Showing posts with label Elizabeth Taylor. Show all posts
Showing posts with label Elizabeth Taylor. Show all posts

26/03/2011

Z cyklu: Ikony - Elizabeth Taylor

Miało być o czymś zupełnie innym*, ale odejście jednej z największych piękności XX wieku i ostatniej prawdziwej gwiazdy filmowej sprawiło, że wracam do cyklu o ikonach. Elizabeth Taylor osiągnęła takie szczyty sławy, jakie są niedostępne dzisiejszym "gwiazdom" - wraz z nią odchodzi epoka, w której gwiazdy miały mystique i allure - nieprzypadkowo używam francuskich słów. Dziś, gdy wszyscy kłapią o tym, co jedzą na śniadanie i jakie majtki noszą, nawet najsławniejsi aktorzy i aktorki nie mają tej mystique, tej aury tajemniczości, tego allure (powabu, czaru), jakie miały największe gwiazdy "starego" Hollywood. Strąciliśmy gwiazdy z piedestału prawdziwej, dostępnej nielicznym, wyjątkowo pięknym i utalentowanym, sławy, i wkroczyliśmy zamiast tego w epokę celebrity - popularności, którą można zdobyć robiąc z siebie idiotę w reality shows lub dzięki fałszowaniu przez parę minut na YouTube. (Kiedyś pewna polska blogerka zastanawiała się, dlaczego Kate Moss jest uważana za najbardziej ikoniczną modelkę - przyczyn jest wiele, ale jeden ważny powód to to, że ona b. rzadko udziela wywiadów, a jeśli już, to rozmówcy są uprzedzani, by nie zadawać jej pytań zbyt osobistych.)
I choć Elizabeth Taylor była jedną z najbardziej fotografowanych kobiet świata, to udało jej się zachować tę aurę tajemniczości i wyjątkowości. Ze swoim fiołkowym spojrzeniem i oszałamiającą urodą współczesnej Heleny Trojańskiej, obsypana najbardziej kosztownymi klejnotami świata, wielbiona przez mężczyzn, także tych o odmiennej orientacji, i podziwiana przez kobiety, utalentowana aktorka, która hipnotyzowała swoją koncertową grą w Kto się boi Virginii Woolf? Taylor jest oddalona o lata świetlne od ekshibicjonistki - beztalencia typu Paris Hilton. Żegnaj, Elizabeth, the last movie star**.


Zdjęcie autorstwa Richarda Avedona






Na planie Kotki na gorącym blaszanym dachu. Niedawno kupiłam bardzo podobną halkę
Figura Elizabeth, choć oszałamiająca, była bardziej realna, niż osiągnięte ekstremalnym reżimem dietowo- ćwiczeniowym a czasem także przy pomocy chirurga wychudzone sylwetki dzisiejszych celebrytek. Dużo bliżej mojej figurze do figury niewysokiej i biuściastej Elizabeth niż do figury chudej Keiry czy mającej wzrost koszykarki (i używającej w rozbieranych scenach tzw. body doubles, czyli dublerek) Julii Roberts.
Z Paulem Newmanem. Takich legend jak oni już nie ma
Biżuteria, prawdziwa, była pasją Elizabeth

Ikoniczny, wielokrotnie kopiowany, wizerunek
Prawdziwie gwiazdorski dodatek - kapelusz
Z miłością swego życia - Richardem Burtonem


"She was unquestionably gorgeous.
I can think of no other word to describe a combination of plentitude, frugality, abundance, tightness.  She was lavish.
She was a dark unyielding largesse.
She was, in short, too bloody much"
Słynne wyznanie Richarda Burtona 




Jej oczy ponoć naprawdę miały ten niezwykły odcień fiołków

"I'm a survivor.
I'm a living example of what people can go through and survive"

Elizabeth Taylor
(1932-2011)


*W kolejce czeka post przypomnieniowo - poradniczy nt. czerwonych szminek. Pamiętacie? Termin upływa 11 kwietnia.
** Taki tytuł nosiła jedna z biografii Taylor.

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails