Niełatwo lubić taką ulubienicę bogów, jak
Ines de la Fressange. Kiedy ktoś, kto trafił szóstkę na loterii genetycznej, jest szczupły, wysoki, i ledwo uszczknięty zębem czasu w wieku 52 lat (i ma przy tym ruchome czoło), mówi, że uwielbia batoniki Crunchie marki Cadbury*, to osoby mniej pobłogosławione przez los mają w oczach mord. Dodajmy do tego karierę, jakich mało: przez lata muza Karla Lagerfelda i modelka Chanel, Ines była ambasadorką najbardziej ikonicznej marki w historii mody, a także, jako Marianna, symbolem swego kraju. Teraz Ines jest dyrektorką kreatywną we wskrzeszonym z martwych domu mody Roger Vivier, który też radzi sobie całkiem dobrze.
 |
| W niedawnym wywiadzie na żywo w programie śniadaniowym BBC Ines wyglądała właśnie tak - na 35 lat, ale jednocześnie naturalnie. |
A jednak Ines udało się zyskać moją sympatię (i parę moich funtów, o czym poniżej). Nie wszystko w jej życiu układało się gładko: jej własny dom mody zbankrutował, a ona straciła prawo do używania swojego imienia i nazwiska - ktoś inny został właścicielem znaku firmowego "Ines de la Fressange". We wszystkich wywiadach z nią wyczuwam, że Ines nie bierze siebie i mody zbyt serio (brytyjska raczej, niż francuska cecha), często mówi o tym, że trzeba dbać o to, by "w życiu był element lekkości i frywolności". Dlatego gdy tylko pojawił się angielski przekład jej książki pt.
Parisian Chic. A Style Guide by Ines de la Fressange with Sophie Gachet (współautorką jest dziennikarka francuskiej edycji ELLE), trafił do mego koszyka.
Już przedmowa i jej własne, lekko satyryczne rysunki (w stylu powyższego "autoportretu" na okładce) przekonują, że czytając ten przewodnik, będziemy się po prostu dobrze bawić, a przy okazji dowiemy się, gdzie w Paryżu można dobrze zjeść, i gdzie ubrania i dodatki kupują Paryżanki pokroju Ines, bowiem duża część książki to przewodnik nie tyle po paryskim stylu, co po restauracjach, sklepach, hotelach, muzeach, salonach fryzjerskich i innych wartych odwiedzenia miejscach - przydatnych zwłaszcza, jeśli mamy czas i pieniądze na dłuższe rozkoszowanie się "miastem świateł". Jeśli chcesz wiedzieć, gdzie w Paryżu jest największy wybór świec zapachowych albo gdzie kupić najbardziej urocze ubranka dla maluchów -
Ines is your woman. Nie znam Paryża dobrze, a zwiedzałam to miasto jako biedna polska studentka, żywiąc się głównie bagietką, dlatego przewodnik Ines, mam nadzieję, przyda mi się, gdy udam się tam jako bogata burżujka w wieku balzakowskim. Przeglądając tę książkę, snuję takie marzenia, a
Parisian Chic w tym pomaga, jest bowiem ładnie wydana i zawiera aż 350 zdjęć i ilustracji - każde z opisanych miejsc sfotografowano. Zresztą nie wszystkie te miejsca są drogie - hotele na przykład są raczej z kategorii interesujących, czy godnych uwagi ze względu na lokalizację lub historię, niż luksusowych. Jednym słowem, jeśli liczysz na poradnik w stylu tych, które produkują Trinny & Susannah czy Gok Wan, będziesz zawiedziona. Ines nie pisze właściwie nic o typach figury czy dobieraniu kolorów, zatem jeśli szukasz informacji o tym, jakie fasony pasują kobiecie o figurze np gruszki, albo czy turkus pasuje do Twojego typu urody, odsyłam do przewodników wspomnianych brytyjskich stylistów. Przeczytawszy takich poradników na kopy, ja braku takich porad nie żałowałam i nie czułam się też rozczarowana tym, iż niemal wszystkie "tajemnice stylu", o których Ines pisze, były mi już znane - ostatecznie tym się zajmuję. Z przyjemnością przeczytałam o tych samych zasadach, o których czytałam już wcześniej, bo okraszone są spostrzeżeniami Ines, które są świeże, czasem zabawne, i w których wyczuwa się nutkę tej typowo paryskiej nonszalancji, która stanowi tak ważną część
allure Paryżanek. Ines np. uważa, że podstawa garderoby to siedem rzeczy - czyli tak samo, jak Donna Karan, nie jest zatem oryginalna, ale Ines pisze o nich z punktu widzenia Paryżanki, podając od razu nazwy sklepów, w których można je kupić (np. najlepszą, i wcale nie dizajnerską,
tank, czyli koszulkę bez rękawów, można znaleźć we francuskiej sieci Petit Bateau lub amerykańskiej Abercrombie & Fitch). Do zdjęć demonstrujących różne "żelazne zestawy" szykownej Paryżanki pozowała młodziutka córka Ines - równie szczupła i wysoka, a przy tym śliczna, nie jest to zatem poradnik, który zaprojektowano z naciskiem na realizm, a grupą docelową są osoby, które lubią i interesują się modą, a nie te, którym jest obojętna - te może nawet zniechęcić.
Wyznam, że książka podoba mi się także dlatego, że zawsze miło uzyskać potwierdzenie od osoby uznawanej za chodzące wcielenie dobrego gustu, iż co nieco już o dobrym stylu wiem. Podzielam też jej skłonność do pedanterii - tu np. Ines entuzjazmuje się doskonale zorganizowaną garderobą:

Nie uda mi się uciec od banału: styl Paryżanki to ponadczasowa klasyka, ze szczyptą najnowszych trendów. To przy tym styl wcale nie tak trudny do naśladowania, nawet przy ograniczonym budżecie - pod warunkiem, że zakupy będziemy starannie planować, a w ubieranie się włożymy nieco "wysiłku" (bo to ma być przyjemność, a nie katorga - Ines nawet radzi, jakiej piosenki słuchać, ubierając się, by poczuć odpowiedni nastrój). Od dawna wierzę w to, że tak naprawdę o tym, czy ktoś wygląda stylowo i "kosztownie" decyduje w znacznie większym stopniu zadbanie (zęby, włosy, cera, paznokcie), niż bardzo drogie ubrania i dodatki - i tę "tajemnicę" Ines też "zdradza". Czego Paryżankom może z mojego punktu siedzenia brakować, to indywidualizmu i odwagi - bo w tym celują Angielki, o których stylu już wkrótce, przy okazji kolejnej recenzji książki - tej po prawej stronie:
 |
| Po prawej: Przewodnik Luelli (Bartley) po Angielskim Stylu |
*To wyznanie Ines poczyniła w książce zamieszkałej we Francji Brytyjki,
Two Lipsticks and a Lover. Książkowa
guilty pleasure: lekka i przyjemna lektura na temat różnic w stylu życia i mentalności Francuzek i Brytyjek.