Showing posts with label Autyzm. Show all posts
Showing posts with label Autyzm. Show all posts

15/10/2013

O szkole specjalnej

Update szkolny: Nicholas zaczął czwartą już klasę (choć ma dopiero 8 lat, taki tu przeklęty system  - na szczęście coraz więcej tubylców narzeka, ja już przestałam strzępić język), ale w nowej szkole. Jest to szkoła specjalna, jedyna taka w promieniu 50 mil - a my, zupełnie przypadkowo, mieszkamy o rzut oszczepem, najbliżej zapewne w całej historii tej szkoły. Dojście zajmuje nam 7 minut (mierzyłam). Wystarczy jednak mieszkać dalej niż 5 mil, a automatycznie przysługuje transport - oczywiście przystosowany do potrzeb niepełnosprawnych, z personelem z CRB (Criminal Records Bureau  - w UK każdy, kto pracuje z dziećmi, jest sprawdzany na okoliczność wyroków, by wyeliminować pedofili, jeżdzących po pijanemu etc) - oprócz kierowcy, w busie czy taksówce musi też być tzw. escort, a więc opiekun/ka na czas przejazdu. Dla mnie niestety oznacza to, że nie mam szansy bliższego zapoznania się z rodzicami, bo około 90% dzieci jest dowożonych na koszt hrabstwa, i rodzice ani ich nie przywożą, ani odbierają.
Wykorzystuję więc każdą okazję, a jest ich szczęśliwie wiele, by poznać rodziców. Spotkania przy kawie, kiermasze, festyny, z których fundusze zasilają szkołę - w to wszystko jestem zaangażowana (i jak zwykle podziwiam i polecam uwadze komitetom rodzicielskim w Pl, które, kiedy ja chodziłam do szkoły, nie robiły zupełnie nic, tak chyba było wszędzie, choć moja podstawówka była wyjątkowo beznadziejna).
Pomagam sprzedawać podarowane przez rodziców i personel książki dziecięce w czasie kiermaszu (Summer Fete)

Wracając jednak do szkoły: jesteśmy na 100% pewni, że podjęliśmy właściwą decyzję. Nicholas jest w grupie Maskonurów - w szkole nie ma klas, lecz grupy, liczące maksimum 10 dzieci, które mają ptasie nazwy. W każdej takiej grupie jest pedagog i trzy osoby pomagające (Learning Support Assistants): na 115 dzieci jest 85 osób personelu. Zmiana z klasy liczącej 32 uczniów, gdzie była jedna nauczycielka i jedna LSA, to ogromna poprawa. Mimo, że Nicholas miał swoją opiekunkę 25 godzin tygodniowo, i była to wspaniała osoba, nieustanne przybywanie one to one z dorosłym okazało się fiaskiem. Po naszych doświadczeniach ze szkołą "normalną" radzę wszystkim rodzicom dzieci specjalnej troski, szczególnie autystycznych: nie wysyłaj dziecka na siłę do "zwykłej" szkoły. No chyba, że mieszkasz w Finlandii, gdzie nie ma szkół specjalnych (ani prywatnych), bo szkolnictwo jest bardzo elastyczne, egalitarne i na wyższym poziomie od tutejszego (i polskiego). Zmieniłam zdanie na temat integracji, i zarówno lektury jak i rozmowy z wieloma rodzicami potwierdzają mój sceptycyzm: dla wielu, jeśli nie dla większości dzieci niepełnosprawnych, szkoła specjalna jest o wiele lepszym wyjściem. W UK dziecko z SEN (Statement of Special Educational Needs) jest 9 razy częściej zawieszane lub całkowicie wyrzucane ze szkoły zwykłej (mainstream), niż dziecko bez SEN. Integracja i motywowanie dzieci neuronietypowych przez neurotypowe to fikcja - kończy się na tym, że dziecko autystyczne spędza czas z dorosłą opiekunką, nauczyciel/ka nie mają bowiem czasu w ogóle, mając 30 neurotypowych dzieci do uczenia, na pracę ze "specjalnym", a neurotypowe dzieci bawią się między sobą, a nie z tym, który jest "inny". Jaki zatem pożytek z bycia w "normalnej" szkole? Taki, że w raporcie, w którym dziecko, którego mózg funkcjonuje inaczej, jest mierzone wg kryteriów stawianych dzieciom z mózgami typowo pracującymi, i potem miażdząco oceniane jako "poniżej oczekiwań"? Jakby powiedział ten wielki mędrzec, Homer Simpson: Doh! Apples and oranges - nie porównuj jabłek z pomarańczami. Żaden  pożytek. W szkole zwykłej każda klasa ma narzucony taki sam program, dla wszystkich uczniów, a indywidualizacja dla dziecka specjalnej troski jest kolejną fikcją - i tak jest zawsze mierzone wg programu głównego, bo cały system to wielka machina, która jest mało elastyczna. Dla kontrastu, w bardzo elastycznej szkole specjalnej każde dziecko ma prawdziwie indywidualny, dostosowany nie do wieku, lecz do możliwości, program, nie ma zadań domowych, nie ma idiotycznych raportów o byciu na poziomie rozwoju"poniżej oczekiwań" (below national expectations).
Podsumowując: silenie się na integrację i walka o utrzymanie dziecka w zwykłej szkole za wszelką cenę -  wg mnie nie są tego warte. Szkoła specjalna to nie wyrok i poddanie się - to często ogromna poprawa i zmiana na lepsze, szansa na to, że w przyszłości dziecko będzie bardziej pewne siebie, pełne wiary w swoje możliwości, szczęśliwsze, uniknie prześladowań i będzie bardziej niezależne.

29/12/2011

Podsumowania i polecanki - filmowo

W porównaniu z Chihiro (polecam jej Podsumowanie filmowe), jestem słabiutka niczym euro, jeśli chodzi o ilość obejrzanych w 2011 roku filmów, ale jednak odsianie dziesięciu ziaren od ok. setki plew nie było trudne. Nie wszystkie to nowości, włączyłam też kilka filmów zwanych familijnymi. Wielu najwyżej ocenianych tegorocznych premier jeszcze nie widziałam - z chwilą przybycia na świat potomstwa wyjście do kina staje się operacją skomplikowaną i kosztowną, nie uznaję też piractwa i korzystam wyłącznie z legalnej internetowej wypożyczalni, muszę zatem czekać, aż ukaże się DVD/Blu - Ray. Nie znajdziecie tu zatem Midnight in Paris, The Artist, Drive czy A Separation, filmów, na które czekam niecierpliwie, i które na 99% mi się spodobają. Przepraszam, ale nie zawsze podaję polskie tytuły.
1. Mary and Max - przyznam, że od czasów, kiedy mieszkałam w Londynie i stykałam z koczującymi tam Aussies b. często, miałam nienajlepszą opinię o wkładzie Australijczyków w kulturę. Sama Germaine Greer mówi o swej ojczyźnie, że jest "pustynią kulturalną", ale mieszkańcy kontynentu trzech B (beer, beach and barbecue) zrehabilitowali się w moich oczach tym jednym, animowanym, ale przeznaczonym dla dorosłych, wybitnym dziełem. To prawdziwy klejnot, przede wszystkim chyba najlepszy z filmów, w których główny bohater to postać z autystycznego spektrum (tu - Zespół Aspergera), poza tym wzruszający, ale nie ckliwy, mądry, smutny, ale i ze sporą dawką humoru. Bardzo polecam.
2. A skoro mowa o filmach pozbawionych sentymentalizmu, podobał mi się Winter's Bone. Jęczące, rozpieszczone i litujące się nad sobą małolaty powinny być zmuszane, pod groźbą odcięcia od Facebooka, do obejrzenia tego filmu i czerpania przykładu z bohaterki, doskonale zagranej przez Jennifer Lawrence. Poza tym zawsze cieszy mnie, gdy to kobieta reżyseruje dobry film - reżyseria to jeden z ostatnich bastionów męskiej dominacji, szczęśliwie coraz mocniej szturmowany...
3. ...bo np. w 2012 tutejszy parlament zmieni, mam nadzieję, prawo, i wreszcie podąży w ślady mądrzejszych (jak zawsze) Skandynawów, jeśli chodzi o dziedziczenie tronu, tak, by następcą zawsze było pierwsze dziecko, bez względu na płeć, a nie, jak do tej pory - potomek płci męskiej. 2011 był dobrym rokiem dla tutejszej monarchii, ze względu nie tylko na Ślub Stulecia, ale także wielki sukces filmu King's Speech, który musiał się, oczywista, znaleźć na mojej liście. Podzielę się przy okazji plotką, że Colin Firth kandyduje obecnie do kultowej roli Profesora Higgingsa w planowanym remake'u My Fair Lady (jego głównym rywalem jest Hugh Grant), zaś Elizę, którą wszyscy pamiętamy w kreacji Audrey Hepburn, ma zagrać znakomita (i odważna) Carey Mulligan.
4. Carey pojawiła się jako jedna z sióstr Bennett w udanej adaptacji Dumy i Uprzedzenia Joe Wright'a (obejrzałam dziś po raz nie wiem który), ale 2011 był rokiem sióstr  Brontë, a nie Jane Austen (2012 będzie zaś rokiem Dickensa) i nowa wersja Jane Eyre szczęśliwie nie zawiodła - więcej napisałam tu.
5. Niedługo po powrocie z wakacji w Walii wypożyczyłam film, którego akcja dzieje się w Walii - Submarine. Oparty na powieści Joe Dunthorne'a, którego miałam przyjemność poznać osobiście (tu opisuję, jak do tego doszło), jednego z najciekawszych brytyjskich pisarzy młodego pokolenia, to film bardzo kameralny, zabawny i doskonale zagrany (ciekawostka: w Submarine główną postać gra Craig Roberts, jego matkę zaś - Sally Hawkins. W Jane Eyre ci sami aktorzy znowu grają matkę i syna).
6. Innym filmem, którego główny bohater to nastolatek, jest Hugo w reżyserii Martina Scorsese - mnie jego wolne tempo się podobało, ale kilku znajomych narzekało, że akcja zbyt wolno się rozwija. Wielkim atutem są wspaniałe zdjęcia i w tym przypadku 3D się sprawdziło.
7. Hugo to hołd złożony kinu i jego pionierom, a stary (z 1945 roku), czarno - biały film, który jest absolutną klasyką brytyjskiego kina i do którego nieustannie znajduję odniesienia w tutejszej literaturze i prasie, to Brief Encounter - jeśli np. ktoś pisze o "wymowie w stylu Brief Encounter", wiadomo, że chodzi o dobrą dykcję i elokwencję ludzi wykształconych i zamożnych. To jeden z najpiękniejszych filmów o miłości - jeśli macie słabość do Casablanki czy Przeminęło z wiatrem, koniecznie obejrzyjcie BE.
8. 9. i 10. Wspomniałam, że uwzględnię filmy dziecięce/familijne: trzy, które mi się najbardziej podobały, to How to Train Your Dragon, Rango i Tangled (wszystkie to animacje). Przed świętami zaś zabrałam Nicholasa na również animowanego Arthur Christmas (polski tytuł to zdaje się Artur ratuje Gwiazdkę), który bardzo się nam podobał i który polecam obejrzeć w przyszłe święta całą rodziną. Film miał dla mnie kilka dodatkowych, osobistych smacznych kąsków - zaczyna się w mojej ukochanej Danii, potem akcja przenosi się do Niemiec (pada nazwa Flensburg, w którym to mieście byłam na ich pięknym Bożonarodzeniowym kiermaszu!), a następnie - do Polski.
A skoro mowa o animacjach, z niecierpliwością czekam na film pt. Brave - poniżej zajawka - posłuchajcie pięknych szkockich akcentów.

10/12/2011

Podsumowania i polecanki - dzieci

Nicholas jest w tym roku po raz pierwszy naprawdę podekscytowany Bożym Narodzeniem. Codziennie nie może się doczekać otwarcia kolejnego okienka/drzwi w swoim adwentowym kalendarzu - domku. Wczoraj byliśmy na panto (Kopciuszek), które mu się wyraźnie podobało, wybieramy się też na inne świąteczne przedstawienie, Jasia i Małgosię. Nowa pasja to Harry Potter i magia - wczoraj usiłowałam zdefiniować duchy. Spróbujcie sami, a przekonacie się, że trudno odpowiedzieć na pytanie o byty w które a) się nie wierzy b) są niematerialne.
Zdjęcia z sierpniowej wycieczki do "Sodoru" czyli Watercress Line, na spotkanie z Tomkiem i innymi lokomotywami

W tym roku w szkolnych jasełkach Nicholasowi przypadła rola pastuszka - i zarówno Nativity Play, szkolny kiermasz, zapalenie świateł, wizyta na Christmas Market, jak i kupowanie prezentów mamie i tacie (szkoła zorganizowała "sklepik świąteczny", dzięki czemu dzieci mogły w tajemnicy przed rodzicami i rodzeństwem wybrać i zapakować drobiazgi), sprawiły mu znacznie więcej radości, niż w latach poprzednich, bo lepiej rozumie, o co chodzi.
Mikołaj przyniesie mu przede wszystkim masę nowych książek, o których w osobnym poście, a także tablet dla dzieci, InnoTab. To gadżet z pierwszej 10 najczęściej kupowanych prezentów, nie jesteśmy zatem oryginalni, ale zważywszy na opóźnienie motoryczne* i pasję Nicholasa do zarówno książek, jak i gier komputerowych (wyłącznie edukacyjnych, najlepiej matematycznych), to połączenie e-readera i konsoli do gier  jest idealnym podarunkiem.
Z innych rozwijających intelekt gier polecam iBall3:


Bardziej tradycyjnie: ulubioną postacią z Kubusia Puchatka i jednocześnie przytulanką jest Prosiaczek, dlatego chciałabym mu też kupić tę poduszkę, choć jest teoretycznie przeznaczona dla maluchów:
Albo taką:


(No dobra, przyznaję się, to bardziej prezent dla mnie, ale mogę chociaż udawać, że kupuję dla N.)

I choć uszaty komin nadal się znakomicie sprawdza, nie mogłam się oprzeć temu kompletowi Boden:

Staramy się przyuczyć Nicholasa do samodzielnego szczotkowania zębów, a że idzie to opornie (znowu - to nie lenistwo, lecz słabsza koordynacja ruchowa) i pediatra zasugerował kupno lusterka, w którym mógłby się przeglądać, co pomoże mu skupić na tej czynności, kupiłam więc takie:

*Z tego powodu rysowanie czy inne zajęcia plastyczne, a także np. jazda na rowerze, są dla niego o wiele większym wyzwaniem, niż dla równolatków. Nic dziwnego, że nigdy go do tych zajęć nie ciągnęło i nie sprawiają mu radości, przynajmniej na razie.

01/04/2011

Autyzm jest trendy II - Światowy Dzień Autyzmu

Temple Grandin, jedna z najsławniejszych osób z autyzmem na świecie, a przy tym autorytet w dziedzinie zoologii i projektantka najbardziej humanitarnych rzeźni, twierdzi, że gdyby nie osoby neuro - nietypowe, ludzkość być może nadal byłaby na etapie epoki kamienia łupanego. Pisałam o telewizyjnym filmie biograficznym, w którym w postać Temple wcieliła się Claire Danes (wspomniałam też wtedy o innym filmie, w którym osobę z Zespołem Aspergera zagrał jej mąż, Hugh Dancy. Danes w niedawnym wywiadzie w Sunday Times powiedziała, że był to szczęśliwy zbieg okoliczności, oboje bowiem mogli korzystać z tych samych książek w trakcie przygotowań do swoich ról). Danes zbiera teraz nagrody za tę rolę na prawo i lewo a film zawitał już do Europy, w UK pokazany zostanie 3 kwietnia, z okazji jutrzejszego Światowego Dnia Świadomości Autyzmu (International Autism Awareness Day), mam zatem nadzieję, że i któraś z polskich stacji go zakupi. Książki Temple są klasyką, jeśli chodzi o literaturę o autyzmie, w dodatku napisane przez osobę z ASD, co jest wyjątkowe.  Niektóre z nich są także klasyką z dziedziny zoologii.
Słynna książka Thinking in Pictures, która w fascynujący sposób opisuje sposób myślenia osoby neuro-nietypowej
Tu z kolei klasyka z dziedziny psychologii zwierząt
Wracając do tezy Temple: potwierdza ją udany serial komediowy, The Big Bang Theory, którego bohater, Sheldon, zdradza klasyczne objawy Zespołu Aspergera. Wśród geniuszy nauk ścisłych mniejsza lub większa neuro - nietypowość jest...typowa - a bez nich nadal spędzalibyśmy dni na dłubaniu w ziemi w poszukiwaniu jadalnych korzonków. Gdzieś na spektrum autystycznym, na końcu bliskim neurotypowości, znajduje się być może również Mark Zuckerberg, założyciel Facebooka (jeszcze raz polecam The Social Network), o to samo podejrzewany jest Bill Gates, a także jeden z kilku zaledwie ludzi, którzy fortuną dorównali, a nawet prześcignęli Gates'a, czyli Warren Buffett - gdy czytałam w jego znakomitej biografii, The Snowball: Warren Buffett and the Business of Life o np. obsesji na punkcie kolejki (b. typowa dla chłopców z autyzmem obsesja), brzmiało mi to dziwnie znajomo.
Telewizja i literatura mają od kilku już lat obsesję na punkcie ludzi, którzy są wybitnie inteligentni i/lub utalentowani, ale społecznie nieprzystosowani. Niekoniecznie są to osoby z autyzmem - Dexter Morgan z serialu Dexter nie jest autystyczny, ale neuro - typowy na pewno nie jest. Dr Gregory House z serialu House ociera się o autyzm - zresztą w jednym odcinku Dr Wilson diagnozuje u niego Aspergera. Bohaterka genialnego duńskiego serialu Forbrydelsen, detektyw Sarah Lund, również ma niemal autystyczną osobowość - obsesyjność połączona z emocjonalnym zahamowaniem czyni z niej świetnego detektywa, ale psuje jej relacje z rodziną i w pracy.
Prawdziwi idole, tacy jak Jamie Oliver oraz Heston Blumenthal, to także obsesjonaci, którzy otwarcie przyznają się do ADD (w przypadku Jamiego także do dysleksji).
Przywołuję te wszystkie, prawdziwe i fikcyjne, postaci, by przypomnieć z okazji Światowego Dnia Autyzmu, jak wiele wszyscy zawdzięczamy temu, że niektórzy, głównie chłopcy, rodzą się z nietypowymi mózgami. I przy okazji podkreślić - autyzm nie jest "wyleczalny". Niedawno na stronie jednej z bardziej znanych polskich fundacji charytatywnych przeczytałam apel rodziców dziewczynki z ASD, z prośbą o pomoc w "wyrwaniu jej z otchłani" autyzmu dziecięcego. Chciałabym, by w polszczyźnie przestano wreszcie używać terminu "autyzm dziecięcy", jest on bowiem niepoprawny i sugeruje biednym rodzicom, że dziecko może z autyzmu "wyrosnąć". Ponieważ mózgi osób z autyzmem wyglądają i funkcjonują inaczej, niż ludzi z mózgami neurotypowymi, poprawna jest terminologia angielska, która obecnie zawsze określa autyzm jako lifelong condition - autyzm ma się do końca życia. O tym, że mózgi osób z ASD wyglądają nieco inaczej, wiedziano już od dawna, ale w zeszłym roku nastąpił prawdziwy przełom, który, mam nadzieję, zrewolucjonizuje diagnostykę autyzmu. 10 sierpnia 2010 BBC podało, iż dzięki obrazom mózgu, uzyskanym dzięki MRI (rezonansowi magnetycznemu) w przyszłości wszystkie osoby podejrzewane o ASD będą mogły uniknąć przewlekłego procesu, jakim jest diagnozowanie autyzmu na podstawie obserwacji i testów. Mimo, że ten proces diagnostyki zaburzeń neurologicznych jest w UK ujednolicony, odbywa się właściwie wyłącznie w ramach państwowej służby zdrowia (żeby było jasne - to ogromna zaleta, a nie wada) i jest skoordynowany zarówno z władzami oświatowymi, jak i pomocą społeczną, w związku z czym możliwość mylnej diagnozy jest bardzo ograniczona, to jednak perspektywa, iż można uzyskać niemal 100% pewności w ciągu 15 - minutowego badania, jest bardzo ekscytująca. MRI jest drogie, zatem na powszechne stosowanie tej metody poczekamy jeszcze trochę, ale to duży krok naprzód.
Zdjęcie przedstawiające mózg osoby z ASD

05/01/2011

Poświątecznie

Ferie dziecka = wymuszona blogowa absencja. Nicholas spędza (za) dużo czasu przed ekranem mojego (nominalnie) Maka, na grach Cbeebies, kanału dziecięcego BBC - wszystkie szlachetnie ekologiczno  - edukacyjno - poprawne politycznie, co nieco uśpiwa nasze sumienia. By nie zszargać do końca naszej rodzicielskiej reputacji dodam, że wolę, by spędzał czas na grach zaprojektowanych bez wyjątku tak, by czegoś go nauczyły, niż na tzw. stimming, czyli typowym dla dzieci z autyzmem powtarzaniu jednej czynności często godzinami, np. machaniu rękami - w przypadku Nicholasa to podskakiwanie i machanie zabawką. Wszyscy rodzice dzieci z ASD wiedzą, że  interakcja taka, jaka jest możliwa z dzieckiem neurotypowym - np. wspólne malowanie, tradycyjne gry, układanie puzzli, wspólne pieczenie ciasteczek - z dzieckiem z ASD jest trudnym, jeśli w ogóle wykonalnym, wyzwaniem. W każdym razie z dzieckiem równie opóźnionym rozwojowo, co Nicholas, jest to wciąż marzeniem raczej, niż realistycznym oczekiwaniem.
U sąsiadów,  z ich kotem
Tak więc ferie Nicholas spędził w dużej mierze na grach (ale tylko Cbeebies i tylko na Maku, specjalnie nie kupiliśmy mu przenośnej konsoli, by kontrolować jego czas przed ekranem), my zaś na relaksie, jedzeniu i oglądaniu całych serii na DVD (i - nieuchronna konsekwencja kombinacji trzech ww. - tyciu). A także na intensywnym udzielaniu się towarzysko i odwiedzaniu przyjaciół - w okresie świątecznym spędziliśmy 6 dni w kręgu naszych przyjaciół i sąsiadów, w różnych domach i konfiguracjach, a także dwukrotnie gościliśmy kilkoro znajomych u siebie. W tym roku po raz pierwszy tak się złożyło, że nie zobaczyliśmy za to nikogo z naszych rodzin. Te święta potwierdziły, że w społeczeństwach zachodnich, w obliczu upadku tradycyjnej, "nuklearnej" rodziny, przyszłością jest "rodzina, która sami sobie wybieramy" - przyjaciele, z którymi łączą nas czasem więzy silniejsze, niż więzy krwi.
Z tyłu napis: Design Created by Nicholas
Coraz więcej szkół w UK sprzedaje profesjonalnie drukowane kartki świąteczne z rysunkami swoich uczniów (część dochodów idzie na rzecz szkoły, podobnie jest z większością kartek sprzedawanych w UK, które zasilają setki fundacji charytatywnych)  - powyżej rysunek Nicholasa (miał dużą pomoc, sam tak jeszcze nie potrafi). Dostaliśmy w tym roku sporo takich kartek, a także kartki ze zdjęciami dzieci.
Podrzucam pomysł - spersonalizowane kartki może nie są zgodne z religijnym duchem świąt, ale jeśli to Wam nie przeszkadza, polecam.
Skoro o kartkach mowa, kolejny pomysł, którym mogę się podzielić, jest Christmas Card Tree - świąteczny obyczaj, który mąż wyniósł z domu. Co roku spryskuje on dużą gałąź srebrnym sprayem, owija bluszczem i światełkami, umieszcza w stojaku, i tak eksponujemy kartki, które otrzymaliśmy - tradycyjnie karki umieszcza się na kominku, ale nie znam nikogo, komu starczyłoby na nim miejsca na kartki, i w wielu domach pojawia się dylemat: jak je wyeksponować? Nasz sposób uważam nieskromnie za doskonały i w dodatku prawie bezpłatny (można tu kupić specjalne "stojaki" na kartki).

W minione święta jedna z największych fundacji charytatywnych w UK (i na świecie), Oxfam, zatrudniła matematycznego geniusza do stworzenia wzoru na szczęśliwe święta (happy Christmas formula). Wzór jest dość skomplikowany, ale najważniejsze liczby to: 3 tygodnie wolnego; wchłonięcie 7000 kalorii... nie przez 3 dni, lecz jednego, 25 grudnia; 15 cm śniegu; co najmniej 1 prezent dany i otrzymany - optymalna liczba otrzymanych to 6; 0 minut spędzonych w podróży (to ideał); mniej niż 5 kłótni (waśnie rodzinne to jednak nieodłączna część świąt dla wielu - jak powiedział Osioł w Shreku: it is not Christmas until somebody cries); nie więcej niż 10 godzin spędzonych na zakupach.

Nasze święta były mniej lub bardziej wg tego wzoru, i mam nadzieję, że Wasze również.
A gdy cdn...:

15/09/2010

Dni z Tomkiem

Dzięki uprzejmości Delie (dziękuję!) stałam się właścicielką jednej z kultowych na blogach kulinarnych książek kucharskich, Kuchnia z Zielonego Wzgórza. Zaczęłam ją z uciechą kartkować, i nie dalej jak po 5 minutach wzrok mój padł na dopisek tłumaczki, wyjaśniający kwestię, której rozwiązania daremnie szukałam w sieci. Otóż angielska watercress, której święto opisywałam tutaj i o której informacji szukałam wtenczas, to, pisze na stronie 45 znakomita tłumaczka Małgorzata Hesko - Kołodzińska (ta sama, która tłumaczyła bardzo trudne w przekładzie Służące): "Rukiew wodna, zwana często mylnie rzeżuchą wodną - roślina o ciemnozielonych liściach, rosnąca dziko w rowach, na brzegach rzek i strumieni. Liście o ostrym smaku są wykorzystywane do sałatek, zup, kanapek. W Polsce mało popularna i niedostępna w handlu. Można ją zastąpić rukolą." Aha!  I wszystko jasne, swoją drogą szkoda, że nie ma takiej informacji  w sieci (lub jest, tylko mnie nie udało się znaleźć, choć wątpię - w końcu ukończyłam kurs szukania info w internecie). Dodam jedynie, że rukiew jest obecnie także hodowana i tak się składa, że mieszkam w jej zagłębiu, i dlatego pobliski uniwersytet w Southampton prowadzi badania nad jej dobroczynnymi właściwościami, w które wierzyli już starożytni. Dziś wszystkie media doniosły, że rukiew może potencjalnie pomóc w leczeniu raka piersi - więcej informacji tutaj. Może warto wprowadzić ją do jadłospisu Polaków?
Rozgadałam się tak o rukwi, bo jej imienia jest także zabytkowa kolej parowa - Watercress Line, która jest jednocześnie wcieleniem kolejki z fikcyjnego Sodoru - czyli wyspy, na której mieszka Tomek i inne lokomotywy w znanych wszystkim dzieciom książkach i filmach. Dwa razy w roku ochotnicy - sympatycy kolei parowej organizują Days Out with Thomas - a zatem dni, kiedy dzieci mogą spotkać Tomka na żywo. Zabrałam Nicholasa na taki dzień dwukrotnie - w czerwcu i sierpniu. Po raz kolejny cieszyłam się, że mieszkamy w tak wyjątkowym miejscu, zwłaszcza widząc Japończyków, którzy specjalnie przyjechali do Hampshire, by zobaczyć bohaterów tych angielskich bajek dla dzieci.

Tomek jest szczególnie drogi sercom dzieci z ASD - dzieci autystyczne często mają obsesję na punkcie różnych pojazdów, zwłaszcza pociągów. Największa w UK fundacja na rzecz ludzi z ASD, National Autistic Society, otrzymała nawet pozwolenie umieszczania wizerunku Tomka na swoich proszących o dotacje materiałach(fundraising materials) i na sprzedaż niektórych gadżetów.

Zdjęcia moje - pierwsze 4 z czerwca, 2 dalsze - z sierpnia.

04/06/2010

Nicholas Update

Autyzm to taka bestia, która wymyka się definicjom. Nie ma dwóch takich samych przypadków, dlatego słusznie po angielsku mówi się o spektrum. Nie ma czegoś takiego, jak autyzm typowy czy nietypowy, wbrew biurokratycznym kategoriom. Jest ogromna różnica między osobą z ZA (Zespołem Aspergera), często wybitnie inteligentną, a osobą na drugim końcu skali, która np. w ogóle nie mówi i wymaga pomocy w codziennych czynnościach- a jednak obie łączą problemy z komunikacją i neuro- nietypowość. To wszystko znakomicie pokazano w programie kanału Channel 4 pt. Young, Autistic and Stagestruck. Ten serial dokumentalny, pokazany w ramach  Miesiąca Autyzmu (Autism Month), jakim w UK jest kwiecień, śledził specjalny projekt teatralny, przeprowadzony pod egidą National Autistic Society, największej z fundacji zajmujących się autyzmem. Nastolatki o różnym stopniu autyzmu, miały zagrać razem w specjalnie dla nich napisanym przedstawieniu teatralnym w jednym z londyńskich teatrów, Hammersmith Lyric. Programy były niezwykle poruszające - oboje oglądaliśmy każdy odcinek ze ściśniętym gardłem, czasem ze łzami smutku, czasem radości, czasem wzruszenia. Co jest bardzo smutne: każde z tych dzieci narzekało na samotność i ostracyzm. Co jest budujące: większość radzi sobie nieźle, jest w "zwykłych" szkołach, ma różne zainteresowania (często przeradzające się w obsesję, co jest jednym z objawów ASD). Ta grupa 9 osób pokazała niczym pod lupą, jak bardzo ludzie z ASD się różnią między sobą, co częściowo tłumaczy (ale nie usprawiedliwia) częste błędne diagnozy lub ich brak.
Inny program, który bardzo nam się podobał, był jednorazowym godzinnym reportażem z życia 3 młodych mężczyzn z ASD. Rok temu pokazano pierwszy program (oglądaliśmy), w tym roku autorzy programu (ze skierowanego do młodzieży kanału BBC, BBC3) wrócili do tych osób, i pokazali, co się w ich życiu w ciągu tego roku zmieniło. Jeden z nich znalazł sobie dziewczynę (również z ASD, wzruszający był ich romantyzm i zaloty), drugi odnalazł się w szkole muzycznej i  ze względu na talent do gry na gitarze został przyjęty do zespołu muzycznego, trzeci wyprowadził się z domu rodzinnego do specjalnego domu w ramach tzw. assisted living, ale nie może znaleźć pracy, co go bardzo przygnębia (niestety jest w przytłaczającej większości - obecnie w UK tylko ok. 15% dorosłych z ASD pracuje).
W zeszłym tygodniu mieliśmy copółroczną audiencję u pediatry. Tym razem Nicholasa zobaczył też "naczelny" psycholog edukacyjny Hampshire, a po wizycie spotkaliśmy się też z Jackie z Outreach Department (hmmm, nie wiem, jak to przetłumaczyć - to oddział, który zajmuje się wspieraniem rodzin dotkniętych autyzmem przez aktywne docieranie do nich - czyli to oni sami zgłaszają się z  inicjatywą pomocy, a nie rodzina do nich) Hampshire Autistic Society (nie jest to część NAS, lecz niezależna fundacja, działająca w naszym hrabstwie). Jackie ma kilkadziesiąt lat doświadczenia w dziedzinie autyzmu i syna z ASD, i co nas bardzo podniosło na duchu, to jej opinia, że Nicholas jest bliżej wysoko-funcjonującego końca spektrum. Czasem w to wątpimy, bo nie da się ukryć, że jego kontakty z rówieśnikami nie są dobre. Nicholas ma spore trudności ze zrozumieniem typowych gier czy zabaw - właśnie gdy jest w towarzystwie innych dzieci najbardziej widać, jak bardzo autyzm opóźnił jego rozwój (jest ok. 2 lat do tyłu).
Na szczęście mamy wspaniałych przyjaciół, którzy niewątpliwie wytłumaczyli swoim dzieciom, że Nicholas jest nieco "inny", bo tolerują jego "dziwne" (dla małych dzieci) zachowania.
Zdjęcie z zeszłego lata.

17/04/2010

Autyzm jest trendy

Po czym poznać, że temat jest trendy? Po tym, że książkę o tym zagadnieniu pisze jedna z najpopularniejszych autorek na świecie, Jodi Picoult. Jej sukces to w dużej mierze umiejętność obracania współczesnych moralnych dylematów w fabułę powieści. Najnowsza pozycja Picoult to House Rules, a głównym bohaterem jest kolejny wybitnie zdolny Aspie (osoba z Zespołem Aspergera). Piszę "kolejny", bo niektóre z największych bestsellerów literatury zachodniej ostatnich lat miały fabuły osnute wokół unikalnej mieszanki niezwykłych umiejętności i społecznych trudności, jakimi często charakteryzują się Aspies. Książka Marka Haddona pt. Niezwykły przypadek psa nocną porą to w UK najlepiej sprzedająca się pozycja w kategorii literatury pięknej (fiction) ostatniej dekady, napisana przez mężczyznę (nie muszę chyba mówić, że gdyby nie podzielić tej kategorii wg płci autora, na pierwszym miejscu byłaby kobieta, zgadnijcie, kto). Jej bohaterem jest Aspie o imieniu Christopher, tę postać autyzmu ma też prawdopodobnie  Lisbeth Salander, bohaterka największego międzynarodowego bestsellera w kategorii kryminału, trylogii Millenium.
Wybitnych Aspie nie brakuje też w filmach. Tytułowy Adam, grany przez Anglika Hugh Dancy jest komputerowym zdolniachą i mającym encyklopedyczną wiedzę astronomem. Ten film powiela tezę, że wybitna inteligencja to pochodna "neuro-nietypowości", jaką jest autyzm. Dancy jako Aspie jest bardzo wiarygodny. Adam je codziennie to samo (niestety znam to z autopsji, ale szczęśliwie Nicholas je dużo owoców i warzyw) i nie potrafi kłamać ani żartować. Adam poznaje Beth (graną przez Australijkę Rose Byrne, znaną m.in. z serialu Damages), która jest ciepła, zrównoważona, a jednocześnie wrażliwa. Film, promowany jako "nietypowa komedia romantyczna", ma happy end, choć nie taki, jakiego się spodziewamy. Polecam.

Będąca w prawdziwym życiu żoną Hugh Dancy'ego, amerykańska aktorka Claire Danes zagrała za to prawdziwą postać z ASD, Temple Grandin. Temple Grandin to kolejny autystyczny geniusz, tym razem nie Aspie, a osoba z wysoko-funkcjonującym autyzmem. Jest ona zoologiem, jednym z największych autorytetów w tej dziedzinie na świecie, autorką kilku bestsellerów, działaczką na rzecz humanitarnego traktowania zwierząt. Filmu niestety nie pokazała jeszcze brytyjska telewizja (to nie film kinowy, lecz telewizyjny), mam nadzieję jednak, że wkrótce zostanie sprowadzony.

1 kwietnia był coroczny Światowy Dzień Autyzmu, i kilka największych stacji TV w UK pokazuje przez cały kwiecień programy dokumentalne o ludziach z ASD, w ramach Miesiąca Autyzmu. Więcej na ten temat napiszę w maju.

01/04/2010

Polowanie na jajka

...to jedna z najsmaczniejszych tutejszych tradycji wielkanocnych. Nie chodzi o jaja kurze, lecz czekoladowe - czekolada jest w UK równie ważną świąteczną tradycją, co jaja,  a nawet wygląda mi na to (nie mam pod ręką statystyk, oceniam "na oko"), że zjada się tu więcej czekoladowych jaj  (oraz króliczków i kurczątek), niż jaj właściwych.
Jako że w życiu nie ma nic za darmo,  wielkanocne czekoladki trzeba sobie "upolować" - jajka schowane są pod krzaczkami, na drzewkach etc. Jak kraj długi i szeroki, przedszkola i szkoły organizują Easter egg hunts na swoich posesjach, najczęściej dzisiaj, bo Wielki Piątek jest tu wolny (w ogóle w krajach protestanckich zazwyczaj to dzień wolny od pracy).  Wiele rodzin organizuje takie polowania w swoich ogródkach, my też, w zeszłym roku mieliśmy nawet "gniazda" z siana.
A tu ciasto, które w zeszłe święta upiekł i udekorował "nadworny szef kuchni":

W szkole Nicholasa dziś także tradycji stanie się zadość. Wczoraj mój niespełna pięciolatek otrzymał pierwszy list miłosny (nagryzmolony własnoręcznie, ozdobiony serduszkami) oraz dary w postaci jajka czekoladowego i króliczka. I to w dodatku nie od jednej "narzeczonej", ale... od bliźniaczek, Sophii i Isabelli! Niektórzy panowie całe lata fantazjują o "bliźniaczce na każdym ramieniu", tymczasem dyrektorka szkoły wczoraj opowiadała mi ze śmiechem, jak to natyka się na Nicholasa, z Sophią trzymającą go za jedną rączkę, zaś Isabellą - za drugą. Nicholas budzi w dziewczynkach instynkt opiekuńczy.
Pierwsze trzy miesiące w szkole upłynęły nadspodziewanie dobrze, choć cały personel i my zgadzamy się co do tego, że Nicholas nie poradziłby sobie bez Felicity, swojej indywidualnej opiekunki. Wiele testów zdaje na 80 lub 100% (liczenie, fonetyka), zna liczby do 20 i alfabet. Nadal utrzymuje się opóźnienie mowy i wciąż czasem trudno go zrozumieć, ogranicza się też do krótkich zdań i trudno mu zbudować dłuższe. Ale cały czas robi też małe postępy i używa nowych słów.
Zdjęcie z niedawnej, bezowocnej sesji duszenia psa:
A po południu wybieramy się do ulubionego Hotel Chocolat by kupić sobie wzajemnie ich wielkie, wypełnione czekoladkami jajka:

15/01/2010

Lista blogów 2010 - dodatek specjalny

Specjalny, bo dotyczący ludzi "specjalnej troski". Blogi o autyzmie zainteresują raczej wąskie grono odbiorców, choć ludzi z ASD i ich rodzin jest znacznie więcej, niż nam się wydaje, i każdy z nas, kto nie wiedzie żywotu pustelnika z jaskini, zetknął się na pewno z taką osobą. W polskich źródłach stykam się często z danymi, wg których na spektrum znajduje się co 150 osoba. Źródła brytyjskie, oparte na tutejszych statystykach, które biorą pod uwagę lepszy i przede wszystkim lepiej skoordynowany, mniej chaotyczny niż w Polsce poziom diagnostyki w UK, podają, że jest to 1 osoba na ok. 100-110 (już pisałam, że to się bardzo nierówno rozkłada między płciami - z grubsza na 1 dziewczynkę przypada 4 chłopców, w przypadku Zespołu Aspergera ta proporcja zmienia się na 1:9 - dziewczynki niesłychanie rzadko cierpią na ZA). Jestem przekonana, że różnica w statystykach wynika z lepszej diagnostyki i organizacji, a nie z tego, że Brytyjczycy są genetycznie bardziej podatni na ASD.

Bardzo potrzebny blog Autyzm - Nauka polskiego dziennikarza korzystającego z najnowszych, anglojęzycznych informacji na temat ASD. Czasem muszę niestety przerywać czytanie, bo ogarnia mnie wściekłość, gdy czytam o przedszkolankach bijących (!!!) dzieci autystyczne lub komentarze świadczące o głębokiej ignorancji naszych rodaków. Taki incydent w UK skończyłby się dyscyplinarnym zwolnieniem z pracy - kary cielesne, kiedyś dość powszechne w brytyjskich szkołach, dziś są nielegalne.

Anglojęzyczny blog o książkach, Bookwitch, zawiera wiele recenzji książek o autyzmie (głównie beletrystycznych), zebranych w bardzo przydatną listę lektur, ze szczególnym naciskiem na  Aspies (osobach z ZA).

Autorkę tego bloga także znam od lat, ale cóż, po to mam ten blog, by uprawiać prywatę:
Czterdziestka na czereśni nie jest blogiem o autyzmie, ale Zakładka ma dorosłego już syna z ASD, który jest częstym bohaterem postów. Myślę, że nie tylko ja mam nadzieję, iż Zakładka kiedyś przysiądzie fałdów i napisze staroświecką książkę.

06/12/2009

Polemika w sprawie niepełnosprawnych

Przyznam się z góry, że nie czytuję internetowego wydania Gazety od deski do deski. Ale to, co czytam, zaczyna mnie coraz bardziej martwić. Rynek prasowy w UK wciąż narzuca standardy reszcie prasy na świecie, i, co jest unikalne w skali światowej, w UK czytelnictwo prasy w ostatniej dekadzie wzrosło, a nie zmalało. Mamy tu też ogromną rozpiętość. Z jednej strony szmatławce dla półanalfabetów, z drugiej - dziennikarstwo śledcze na najwyższym światowym poziomie. Po latach mieszkania w Anglii  dość łatwo odgaduję, z kim mam do czynienia a nawet na którą partię ktoś głosuje, po gazecie, jaką czyta w pociągu czy metrze. Wracający do Anglii po długim pobycie za granicą pisarz Joe Bennet zauważył już chwilę po wylądowaniu na lotnisku Heathrow:
„(...) kiosk  jest wypełniony porannymi wydaniami wszystkich krajowych dzienników, a każdy z nich dąży do zaspokojenia potrzeb  określonego czytelnika. To system kastowy w druku. Nosić taką a nie inną gazetę pod pachą to w tym kraju jak noszenie plakietki.“ I tak czytelnik brukowca The Sun będzie osobą z reguły słabo wykształconą, głosującą na faszyzującą partię British National Party lub nacjonalistyczną i antyunijną UK Independence Party, zaś osoba czytająca lewicowego Guardiana to np. pochodzący z klasy średniej nauczyciel głosujący na Partię Pracy.
Niestety, mimo tego, że Gazeta często"inspiruje się" tematami z np. niedzielnego Times'a (czasem widzę, parę dni po tym, jak przeczytam oryginał, przykrojoną do polskich warunków wersję jakiegoś tematu zaczerpniętego prosto z niedzielnego Magazine, odpowiednika Wielkiego Formatu, albo "mojego" dodatku STYLE), coraz częściej zmierza w kierunku poziomu, jaki reprezentuje tabloidowy Daily Mail, a nie stara się dorównać poziomem poważnym tzw. broadsheets, czyli właśnie Times'owi i Guardian'owi. Daily Mail, zwany również Daily Hate, ze względu na ksenofobiczne, antyimigranckie stanowisko, specjalizuje się w podsycaniu narodowej paranoi i przekonywaniu wszystkich, że UK zmierza po równi pochyłej ku nieuchronnej apokalipsie.
I Gazeta na podstawie materiałów DM tworzy obraz UK jako kraju, gdzie po ulicach toczą się same wielkie góry sadła ("W Wielkiej Brytanii nawet powietrze tuczy") i gdzie narodowy sport to znęcanie się nad niepełnosprawnymi ("Piekło brytyjskich niepełnosprawnych").
Jako matka dziecka niepełnosprawnego BARDZO sobie cenię fakt, że mieszkam w UK, a nie w Polsce czy Botswanie. Rozglądając się po znajomych w Pl, widzę, jak mało wsparcia otrzymują od państwa. Nowoczesne metody pomocy nie dotarły jeszcze do Polski, i nie zawsze z powodu braku pieniędzy. Koleżanka - matka dorosłego syna z autyzmem martwi się, co będzie, jeśli jej zabraknie. Nie ma w Pl systemu zwanego tutaj assisted living  - niepełnosprawni mieszkają w specjalnie dostosowanych do ich potrzeb mieszkaniach, samodzielnie, często wspólnie (np osoba niewidoma mieszka z osobą widzącą, ale z jakimś innym upośledzeniem, i pomagają sobie wzajemnie), a pracownik socjalny przychodzi np raz na tydzień czy w razie potrzeby. Jest to tańsze i przede wszystkim poprawiające komfort życia, bo dające niepełnosprawnym samodzielność i swobodę, rozwiązanie niż domy opieki. Dąży się tu do uczenia niepełnosprawnych umiejętności, które zapewnią jak największą samodzielność - uczy się ich gotowania, wartości pieniędzy, zapewnia pracę (np. niewidomi pracują w telefonicznych centrach obsługi klienta). Dorosły niepełnosprawny nie jest zdany na rodzinę, której przecież może zabraknąć, a rodzina jest odciążona. Ci niepełnosprawni dorośli, którzy nie mogą mieszkać samodzielnie, a nie mają rodziny, są umieszczani w rodzinach zastępczych. Tak, rodziny zastępcze to nie tylko rozwiązanie dla dzieci - dorośli niepełnosprawni, którzy potrzebują opieki, a nie mają już rodziców, znajdują nową rodzinę - najczęściej są to rodziny, gdzie co najmniej jedna osoba jest pracownikiem socjalnym z doświadczeniem. Dostają oni za tę opiekę wynagrodzenie, ale nie są to duże pieniądze, a najważniejsze, że osoba upośledzona nie jest zinstytucjonalizowana, jest w rodzinie.
Wizytę we wspaniałej szkole dla dzieci niepełnosprawnych już opisywałam. Czy jest w Pl szkoła, gdzie na jedno dziecko przypada tyle personelu? 



Moje dziecko idzie na próbny dzień do nowej szkoły w poniedziałek. Przyjdzie jego opiekunka z przedszkola, aby nie znalazł się wśród zupełnie nieznanych mu osób. Jego nowa nauczycielka była w przedszkolu w zeszłym tygodniu, by obserwować, jak pracują z Nicholasem. Specjalistka od pracy z dziećmi niepełnosprawnymi przyjdzie do szkoły nauczyć nauczycieli Nicholasa technik postępowania z dzieckiem autystycznym. Ja dostaję małą, bo małą, ale zapomogę od państwa. Mieszkamy na prowincji, a nie w dużym mieście, a mimo to standardy są tak wysokie. Bardzo wątpię, byśmy mieszkając w Pl na prowincji mieli tyle profesjonalnego wsparcia. A nawet jestem pewna, że byłoby nam znacznie trudniej, po tym, jak przeczytałam w Wysokich Obcasach list matki dziecka z autyzmem, która codziennie musi znosić durne komentarze jeszcze durniejszych przypadkowych przechodniów, którzy nie kryją się ze swoimi opiniami i komentują głośno autystyczne zachowania jej dziecka. NIGDY nie zdarzyło mi się to w UK, natomiast zdarzyło mi w ciągu tygodniowego zaledwie pobytu w Pl.
Wspomniałam o Botswanie, bo rozmawiałam z Afrykanerką, która po diagnozie autyzmu u syna rzuciła wszystko i przeprowadziła się do UK - na szczęście mogła, bo tu mieszka jej matka. Ta kobieta przewróciła swoje życie do góry nogami (urodziła się i całe życie mieszkała w Afryce) bo w Botswanie jest JEDEN specjalista od autyzmu (tak, jedna osoba na cały kraj), a najbliższy logopeda był 600 km od domu. Tu jej syn ma zapewnioną opiekę. 
Jak wszędzie, i tu są ludzie podli - bo trzeba być wyzutym z sumienia, by znęcać się nad słabszymi. Nie są jednak gorsi, czy bardziej skłonni do zła, niż w Pl czy innych krajach. Sedno problemu to nie to, że to okrucieństwo się zdarza - tylko to, że ci niepełnosprawni, którzy są ofiarami przemocy, nie zostali nauczeni, jak się starać o pomoc. Bo, inaczej niż w wielu krajach, ta pomoc jest - tragedią jest jednak to, że ci ludzie nie wiedzieli, jak ją sobie zapewnić. My wiemy how to navigate the system (jak radzić sobie z "systemem", czyli urzędami, biurokracją), ale wielu ludzi upośledzonych umysłowo nie wie. I to trzeba naprawić. Nie należy jednak demonizować i brać każdego słowa Daily Mail za dobrą monetę. Nie brakuje w UK Polaków, którzy mają bardziej wyważony punkt widzenia i wiedzę z pierwszej ręki (tu chrząkam znacząco) - dlaczego nie zapytać ich?


PS. Na zdjęciu nowa szkoła Nicholasa.

30/11/2009

An Education

...film pod takim tytułem wszedł niedawno na ekrany tutejszych kin. Niestety nie miałam okazji jeszcze obejrzeć, ale już mogę polecić, i to nie tylko dlatego, że film ma pochlebne recenzje. Wiem, że jest dobry także dlatego, że powstał na podstawie autobiograficznej książki wybitnej i znanej tu dziennikarki Lynn Barber, a scenariusz napisał jeden z najwybitniejszych i moich ulubionych angielskich pisarzy współczesnych, Nick Hornby. Dygresja: Nick Hornby ma syna z ASD i jest współzałożycielem prężnie działającej na rzecz lepszego szkolnictwa dla dzieci autystycznych fundacji Treehouse. Nie mogę nie zacytować ich optymistycznego sloganu: Ambitious about Autism (w wolnym tłumaczeniu: Podchodźmy ambitnie do autyzmu).
Tytuł filmu skojarzył mi się z moją prywatną "edukacją". Codziennie uczymy się czegoś nowego, to prawda, ale oprócz tych przypadkowych często nowinek jestem teraz zaabsorbowana studiowaniem z jednej strony historii kuchni angielskiej, a z drugiej - praktyczną nauką gotowania. Prowadzenie własnego bloga otworzyło przede mną świat kulinarnych blogów z całego świata, co widać zresztą na lewym pasku, i choć wiele z nich to wyższa szkoła jazdy, zainspirowały mnie, by zacząć gotować (no dobrze, pozazdrościłam trochę blogowym diwom). Ponieważ mój mąż świetnie gotuje (niestety mało prawdopodobne, żeby znalazł czas i chęć, by się tym chwalić na własnym blogu), nie miałam motywacji, by samej to robić. Jednak w ciągu ostatniego tygodnia podjęłam się nauczyć kilku prostych potraw - i jak postanowiłam, tak uczyniłam. Mam, jak już wspominałam, dużą kolekcję książek kucharskich, moja "edukacja" będzie zatem pretekstem do tego, by zrecenzować tutaj kolejne książki z kolekcji.
Jamie Oliver toczy, jak wiadomo, współczesną krucjatę, by Brytyjczycy, rozpieszczeni przez gotowe dania i jedzenie na wynos, wrócili do gotowania z podstawowych składników. Przy okazji, te osoby, które z przerażeniem oglądały sceny ze szkół, gdzie dzieci jadły wyłącznie junk food, chcę pocieszyć, że to tylko mały wycinek rzeczywistości - nie ma co biadolić jacy to Brytyjczycy są kulinarnie zacofani. Wiem, że się powtarzam, ale powiem raz jeszcze - UK to kraj (czy raczej 4 kraje) dużo bardziej społecznie i regionalnie podzielony, niż Polska (choć i w Pl mamy podział na tzw. Polskę A i B), i szkoły pokazane w TV (oraz ci bezmyślni, skretyniali rodzice) zostały specjalnie wybrane, bo najbardziej potrzebowały tej pomocy dzieci z nizin społecznych z północnej części Anglii (dużo biedniejszej niż Południe). U nas w Hampshire na przykład od dawna jest zakaz ustawiania automatów ze słodyczami w szkołach, dzieci dostają do picia wodę lub mleko a jedzenie jest gotowane na miejscu, albo zamawiane u firm cateringowych w wyniku ostrego przetargu, wygrywają te, które oferują najzdrowsze jedzenie. Sama próbowałam takiego lunchu (tak, szkoła nawet daje rodzicom darmowy lunch, by wiedzieli, co ich dziecko będzie jadło)  i świeżych, upieczonych wczesnym rankiem bułeczek, i były naprawdę dobre. Za lunche się płaci, ale codziennie też każde dziecko dostaje na koszt państwa tzw. zdrową przekąskę (healthy snack): zwykle są to pokrojone kawałki różnych owoców i warzyw.

Swą edukację zaczęłam zatem od książki Jamiego, Ministry of Food.
Książka jest podręcznikiem gotowania i zawiera przepisy na najbardziej tu popularne potrawy: spaghetti bolognese, curry, Sunday Roast, lasagne czy chilli con carne. Nie znajdziemy tu nic wymyślnego i trudnego, jest to zatem pozycja idealna dla kuchennych żółtodziobów. W tym tygodniu przyrządziłam chilli oraz spag bol (tak się tu skraca spaghetti bolognese) i nie tylko się udały, ale były dobre - następnym razem będę wiedziała tylko, że muszę dodać więcej chilli do chilli- lubimy bardziej pikantnie.
Polecam bardzo tym stawiającym pierwsze kroki w kuchni.

29/11/2009

Gary MacKinnon a lizusostwo rządu HRM*

Od kilku miesięcy śledzę sprawę genialnego hackera, Szkota Gary MacKinnona. Nie wiem, na ile polskie media donoszą o tej sprawie, która toczy się od lat, ale w ostatnich miesiącach zaczęła nabierać tempa. W skrócie: MacKinnon ma Aspergera, i, jak wielu Aspies, wykazuje nadzwyczajne zdolności jeśli chodzi o programowanie, i jak fikcyjna Lisbeth Salander (z trylogii Millenium), należy do światowej elity hakerów.
Jego autyzm jest jednak na tyle głęboki, że te zdolności wykorzystywał  nie w celu np. zdobycia pracy, lecz włamywał się "dla zabawy" do systemów informatycznych m.in Pentagonu - podobno jest jedyną osobą na świecie, której udało się tak dogłębnie spenetrować te systemy. Pytany o przyczynę, MacKinnon odpowiada, że zrobił to z czystej ciekawości, chciał się po prostu przekonać, czy potrafi. Osobom obeznanym z autyzmem nie muszę tłumaczyć, że jest to w pełni prawdopodobna motywacja. USA traktuje jego włamania jako niezwykle groźne dla narodowego (i światowego, bo w końcu są "policjantem świata") bezpieczeństwa, i domaga się ekstradycji MacKinnona do USA i sądzenia go tam. Mam z tym ogromny problem i jestem wściekła na kolejnych ludzi piastujących niezwykle w UK wpływowe stanowisko Home Secretary (odpowiednik polskiego ministra spraw wewnętrznych), gdyż podlizują się Amerykanom (w ramach tzw. special relationship, na którym korzysta jednak głównie USA, a nie UK, od dawna jest to układ bez wzajemności) i zgodzili się na ekstradycję. MacKinnon miał pecha, gdyż w czasie, gdy jego apelacja trafiała do kolejnych sądów coraz wyższej instancji, nastąpiły ataki terrorystyczne na USA i UK, i państwa te podpisały umowę o szybkiej ekstradycji. USA podciąga sprawę MacKinnona pod ten paragraf - istotnie, gdyby Al-Kaida włamała się do systemu Pentagonu, byłoby to niesłychanie niebezpieczne. Ale mówimy tu o samotnym Szkocie, który jest NIEPEŁNOSPRAWNY! Nie ma śladu dowodu na to, że wykorzystał on swój geniusz dla niecnych celów, został zwerbowany przez fanatyków, sprzedał komuś jakieś poufne informacje etc. Kolejny problem - przestępstwo popełniono na terenie UK, dlaczego zatem człowiek głęboko neurologicznie upośledzony ma być wleczony do USA, kraju, w którym wykonuje się karę śmierci (nie we wszystkich stanach, ale jednak, i jest to jedyny kraj, oprócz Iranu, który wciąż skazuje na śmierć ludzi poniżej 18 roku życia) i sądzony tam? Owszem, włamał się do systemów amerykańskich instytucji, ale siedząc fizycznie w UK. Jest poddanym królowej, obywatelem UK, jego noga nie postała nigdy w USA i to tu powinien być sądzony. To jest człowiek, który nie przetrwa w typowym amerykańskim więzieniu, pełnym psychopatycznych recydywistów - jego lekarze leczą go na depresję i potwierdzają, że ma myśli samobójcze. W UK miałby zapewnioną ochronę i byłby w więzieniu dla ludzi, którzy zostali skazani za oszustwa np.  a nie za zabójstwa.
Wiele fundacji i instytucji związanych z ASD oraz prawami człowieka zasypuje rząd, a teraz także królową, petycjami i listami proszącymi o sądzenie MacKinnona w UK. Mam wielką nadzieję, że to się uda. Ostateczna ironia tej sprawy to coś, co świetnie zrozumieją wszyscy rodzice dzieci z ASD - ponieważ osoba z autyzmem jest fizycznie normalna, nie jeździ na wózku, nie ma brakujących kończyn, nie ma specyficznych rysów właściwych dla osób z Zespołem Downa etc, słowem - ich poważnej, utrudniającej normalne funkcjonowanie niepełnosprawności nie widać, jest traktowana bez współczucia i zrozumienia, jakie część przynajmniej ludzi okazuje niepełnosprawnym. Gdyby MacKinnon był takim geniuszem, będąc np. paralitykiem na wózku, sprawa potoczyłaby się inaczej. Tyle, że tej sprawy by nie było, bo jego geniusz jest pochodną neuro-nietypowego mózgu.

*Her Royal Majesty's

28/09/2009

Wizyta w szkole

Szkolnej sagi ciąg dalszy. Dziś rano odwiedziliśmy szkołę dla dzieci specjalnej troski, która zresztą znajduje się o rzut oszczepem od naszego domu. O rozmowę z dyrektorką i obejrzenie szkoły poprosiła nas Norma, której praca w Urzędzie Miasta to koordynowanie opieki i edukacji dla dzieci specjalnej troski. To jej zadaniem będzie znalezienie miejsca dla Nicholasa w szkole, która zapewni mu wystarczającą stymulację i rozwój intelektualny a jednocześnie sprosta jego potrzebom wynikającym z ASD. Szkoła specjalna okazała się przyjemnym, niezwykle nowocześnie wyposażonym miejscem (pokój sensoryczny, odpowiednio dostosowany basen terapeutyczny, wspaniale wyposażone klasy). Na 115 dzieci przypada 80 osób personelu! W takich chwilach cieszę się bardzo, że mieszkamy właśnie tutaj, bo jednak, mimo wszystkich wad tego kraju, które czasem mnie złoszczą, muszę przyznać, że przynajmniej część pieniędzy z podatków jest dobrze inwestowana i opieka nad najbardziej bezbronnymi (chore dzieci, zwierzęta) jest tu bardzo wysoko rozwinięta. Dobrze się też rozmawiało z dyrektorką, inteligentną, bardzo profesjonalną kobietą, która zaoferowała wszelką pomoc, jakiej może udzielić. Bardzo się nam przydała ta wizyta, gdyż teraz wiemy już, że taka szkoła to jednak nie jest właściwe miejsce dla Nikusia, i że powinien pójść do szkoły "zwykłej" (mainstream), tylko takiej, która zapewni mu dodatkowe wsparcie. Lepiej, żeby był z dziećmi na wyższym poziomie, niż tymi, które trafiają do szkoły specjalnej, co zresztą zasugerowała sama dyrektorka, gdyż Nicholas jest gdzieś pośrodku i lepiej sobie radzi, niż dzieci, które są w jej szkole, z których znakomita większość ma również problemy natury fizycznej. Nicholas przebywając z dziećmi o poważniejszym autyzmie czy upośledzeniu, cofa się, przestaje mówić, imituje ich zachowanie, natomiast towarzystwo dzieci prawidłowo rozwijających się sprawia, że on usiłuje do nich dociągnąć. Naśladownictwo to naturalna skłonność i trzeba ją wykorzystać. Najlepsza byłaby hybryda szkoły specjalnej i normalnej, ale rzecz jasna, coś takiego nie istnieje. Poprosimy Normę o znalezienie miejsca w zwykłej szkole i zapewnienie tej szkole pomocy osób wyszkolonych w pracy z dziećmi z wysoko funkcjonującym autyzmem.

PS. BBC akurat dziś podało, że dzieci specjalnej troski są dużo częściej wykluczane z normalnych szkół, niż powinny, wbrew polityce rządu zakładającej inclusion, czyli integrowanie takich dzieci z resztą.

15/09/2009

Open University

Przyjemną niespodziankę miał dziś dla mnie listonosz: kupony do wykorzystania w Open University. Wzięłam udział w konkursie ogłoszonym przez sieć księgarską Borders i wygrałam! Nie pierwszy zresztą raz i mam nadzieję, nie ostatni, wygrałam coś w konkursie (biorę udział w wielu) choć prawdę mówiąc, oddałabym wszystko, co do tej pory wygrałam, za wygraną w tutejszego totolotka (w którego gram, płacąc, jak mówią, podatek od głupoty - tu w UK pieniądze z loterii przeznaczane są jednak na tak dobre cele, że nie żal mi tych pieniędzy. U nas "na wsi" dzięki pieniądzom z funduszu loteryjnego mamy np. nowy plac zabaw dla dzieci - wymierna korzyść). Ale nie powinnam być niewdzięczna - mogę teraz wybrać sobie kurs w modułowym systemie nauki na odległość (distance learning). Przy czym Open University to nie pierwszy lepszy college, których jest tu mnóstwo - to prawdziwy uniwersytet, instytucja szanowana i ceniona, której poziom akademicki jest wysoki, a dyplomy uznawane i doceniane przez pracodawców. OU przyznaje zarówno tytuły licencjackie, jak i magisterskie, w wielu dziedzinach. Wielu osobom, które z różnych względów nie mogły studiować tradycyjnie, OU umożliwił zdobycie wykształcenia. Wartość kuponów jest za niska, bym mogła wybrać kurs, który najbardziej mi sie podoba - Creative Writing lub kurs językowy - ale wystarczy np na ukończenie przydatnego modułu pt. "Szukanie informacji w internecie - jak wyjść poza Google" lub modułu z dziedziny antropologii czy historii literatury, np o Szekspirze. Jest też moduł o autyzmie (stanowi część studiów psychologicznych) i zastanawiam się, czy nie wybrać właśnie tego. Uff, ciężki wybór.

07/09/2009

Z frontu szkolnego...

...donoszę, że Nicholas pozostanie przynajmniej do wakacji "ziemniaczanych"* czyli jesiennych, w swoim przedszkolu/preschool. Jako że jest to zamiast, a raczej w zastępstwie szkoły podstawowej, do której miał pójść we wrześniu, będzie to darmowe, ale też tylko 3 godziny dziennie, i na początku tylko trzy dni. Za tydzień lub dwa mamy też mieć zapewniony przez gminę transport do i z przedszkola, a potem szkoły. Prawdopodobnie taksówka lub bus będzie, mamy nadzieję, odwoził i odbierał Nikusia, również za darmo. Ja nie mam prawa jazdy, a Nicholas jest sklasyfikowany jako dziecko specjalnej troski (na dniach dostaniemy Statement of Special Educational Needs - oficjalne zaświadczenie, dzięki któremu możemy oczekiwać różnych form pomocy od państwa), a szkoła będzie prawdopodobnie w odległości powyżej 5 mil od domu i wtedy gmina musi zapewnić transport. W sumie dobrze się złożyło, że dyrektorka wybranej przez nas początkowo szkoły okazała się, delikatnie mówiąc, karierowiczką bez powołania pedagogicznego, gdyż obie szkoły, w których czekamy na miejsce, są akademicko równie dobre, jeśli nie lepsze, i mają lepszych dyrektorów z właściwym podejściem do dzieci takich jak Nicholas. Tyle, że są dalej od domu, ale przy zapewnionym transporcie przestaje to być problemem. Podjęliśmy już kroki, by dyrektorka- karierowiczka została upomniana, nasza skarga poszła już tam, gdzie trzeba, więc zamiast sobie pomóc w karierze, pogorszyła swoje perspektywy. Zrobiliśmy to ze względu na przyszłych rodziców dzieci niepełnosprawnych, którzy powinni spotykać się z pomocą, a nie arogancją i brakiem życzliwości.

Apropos innych rodziców: któregoś wieczoru na spacerze na pobliskich łąkach spotkaliśmy parę z dwojgiem małych dzieci, chłopcem na oko w wieku Nicholasa i młodszą dziewczynką. Jako że nasz pies uważa, że każda żywa istota to nowy przyjaciel i trzeba się z nią przywitać, przymilał się i do nich i od słowa do słowa okazało się, że chłopczyk Milo, również, jak Nicholas, czteroletni, ma ASD, i że mieszkają oni dosłownie po drugiej stronie ulicy! Ciekawie było porównać doświadczenia i na pewno podtrzymamy znajomość. Siostra Milo jest "neurotypowa", tzn. nie ma autyzmu, co tylko potwierdza, że dziewczynki dużo rzadziej cierpią na tego typu zaburzenia - wg oficjalnych statystyk na autyzm w UK cierpi co setna osoba, ale kiedy się spojrzy osobno wg płci tylko co 125 dziewczynka, za to co 66 chłopiec.



* Tak się mówi o tygodniowych wakacjach jesiennych w mojej ukochanej Danii, a to dlatego, że dawniej zwalniano dzieci ze szkoły, by pomagały w wykopkach. Pamiętam wyprawy "na wykopki" z mojej podstawówki, ale nie było to w czasie ferii, choć był to dzień lub dwa wolne od szkoły.

PS. Na obrazku logo przedszkola, do którego uczęszcza Nicholas. "Aviary" to ptaszarnia, stąd te ptaszki.

18/07/2009

Dręcząca niepewność...

...to chyba najtrudniejsza strona autyzmu. Mam na myśli zarówno niepokój, który w dziecku z ASD budzą zmiany, jak i wątpliwości, jakie męczą rodziców. Nicholas źle znosi zmiany i wszelkie nowości, na nowe miejsca często reaguje płaczem i krzykiem, powtarza wtedy w kółko "lost, lost", co znaczy zagubiony, stracony. Nie potrafi wyrazić w pełni co czuje, ale usiłuje przekazać uczucie zagubienia, jakie budzą w nim nowe okoliczności i nieznane miejsca. Co ciekawe, nie dotyczy to ludzi: Nicholas jest z reguły ufny i towarzyski, szczególnie w obecności dzieci. Obawiamy się początków w nowej szkole - będzie to nowe miejsce, nowy układ dnia, a dzieci z ASD kochają rutynę, zbieramy więc już teraz siły, by stawić czoło atakom krzyku i rzucania się na ziemię, jakie zapewne nas czekają, zanim Nicholas przystosuje się do nowego planu dnia. Jak mówi telewizyjny detektyw Monk, który wykazuje wiele cech autystycznych: Nie mam nic przeciwko zmianom, po prostu nie chcę być przy nich obecny.
Niepewność dotyczy też jego rozwoju. Wciąż utrzymuje się opóźnienie mowy, i choć Nicholas wyprzedza wiele dzieci z ASD w związku z tym, że w ogóle mówi, jego komunikacja nosi wiele cech autystycznych: echolalia, czyli np powtarzanie pytania zamiast udzielania odpowiedzi na nie, skłonność do używania pojedynczych słów zamiast zdań, mówienie w trybie oznajmującym, nigdy pytającym, niewłaściwe w kontekście danej sytuacji użycie słów czy zwrotów. Logopedka ocenia jego poziom na porównywalny z poziomem dziecka 2,5 - 3-letniego. Po dwóch latach upierania się przy wychowaniu dwujęzycznym poddałam się i porzuciłam polszczyznę, gdyż Nicholas bardzo opornie przyswajał drugi język, pozostając daleko w tyle za innymi dziećmi dwujęzycznymi. To bolesna kapitulacja, ale to właśnie oznacza autyzm: stopniowe rozstawanie się z marzeniami czy planami, jakie każda matka snuje w ciąży i w pierwszych miesiącach po narodzinach dziecka.
Nicholas ma niemal "normalną" mimikę i jest towarzyski, nie wykazuje też nadmiernej wrażliwości na stymulację, co jest niezwykle częste przy autyzmie, mieliśmy (mamy) zatem nadzieję, że jest tzw . high -functioning, czyli na łagodnym krańcu spektrum, i że będzie mógł żyć samodzielnie. A jednak nie możemy być tego pewni - targają nami poważne wątpliwości, czy Nicholas da sobie radę w zwykłej szkole. Nauka umiejętności, które większości jego rówieśnikom czy nawet młodszym dzieciom przychodzą łatwo (np. korzystanie z ubikacji), u niego trwa długo, jest mozolna, trudna i stresująca dla niego i dla nas. Pociesza nas fakt, że synek wykazuje zainteresowanie liczbami, i jest już w stanie rozpoznać cyfry od 1 do 10. Jakieś pół roku temu nastąpił też przełom komunikacyjny, gdy Nicholas zaczął odpowiadać na pytania: "tak" lub "nie", a nawet czasami potrafi wyrazić preferencję (np. jaki film chce obejrzeć na DVD). Czepiam się też nadziei, jaką natchnęła mnie historia opisana w doskonałej i znanej w USA książce pt. Exiting Nirvana: A daughter's life with autism (Opuszczając Nirwanę: mojej córki życie z autyzmem) Clary Clairborne Park
(niestety chyba niedostępna po polsku), której córka zaczęła mówić dopiero w wieku 8 lat, a obecnie nie tylko mówi płynnie, ale także rozwiązuje skomplikowane zadania matematyczne i jest cenioną artystką. Tyle jednak wariantów rozwoju, ilu ludzi z ASD (nie bez powodu po angielsku używa się właśnie terminu "spektrum", autyzm autyzmowi nierówny). Nie wylosowaliśmy na loterii autyzmu szczęśliwego losu, jakim jest Zespół Aspergera (tak powiada pewna matka dorosłego już syna z Aspergerem). Będziemy przeszczęśliwi, jeśli Nicholas osiągnie "chociaż" poziom intelektualny Forresta Gumpa. Pozostaje mieć nadzieję i zakładać optymistyczną wersję.

07/06/2009

O MMR raz jeszcze

W tym tygodniu jedną z głównych wiadomości w mediach tutejszych była propozycja wprowadzenia obowiązku szczepienia dzieci. Społeczeństwo tutejsze jest bardzo obywatelskie i ludzie nie lubią, gdy pozbawia ich się prawa do samodzielnego podejmowania decyzji. Nie ma tu np. obowiązku meldunku (w krajach postkomunistycznych meldunek jest dziedzictwem systemu, który chciał kontrolować życie obywateli), a zawarcie małżeństwa i zmiana nazwiska wymaga mniej formalności (w Pl obywatel musi właściwie udowodnić, że nie popełnił i nie zamierza popełnić poligamii). Nie mówiąc o tym, że cała sfera publiczna jest dużo bardziej efektywna i uproszczona niż w Pl - prawie wszystko można załatwić przez internet, ewent.przez telefon lub listownie.
Wracając do naszych baranów: dlaczego, skoro rodzice dobrowolnie szczepią jednak dzieci, narzucać im teraz obowiązek? Dlatego, że niewielki procent rodziców dał się nabrać na fałszywe 'odkrycia' wiążące kombinowaną szczepionkę MMR (measles, mumps, rubella - odra, świnka, różyczka) z autyzmem i nie zaszczepił dzieci. Efekt to panująca w tej chwili największa od 20 lat epidemia odry w Walii, a także rosnąca liczba zachorowań na świnkę i odrę w całym UK. W ciągu ostatnich paru lat dwie osoby zmarły, a wiele dzieci straciło np. częściowo słuch z powodu powikłań chorób, którym można było zapobiec.
Nadal stykam się z przerażającą ignoracją co do MMR. Do dziś niektórzy niezbyt, powiedzmy, rzetelni dziennikarze odgrzewają kontrowersje związane z tym, że MMR ma rzekomo
wywoływać autyzm i usiłują robić z tego sensację, i tu, i w Polsce. Ponadto w Polsce rzadko kiedy taki dziennikarz zna na tyle dobrze języki zachodnie (w szczególności angielski, w którym ukazuje się większość publikacji naukowych na temat ASD) i ma czas, by sprawdzić najnowszy stan wiedzy. Badanie, którego smutne żniwo zbierają obecnie dzieci w różnych krajach, odbyło się w 1998 roku na grupie zaledwie 12 dzieci. Pomijając fakt, że to zbyt mała grupa, wielu specjalistów skrytykowało już na początku metody, których użyto do badań. Mimo to, jego wyniki ogłoszono w mediach, co doprowadziło do tego, że niektórzy rodzice nie zaszczepili swoich dzieci. Od tamtego czasu przeprowadzono wiele badań nad MMR, na dużo większą skalę i trzymając się uznanych, rygorystycznych metod - żadne z tych późniejszych badań NIE potwierdziło, że MMR prowadzi do autyzmu. Zainteresowanych odsyłam do świetnej książki Bena Goldacre pod znamiennym tytułem Bad Science.
Autyzm istniał zawsze, opisywano takie zaburzenia już w XVIII wieku (choć nie używano wtedy tego terminu), nie jest to zatem zaburzenie występujące z powodu szczepionek, nie muszę chyba przypominać, ze w XVIII w. nie było MMR. Prawdopodobne jest także to, ze pacjentami przytułków dla 'obłąkanych' w średniowieczu i później byli w dużym stopniu ludzie z głębokim ASD, to potwierdzają źródła historyczne.
ASD to zaburzenie (w angielskim najczęściej używa się określenia disorder, a nie illness) neurologiczne. To prawda, ze dokładnych mechanizmów tego, skąd się bierze, nie znamy, ale naukowcy przychylają się do opinii, że chodzi głównie o czynniki chemiczne (np. hormonalne, bo chłopcy sa 4 razy bardziej podatni na ASD, niż dziewczynki, szczególnie duże nadzieje wiąże się z badaniami nad podwyższonym poziomem testosteronu w ciąży) oraz, przede wszystkim, genetyczne. Czynnik genetyczny gra niewatpliwą, być może najważniejszą rolę, gdyż są rodziny wielodzietne, gdzie wszystkie, lub część dzieci, mają różne stopnie autyzmu.
Swoją drogą zdumiewa to, jak wiele ludzi uwierzyło w tezę, że lekarze to potencjalni sadyści, którzy nie zawahaliby się zafundować dziecku choroby, ignorując dowody.

07/05/2009

Puppy love

Życie ze szczeniakiem pełne jest chaosu i bałaganu, ale dostarcza jeszcze więcej wzruszeń i okazji do śmiechu. Gdy 9-tygodniowy szczeniak rasy Golden Retriever zawitał w nasze progi, poczuliśmy się niemal tak, jak wtedy, gdy jako świeżo upieczeni i kompletnie zieloni rodzice cztery lata temu przywieźliśmy do domu naszego synka. Znów zaczęło się wstawanie o świcie, sprzątanie 'wypadków', gdy nie zdążyliśmy go na czas wypuścić, maniakalne obserwowanie owych 'wypadków' na okoliczność choroby, sprawdzanie, ile zjadł, karmienie o stałej porze, regularne spacery...
Dziś Edison, który zawdzięcza imię wielkiemu wynalazcy (zastanawialiśmy się też nad Newtonem lub Kopernikiem, ale Edison najlepiej nam brzmiał), ma już cztery miesiące i powiększył swoje rozmiary dwu-, jeśli nie trzykrotnie. Każdego dnia mogłabym przysiąc, że gdy wracam do domu wieczorem, Edison jest odrobinę większy, niż gdy ostatni raz widziałam go wczesnym rankiem. Nasz weterynarz na widok łapek Edisona uniósł brwi (a nie jest nowicjuszem w swej profesji) i orzekł, że pies może pobić rekordy wielkości.
Edison wykazuje wszystkie cechy charakteru, dla których zdecydowaliśmy się na Goldena. Jest psem, o jakim marzyłam jako dziecko, gdy największą radość sprawiłby mi pies, który potulnie dawałby się ubierać, czesać, wozić w wózku dla lalek i ciągać za uszy i ogon. Kolejna lalka, tyle, że lepsza od reszty, bo ożywiona. Nie ma w nim ani krzty złośliwości czy zniecierpliwienia. Jest cudownym kompanem dla Nicholasa, w którego życie wniósł wiele spontaniczności. O to właśnie nam chodziło, gdyż dzieci autystyczne kochają rutynę i sztywne reguły, zmiany zaś budzą w nich lęk, i z tego względu nasze życie jest bardzo zrutynizowane. Pies pomaga dziecku osiągnąć większy stopień elastyczności (kot nie sprawdza się w takiej roli, żartuje się nawet, że koty cierpią na autyzm). A przede wszystkim, Edison kocha Nikusia każdym atomem swojego ciałka, zaś Nikuś uwielbia się z nim bawić. Polecam taką psią terapię wszystkim dzieciom z problemami w komunikacji społecznej.


LinkWithin

Related Posts with Thumbnails