenie. Show all posts

07/01/2015

Przypadłość literata

Pierwsze święta Bożego Narodzenia w nowym, własnym domu spędziłam, jak tradycja nakazuje, w stylu sybarytycznym: jedząc, pijąc, zamiast lulek świece paląc. Każdego dnia pławiłam się w błogiej świadomości, że jestem u siebie, że nikt mi nie zadzwoni z absurdalnymi żądaniami, ani nie będzie domagał się podwyższenia i tak astronomicznie wysokiego czynszu, ani ignorował moje z kolei grzeczne prośby o minimalne choćby ulepszenia (nie jesteśmy pod tym względem żadnym wyjątkiem - złe warunki i poniewieranie przez właścicieli i agentów to dla setek tysięcy mieszkańców południowej Anglii codzienność). Świąteczne wizyty gości, spotkania i wypady zapewniły niejedną wymówkę, by nie zasiąść do pisania. I tak, kiedy wreszcie wymówek zabrakło, odkryłam, że mój tzw. writing muscle (mięsień pisarski) co nieco sflaczał. To określenie wzięło się stąd, że pisanie, nie tylko Prawdziwej Literatury, ale także na skromnym poziomie, wymaga przede wszystkim praktyki, nie talentu. Największym wrogiem pisarza jest nie blokada czy brak natchnienia, ale odkładanie pisania na później i wynajdowanie sobie czynności zastępczych - jedna z moich ulubionych felietonistek ma najczystszy dom wtedy, gdy nagli ją termin (deadline) - taktyka dobrze mi znana, niestety. Kiedy w Polsce miał powstać pierwszy wydział przyjmujący studentów na kierunek pod nazwą Creative Writing - dyscyplina o wieloletniej i ugruntowanej tradycji w USA i Wielkiej Brytanii, której absolwentami są twórcy takiego formatu, jak Kazuo Ischiguro czy Ian McEwan - na forum Gazety zaraz odezwało się wielu piszących, że po co, że nie potrzeba, bo"pisania się nie da nauczyć, najważniejszy jest talent". Otóż nie - nawet twórczość artystyczna to w 90% wysiłek, w 10% - talent. Inni te proporcje nawet zaostrzają, twierdząc, że 99% to pot, a tylko 1% - "iskra boża".
Nie wiem, na ile w polskich kręgach inteligenckich znane jest pojęcie "10 000 godzin" - tu ta teoria, którą w książce pt. Outliers wyłożył Malcolm Gladwell*, jest bardzo znana, i cytowana w tysiącach artykułów. Jest to uwspółcześnione i poparte, jak to u Gladwella, wieloma faktami i przykładami, rozwinięcie starożytnego: "Praktyka czyni mistrza" czy też staropolskiego "Bez pracy nie ma kołaczy" *mrugam*: w skrócie teoria ta zakłada, że by osiągnąć poziom kompetencji w danej dziedzinie (w grze na instrumencie, dyscyplinie sportowej, języku obcym - w każdej nowej umiejętności), trzeba spędzić  ucząc się jej/ćwicząc przynajmniej 10 000 godzin. Ta teoria jest tak popularna, że stanowi niemal ortodoksję, choć bywa co jakiś czas podważana. Jedno jest pewne - bez pracy nie ma nie tylko kołaczy, ale nawet suchara, i dlatego postanowiłam poćwiczyć moje "mięśnie twórcze", pisząc tu do końca stycznia CODZIENNIE. To mnie powinno kreatywnie rozruszyć i przyzwyczaić do spędzania przed ekranem wielu godzin każdego dnia.
A Wam jak mija styczeń?
Ostatnie zdjęcie naszej choinki, tuż przed rozebraniem


*Gladwell jest także autorem teorii pod nazwą Tipping Point (taki był tytuł jego książki - po polsku to "punkt przełomowy" (niedoskonałe, ale najlepsze tłumaczenie) - tipping point to dziś powszechnie używane wyrażenie.

16/12/2014

Barszcz ukraiński i ryba po grecku, czyli o polskiej kuchni

Parę tygodni temu na Facebooku zamieszkała w Nowym Jorku polska znajoma linkowała artykuł o potrawie, która nie tylko w USA, gdzie ma przydomek "żydowskiej penicyliny", postrzegana jest jako narodowe danie diaspory Żydów aszkenazyjskich (pochodzących z Europy Wschodniej). Tą potrawą jest rosół, który należy przecież także do kanonu kuchni polskiej. I wywiązała się dyskusja, na ile kraje tego regionu Europy mogą  rościć sobie pretensje do konkretnych potraw. Niedawno ja znowu wbiłam kij w to samo mrowisko, linkując poniższy obrazek - i  był to pretekst do dyskusji, na ile polskie są dania, które jako takie postrzegamy.


Popularne w Polsce serniki, makowce czy babki wypiekane są w wielu krajach Europy Wschodniej i Centralnej, i nie tylko ciasta, ale i wiele dań słonych, to efekt wzajemnego przenikania się kuchni wielu narodów, a także kuchni diaspory żydowskiej, i bardzo trudno udowodnić, jak wiele tradycyjnych polskich dań faktycznie wywodzi się z Polski (i z której? Tej obejmującej obszar przed zaborami? Jagiellonów?).  Czy rosół, uchodzący na świecie za narodowe danie Żydów aszkenazyjskich, wymyślili Słowianie, i został on zaadoptowany przez społeczność żydowską, czy też odwrotnie? Co zawdzięczamy sąsiadom i zmieniającym się granicom? W Budapeszcie jadłam najlepsze naleśniki z bakaliami, nadziewane słodkim białym serem - a przecież dla wielu to także czysto polska potrawa. Gulasz i paprykarz słusznie uznajemy za węgierskie, ale już dawno przyjęły się w polskim menu. Do barszczu, sałatki jarzynowej (zwanej w Anglii sałatką ROSYJSKĄ) i wódki roszczą sobie prawa różni nasi wschodni sąsiedzi (choć pierwsza pisemna wzmianka o wódce, z 1409 roku, pochodzi ze źródła polskiego), ze Skandynawami dzielimy namiętność do koperku, śledzi, wypieków drożdżowych oraz owoców jagodowych,  Niemcy upodobali sobie kapustę kiszoną (znaną w UK pod niemiecką nazwą sauerkraut, i postrzeganą jako typowo niemiecki specjał) - ale Polacy także zjadają  jej tony, i  jest przecież podstawowym składnikiem kolejnej polskiej narodowej potrawy, czyli bigosu. Niemieckie pierniki mogą rywalizować ze staropolskimi... A propos Niemców - większość potraw, które w Wielkiej Brytanii postrzegane są jako niemieckie, wywodzi się z Austrii...I tak dalej...
Mina Holland, redaktorka kulinarna Observera, miała przed sobą zatem nie lada zadanie, gdy zaczęła pracę nad swoją ambitną książką pt. The Edible Atlas. Around the World in Thirty-Nine Cuisines (w wolnym tłumaczeniu: Jadalny Atlas. Dookoła świata w 39 kuchniach). 

W przypadku nacji wyspiarskich, Brytyjczyków czy Japończyków, znacznie łatwiej prześledzić rozwój kultury kulinarnej, a nawet historię poszczególnych dań. Pudding pod nazwą Spotted Dick (Nakrapiany Rysio) to z całą pewnością wynalazek tubylców. Ale o kuchni polskiej czy szwedzkiej Mina pisze w rozdziałach traktujących zbiorowo o kuchniach Europy Wschodniej i Skandynawii. Ten pierwszy zaczyna od cytatu z książki, którą tu recenzowałam - Eating Animals. Babka autora, Jonathana Safrana Foera, była Żydówką z Polski - i dla Miny to właśnie wstępne rozdziały, w którym opisuje on dorastanie w kulturze kulinarnej aszkenazyjskich Żydów, a nie główny temat książki, były najbardziej intrygujące. Pisze ona o tym, jak jedzenie diaspory żydowskiej jest nierozerwalnie związane z kuchniami Europy Centralnej i Wschodniej, a także o wpływie, jaki miał na nie komunizm. Na koniec rozdziału podaje trzy przepisy: na barszcz, rosół i babovkę - tradycyjny czeski wypiek, które otrzymała od Polki i Czeszki.
To książka niezbędna  wszystkim tym, których zainteresowanie kulinariami wykracza poza przepisy. Umożliwia ona fascynującą podróż dookoła świata i "zwiedzenie" wszystkich kontynentów  przez pryzmat historii i tradycji kulinarnych.

21/12/2013

Wesołych Świąt i do Siego Roku!

Kiedyś już wspominałam o tym, że od kilku lat projektujemy własne kartki świąteczne. Dodaliśmy sobie tym samym do przedświątecznych przygotowań, bo rodzina i przyjaciele ich oczekują i nie chcąc ich rozczarować, czujemy się teraz zobowiązani kontynuować tę tradycję - ostrzegam, gdybyście chcieli pójść w nasze ślady *mrugam*. Oto tegoroczna:


W środku zwykle cytujemy klasyczną Bożonarodzeniową literaturę, w tym roku padło na Dr Seussa:
"Then the Grinch thought of something he hadn't before. What if Christmas, he thought, doesn't come from a store? What if Christmas, perhaps, means a little bit more?"



Życząc Wam radosnych świąt oraz spełnienia wszelkich planów w Nowym Roku, dziękuję za lojalność i pamięć.
Do (częstszego, mam nadzieję) zobaczenia w 2014!


22/12/2012

W przerwie w pieczeniu...

...mince pies* napiszę Wam, w ramach wpisu świątecznego, o swetrach nordyckich. Bo te swetry to nie do końca typowe Christmas jumpers, ale jednak postrzegane są tu jako ubiór typowo grudniowy. Poza tym symbolizują one przewijające się na tym blogu motywy: Skandimanię, modę, trendy, a nawet, dzięki najsłynniejszym swetrom świata, telewizję.
Popularność swetrów Sary Lund nie umknęła uwadze rozmaitych brytyjskich firm odzieżowych, i tak na przykład znakomita marka z Kornwalii, Seasalt, ma w ofercie wysokiej jakości, ale znacznie tańszy niż oryginały marki Gudrun & Gudrun, sweter, a także sukienkę. Wcale przy tym nie wstydzą się kopiowania, nazwali bowiem sweter Sleuth Jumper, a sleuth to "detektyw, glina", wyraźnie zatem na cześć Lund.

Mam marynarski top Seasalt (ciekawe, czy moja spora kolekcja pasiastych topów jest większa, niż imponujący zbiór Delie?) i mogę polecić tę markę (info dla osób z UK - niektóre rzeczy dostępne są też w John Lewis). Sprzedają oni też autentyczne rybackie swetry, dziergane na wyspie Guernsey.



Klasyczny sweter  z  Guernsey
Inna brytyjska marka, Mint Velvet, którą również bardzo lubię, oferuje nordycki sweter w wersji z kolei "narciarskiej" (raczej na "po nartach").

Z kolei Superdry, również brytyjska (i szalenie tu popularna) marka sportowo - młodzieżowa, ma w ofercie taki model:
Wszystkie te dzianiny są już albo całkowicie wyprzedane, albo niedostępne w najpopularniejszych rozmiarach.
Jeśli wolicie jednak sukienki i klasyczną świąteczną czerwień, oto dwie czerwone sukienki, które mi się spodobały:
Miranda Kerr, nowa ikona mody

A czytając o książce kucharskiej Tonii Buxton (z greckimi przepisami), natrafiłam na takie jej zdjęcie:
Wracam do kuchni, życząc Wam udanych Świąt, wspaniałej zabawy w Sylwestra oraz spełnienia planów w Nowym Roku!
Piękne ilustracje do jak zawsze wybitnie starannie wydanej przez Folio Society książki Elizabeth David o brytyjskiej kuchni świątecznej - taka brukselka, kasztany, czerwona kapusta i kiełbaski będą u nas


* W tym roku robię po raz pierwszy domowe, nawet ciasto.

30/11/2012

Stir - up Sunday, Cyber Monday itede

Ostatnia niedziela była Stir-up Sunday, przed nią importowany z USA Black Friday, po niej był zaś Cyber Monday - Brytyjczycy kolejny rok kupią więcej prezentów w sieci, niż w sklepach.* Poszliśmy na Paradę Latarni i wybieramy się na otwarty już kiermasz świąteczny - jednym słowem, jestem  w pełnym Elfzilla mode. W tym roku będę piekła ciasteczka ze świeżo nabytej książki, Scandinavian Christmas, autorstwa Trine Hahnemann. Zbiera ona znakomite recenzje, bowiem skandimania trwa w UK w najlepsze.
Książka jest pięknie wydana

Na małe ekrany powróciło Forbrydelsen (The Killing), trzecia i ostatnia seria - nie zliczę, ile we wszystkich najważniejszych gazetach było artykułów o serialu, Sarze Lund, swetrach Gudrun & Gudrun, skandynawskiej kuchni, skandynawskim Bożym Narodzeniu, Duńczykach, Kopenhadze, etc etc, wyszło też kilka książek nt serialu i Danii, a pierwszy i drugi odcinek miały 1 milion widzów - absolutny rekord jak na serial z napisami.
Tu londyński Evening Standard radzi, jak mieć prawdziwie duński wieczór
Ci, którzy przepowiadali, że kuchnia peruwiańska strąci skandynawską z wierzchołka, nie mieli racji - we wrześniowym, a więc najważniejszym numerze, brytyjskie Vogue nazwało niedługo działającą skandynawską Hedone w Londynie restauracją roku, krytycy pisali w tonie ekstatycznym, Michelin nagrodził - a szefuje tam kulinarny bloger. Jeśli już, to drugim  i trzecim najważniejszym trendem są restauracje monotematyczne (tylko hamburgery, tylko hot - dogi itp) oraz street food i food trucks.
Dzięki programowi BBC The Great British Bake Off ** wspaniałe brytyjskie wypieki piecze samodzielnie coraz więcej ludzi, i to czwarty najważniejszy trend.
A skoro o ciastkach i ciasteczkach mowa - mamy, nareszcie mamy! Po latach szmuglowania z Belgii i Francji, niezawodna sieć Waitrose zaczęła wreszcie sprowadzać "ciasteczkowe masło", czyli pastę do chleba ze zmielonych ciastek Speculoos. W UK nosi ona nazwę Lotus biscuit spread i spożywanie jej grozi uzależnieniem i, w konsekwencji, przybraniem na wadze. Kupno jej traktuję jako ćwiczenie silnej woli, wymagające samodyscypliny godnej Rocky'ego Balboa.

Na dodatek są dwie wersje: smooth i crunchy
Co roku najlepszą gwiazdkową reklamę ma sieć John Lewis, zawsze taką, od której wzruszenie drapie w gardle, i tym razem też nie zawiodła:


A teraz przyznajcie się: co robiliście, jak mnie tu nie było?


* Czy również zauważyliście jednak różnicę między płciami? Większość moich koleżanek zaczyna kupować prezenty z dużym wyprzedzeniem, ekstremistki nawet w styczniu, w czasie poświątecznych wyprzedaży, tymczasem większość znanych mi mężczyzn wpada do John Lewis czy innego domu towarowego z obłędem w oku 23 grudnia. W tym również Osobisty Anglik, w związku z tym dostał email z linkiem do specjalnej "tablicy" na Pinterest już w listopadzie.
** Formuła nieco podobna do Masterchefa: amatorzy konkurują kulinarnie, ale tylko w baking (pieczeniu, na słono i słodko), były trzy edycje i rekordowa publiczność. Sprzedaż parafernaliów do pieczenia wzrosła w niektórych sieciach domów towarowych o ponad 10%, a felietoniści i pisarze kulinarni drobiazgowo analizowali we wszystkich gazetach. Mam nadzieję, że jak polska stacja kupi licencję, to nie ze stuletnim opóźnieniem, jak w przypadku Masterchefa.

28/12/2011

What is the name of the most famous elf? Elf-is

W tytule typowy niskich lotów żarcik wyciągnięty z Christmas Cracker'a - w Polsce dzielimy się opłatkiem, tu - dwie osoby ciągną za swój koniec crackera, który zawiera żarcik, papierową koronę i prezencik, zwykle śmieciowy, choć domy towarowe, takie jak Selfridges, sprzedają wersje luksusowe, np. Lancome - w środku takiego crackera są miniaturki perfum i kosmetyków tej marki. Ten sam dom towarowy sprzedaje też bestsellerowy Lancome Advent Calendar (bo kto powiedział, że kalendarze adwentowe są tylko dla dzieci?) - za każdym okienkiem kryje się miniaturka, i to nie tylko produktów tej marki, ale także kilku innych, np. Shu Uemura i Giorgio Armani (obie marki, szczególnie Armani, należą do moich ulubionych).

Nicholas w koronie z Christmas Cracker, jedzący ziemniaka pieczonego w gęsim tłuszczu (jak zawsze niemal wszystkie potrawy M przygotował korzystając z przepisów Nigelli).  W tle nasze Christmas Card "tree"
Brukselka z kasztanami i chorizo (powinna być pancetta, ale zapomnieliśmy kupić, a chorizo znakomicie ją zastąpiło). Obok Christmas Cracker
Brukselkową "łodygę"(?) daliśmy Edisonowi do zabawy
Wybaczcie, że nie zdążyłam tu z życzeniami. Mam nadzieję, że święta upłynęły Wam radośnie i w zdrowiu i dziękuję  serdecznie za wszystkie prezenty, kartki i życzenia. Nasze święta takie były, a spędziliśmy je w dużej mierze z przyjaciółmi. W tym roku Boże Narodzenie było typowe dla Południa Anglii, a więc niebiałe.
Mój Christmas Pudding na etapie przygotowania
Spośród ton pysznego jedzenia, jakie pochłonęliśmy (świąteczna żarłoczność poprzedzona była wyrzeczeniami diety, o którym to ataku niepoczytalności kiedy indziej) wyróżniam kupne, ale Hestonowe ciasto - Spiced Popping Candy Cake. Na bazie z orzeszków laskowych i shortbread (maślanych ciastek, typowych dla Szkocji) umieszczono czekoladowo - pomarańczową masę ganache. Tym, co je wyróżnia i zapewnia tzw. wow factor, jest posypka z popping candy, czyli "strzelających" słodyczy, i płatków złota (tu jest przepis, jeśli chcecie odtworzyć pomysł Hestona). I tak oto drogie i dekadenckie ciasto szefa - celebryty przywołało wspomnienie zgrzebno - przaśnych czasów dzieciństwa za komuny, kiedy takie efekty zapewnialiśmy sobie liżąc oranżadki w proszku...
A już w styczniu nowa seria Hestona w TV, w której będzie nas uczyć jak gotować jak on w zwykłej kuchni - can't wait!
W Waitrose można kupić także popping candy:
W tym roku zarówno nasze drzewko, jak i papier prezentowy, były częściowo w stylu skandynawskim - czyli dużo czerwonych reniferów i serc - plecione ozdoby w kształcie serca,  tzw. Julehjearten, to duńska tradycja Bożonarodzeniowa
Udekorowany świątecznie dom w Danii - jakże chciałabym, by 2012 zbliżył mnie do realizacji marzenia o takim domu...
Oprócz rozkoszy podniebienia i spotkań z przyjaciółmi, jak zawsze największą dla nas przyjemnością świąt są Christmas Specials, czyli specjalne programy telewizyjne, m.in. animacja The Gruffalo's Child i Downton Abbey Christmas Special (polecam recenzję na polskim blogu Rusty Angel, choć diametralnie nie zgadzam się z autorką nt. Richarda) - przy okazji: nie byłam jednak w Highclere Castle na kiermaszu, i jestem zbyt zła, by wyjaśniać, dlaczego - ale będę tam w kwietniu, obiecuję.
Przyszły rok to 200 rocznica urodzin Dickensa - który notabene ukształtował tradycje świąteczne w Anglii w tak wielkim stopniu, że mówi się o nim, iż "wynalazł" Boże Narodzenie (invented Christmas) i będzie się w związku z tym wiele działo (już ukazały się dwie nowe, znakomite biografie) - wczoraj pokazano pierwszy odcinek Great Expectations, z aktorem o urodzie Adonisa w roli głównej - doskonała adaptacja, bardzo polecam, i nie tylko dla Douglasa Booth'a *mrugam*. Więcej  w moim podsumowaniu 2011 roku w TV, które, podobnie jak filmowe, mam nadzieję jeszcze tu napisać przed 1 stycznia, a na razie uraczam Was zdjęciem Douglasa:

15/12/2011

Poczytaj mi tato - część III

EN: I have to start by recommending our amazingly talented friend Jennie's latest pop-up book,  Pop - up London. The amount of detail and the sheer brilliance of this children's guide to the capital are astounding. It is so frightfully good that it is currently sold out nearly everywhere! I'd encourage those of you in the UK to either scour your local bookshops or wait for Amazon to re-stock (you can pre - order here), it is worth the trouble - if you don't believe me, and I will happily admit that I am biased, read Sasha Wilkins', one of the most influential British bloggers, review here.
PL: Post o książkowych podarunkach muszę zacząć od najnowszej książki typu pop - up* naszej przyjaciółki Jennie. Jak w przypadku wszystkich jej książek, także i ten wyjątkowy przewodnik po brytyjskiej stolicy zachwyca bogactwem detali i ciekawych informacji. O tym, jak wspaniałe jest to dzieło, niech świadczy fakt, że pierwszy nakład jest niemal kompletnie wyczerpany, zaledwie 2 miesiące od daty ukazania się. Chętni mogą jednak zamówić Pop - up London w przedsprzedaży, bo wydawca już zamówił dodruk.

Jennie projektuje też clothes plasters - bardzo przydatne do zakrywania dziurek lub plam łatki, które wystarczy zaprasować na dowolnej tkaninie, i nie trzeba bawić się w szycie. Poniżej pokazuję londyńskie, ale wybór jest bardzo duży (do obejrzenia na stronie Jennie), w UK można je kupić w bardzo wielu sklepach dziecięcych a także w sieci domów towarowych John Lewis.

EN: Staying with the London theme: recently I have found one of the best guides for children: London Unlocked. It is indispensable, if you are planning a trip to the capital with kids, packed with entertaining tidbits of knowledge and useful suggestions for fun activities. What's even better, it is part of a series, so there is also Edinburgh Unlocked, Devon & Cornwall, etc.


PL: Wybierającym się na zwiedzanie Londynu z dzieciakami gorąco polecam przewodnik London Unlocked. Pełen ciekawych faktów i naprawdę udanych, a nie, jak czasem bywa, drętwych, podpowiedzi, jak dzieciom zapewnić rozrywkę w wielkim mieście. Jest cała seria tych przewodników: po Edynburgu, Devon i Kornwalii, itd.
I jeszcze Londyn - przybornik Muji (to raczej dla nastolatki, albo nawet dorosłej osoby):

EN: Speaking of incredible illustrations, just look at this beauty:


This series of fairy tales is published by a high-end publisher, the Folio Society, they are all exquisite and have commensurate price tags. Not really for small children, unless they are extremely tidy ones. For now, I am happy with a 10-book collection about myths and legends, by Marcia Williams. When I learnt to read, Greek myths were my favourite stories and I still love them.

PL: Te bajecznie pięknie wydania baśni publikuje The Folio Society, wydawnictwo specjalizujące się w kolekcjonerskich, najwyższej jakości publikacjach - za odpowiednio wysoką cenę. Mam nadzieję, że kiedyś będę mogła zacząć kolekcję książek FS. Na razie jednak zadowoliłam się kompletem 10 książek Marcii Williams o mitach i legendach, m.in. mitach greckich i legendach arturiańskich. Kiedy nauczyłam się czytać, moją ulubioną książką były Mity Greckie, i do dziś to jedna z moich pasji.


EN: On the 23rd, we are going to see Hansel and Gretel at the relatively new Berry Theatre, which is not far from us (in all the doom and gloom, it is good to know new theatres are being opened). There are many excellent books of Brothers Grimm's fairy - tales (including pop-ups), but this was the one I liked the most:

PL:  W piątek idziemy obejrzeć przedstawienie Jasia i Małgosi w stosunkowo niedawno otwartym Berry Theatre (tym samym mamy w promieniu 20 mil kolejny z kilku teatrów do wyboru). Zaś w niedzielę, Christmas Day, BBC przygotowało dla dzieci animację cudownej kontynuacji The Gruffalo, The Gruffalo's Child (o zeszłorocznej animacji pisałam tu). Obejrzymy całą trójką, a o filmach i serialach, gdy cdn.


*Niedawno znajoma z W-wy, która chciałaby się w Pl specjalizować w redagowaniu i publikacji takich książek, potwierdziła moje niewesołe przypuszczenia: w Pl nie wydaje się takich książek, chyba żaden polski ilustrator nie specjalizuje się, tak jak Jennie, w pop-ups, i jedyne dostępne są sprowadzone z zagranicy, najczęściej po angielsku. Owszem, produkcja takiej książki jest droższa, ergo ceny wyższe, ale czy naprawdę mniejsza cenowa przystępność to jedyny powód, dla których nie powstają w Polsce takie książki? To kolejne dziwactwo niedojrzałego polskiego rynku, niewiele mniej absurdalne niż to, że nie dodrukowuje się popularnych tytułów, np. Gruffalo.

10/12/2011

Podsumowania i polecanki - dzieci

Nicholas jest w tym roku po raz pierwszy naprawdę podekscytowany Bożym Narodzeniem. Codziennie nie może się doczekać otwarcia kolejnego okienka/drzwi w swoim adwentowym kalendarzu - domku. Wczoraj byliśmy na panto (Kopciuszek), które mu się wyraźnie podobało, wybieramy się też na inne świąteczne przedstawienie, Jasia i Małgosię. Nowa pasja to Harry Potter i magia - wczoraj usiłowałam zdefiniować duchy. Spróbujcie sami, a przekonacie się, że trudno odpowiedzieć na pytanie o byty w które a) się nie wierzy b) są niematerialne.
Zdjęcia z sierpniowej wycieczki do "Sodoru" czyli Watercress Line, na spotkanie z Tomkiem i innymi lokomotywami

W tym roku w szkolnych jasełkach Nicholasowi przypadła rola pastuszka - i zarówno Nativity Play, szkolny kiermasz, zapalenie świateł, wizyta na Christmas Market, jak i kupowanie prezentów mamie i tacie (szkoła zorganizowała "sklepik świąteczny", dzięki czemu dzieci mogły w tajemnicy przed rodzicami i rodzeństwem wybrać i zapakować drobiazgi), sprawiły mu znacznie więcej radości, niż w latach poprzednich, bo lepiej rozumie, o co chodzi.
Mikołaj przyniesie mu przede wszystkim masę nowych książek, o których w osobnym poście, a także tablet dla dzieci, InnoTab. To gadżet z pierwszej 10 najczęściej kupowanych prezentów, nie jesteśmy zatem oryginalni, ale zważywszy na opóźnienie motoryczne* i pasję Nicholasa do zarówno książek, jak i gier komputerowych (wyłącznie edukacyjnych, najlepiej matematycznych), to połączenie e-readera i konsoli do gier  jest idealnym podarunkiem.
Z innych rozwijających intelekt gier polecam iBall3:


Bardziej tradycyjnie: ulubioną postacią z Kubusia Puchatka i jednocześnie przytulanką jest Prosiaczek, dlatego chciałabym mu też kupić tę poduszkę, choć jest teoretycznie przeznaczona dla maluchów:
Albo taką:


(No dobra, przyznaję się, to bardziej prezent dla mnie, ale mogę chociaż udawać, że kupuję dla N.)

I choć uszaty komin nadal się znakomicie sprawdza, nie mogłam się oprzeć temu kompletowi Boden:

Staramy się przyuczyć Nicholasa do samodzielnego szczotkowania zębów, a że idzie to opornie (znowu - to nie lenistwo, lecz słabsza koordynacja ruchowa) i pediatra zasugerował kupno lusterka, w którym mógłby się przeglądać, co pomoże mu skupić na tej czynności, kupiłam więc takie:

*Z tego powodu rysowanie czy inne zajęcia plastyczne, a także np. jazda na rowerze, są dla niego o wiele większym wyzwaniem, niż dla równolatków. Nic dziwnego, że nigdy go do tych zajęć nie ciągnęło i nie sprawiają mu radości, przynajmniej na razie.

09/12/2011

Świąteczna moda 2011

Zeszłoroczny post o modzie świątecznej jest jednym z najpopularniejszych, a kimże ja jestem, by odmawiać ludowi chleba i igrzysk w postaci sukienek - marzeń i obciachowych swetrów? Z jednej strony bowiem mamy cudnej urody kreacje karnawałowe, potężną dawkę glamour,  a z drugiej - Bożonarodzeniowe swetry, od dawna popularne tu i w USA - BBC nadaje właśnie nie tyle reklamę, co zajawkę Bożonarodzeniowych programów (jak zwykle rewelacyjnych, o czym osobno), w której wszyscy prezenterzy występują ubrani w takie gustowne dzianiny.  W tym roku jednak nastąpiła nobilitacja obciachowego sweterka:  taki Christmas jumper mają w ofercie niemal wszyscy projektanci  - przestał on być domeną sieciówek, bo rzeczywistość ekonomiczna skrzeczy, i zamiast kupować tani, ale jednorazowy obciach z akrylu, i potem go wyrzucać, Brytyjki i Amerykanki wolą kupić porządny, kaszmirowy lub wełniany sweter, który posłuży im całą zimę, i to (oby) nie tylko tegoroczną.
Stella McCartney
Aubin & Wills

Przebierz się za prezent - Sonia Rykiel
Takie swetry, z motywami zwanymi tu "nordyckimi", to obecnie w UK wielki przebój za sprawą... Sary Lund z absolutnie kultowego tutaj duńskiego serialu Forbrydelsen (the Killing) - o karierze swetra Sary napiszę osobno, bo jest o czym. Ten jest marki Woolrich

Dwa bardziej typowe Christmas jumpers, niezawodnego Topshop'u:


Przechodząc kurcgalopkiem od obciachu do wyrafinowania (from the ridiculous to the sublime): najpiękniejsze suknie na bal.

Biel i jej odcienie zawsze wywierają wrażenie, ale szczególnie zimą (Issa)
Malinowa czerwień Alexander McQueen - Sarah Burton to talent

LBD (mała czarna) Stelli McCartney - koronka nadal szalenie modna
I jeszcze jedna McQueen - żółty będzie jednym z najważniejszych kolorów 2012
A o jeszcze jednym trendzie,  czyli "zwierzakowych" czapkach (tak, są jeszcze bardziej modne, niż rok temu), już wkrótce.

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails