Showing posts with label Jane Austen. Show all posts
Showing posts with label Jane Austen. Show all posts

20/06/2014

Pożądanie w cieniu lipy

Astronomiczne ceny nie tylko nieruchomości, ale także ziemi, sprawiają, że Wielka Brytania zajmuje niechlubne pierwsze miejsce w Europie pod względem powierzchni nowych domów - są one najmniejsze. Nawet wydzierający ziemię morzu Holendrzy budują większe nieruchomości, nie mówiąc już o Niemczech czy Polsce, gdzie także procent prywatnych budów jest znacznie większy - około 50%, podczas gdy w Wielkiej Brytanii tylko niecałe 10% nowych domów budowanych jest prywatnie (tzw. self-builds), głównie przez architektów i ludzi ponadprzeciętnie zamożnych. Ma to związek nie tylko z cenami, ale także bardzo rygorystycznymi przepisami dotyczącymi stylu i estetyki. Dzięki temu w Wielkiej Brytanii nie ma, jak w Polsce, neonów szpecących stare kamienice, ani talerzy satelitarnych na zabytkowych budynkach, nie ma naćkanych wszędzie billboardów ani bazarowej pstrokacizny, albo plastikowych, XXI- wiecznych okien w  XIX- wiecznym domu. Nie ma baraków psujących piękne krajobrazy, rdzewiejących wraków samochodów w obejściach, nie ma całej tej architektonicznej anarchii i podejścia "wolnoć- Tomku-w -swoim-domku" - tu każdy właściciel, jeśli chce np. rozbudować dom, musi nie tylko dostać na to pozwolenie, po uprzednim przedstawieniu dokładnych planów, ale też poinformować o tym bezpośrednich sąsiadów, którzy mogą te plany oprotestować.
Takie przepisy są zatem obosieczną bronią, bo choć chronią nas wszystkich od brzydoty, budowa domu od podstaw wymaga spełnienia ostrych wymagań, i to wyjaśnia, dlaczego tak niski procent Brytyjczyków decyduje się na budowę, i dlaczego tak wielu z nich to architekci lub właściciele firm budowlanych. Znakomita większość*, która chce kupić nowy dom, zdana jest na developerów. W dodatku tutaj właściwie wszystkie nowe nieruchomości sprzedawane są "pod klucz" - z pełną armaturą w łazienkach i meblami kuchennymi. Owszem, możesz zażyczyć sobie niestandardowe wykończenie i wybrać wszystko z katalogu, ale developer dolicza sobie taki narzut na takie materiały, że to się zupełnie nie opłaca. Zatem i nasz dom będzie miał standardowe krany, zlewy, kolor ścian itp.

I stąd tytułowe pożądanie w cieniu lipy (w ogrodzie mamy drzewo lipowe, nie wiązy) - indywidualny charakter mogę osiągnąć dzięki meblom itp, ale wiele z nich jest poza moim zasięgiem. Mam jednak nadzieję, że będzie to dom ciepły i przytulny, z dużą dozą duńskiego hygge. A na pewno będzie w nim dużo książek, oraz książek kucharskich i sów - te dwie moje kolekcje to najważniejsza część mego ziemskiego dobytku, oprócz ubrań, bo, jak powiedziała Carrie Bradshaw, patrząc na swą pękającą w szwach graderobę: I like my money right where I can see it - in my closet.
Duże drzewo w nowym ogrodzie to w UK rzadkość - ale my mamy taką lipę


*Która jest jednocześnie mniejszością - Brytyjczycy wolą stare nieruchomości, szczególnie z epoki georgiańskiej, mniejsza z tym, że kiepsko ocieplone, pełne przeciągów, wilgotne i że każdą zimę spędzają w pięciu swetrach: dla większości stare jest zawsze lepsze od nowego, i najwyższe ceny osiągają nieruchomości pamiętające czasy Jane Austen.

28/06/2013

Literacko

Magda "maniaczka czytania" wywołała mnie do tablicy, a odpowiedź na ankiety to łatwy sposób, by znowu rozruszać blogowe mięśnie. Dziękuję za pamięć, cierpliwość i wyrozumiałość, i przepraszam za brak odpowiedzi na niektóre komentarze.

  1. Proza, poezja czy... komiks? Proza, proza i jeszcze raz proza. Choć dzięki dobrej znajomości języka odkrywam też piękno anglojęzycznej poezji - bo zawsze lepiej czytać w oryginale, a poezję - szczególnie. Są takie wiersze, jak This Be The Verse Larkina, Ode to Autumn Keatsa czy I carry your heart ee cummings, których po prostu nie wypada nie znać. Pierwsze werse  pierwszego i drugiego utworu są cytowane tak często, jak pierwsze zdanie "Dumy i Uprzedzenia" - mieszczą się zapewne w top 10 cytatów w brytyjskich mediach. Komiks ostatni raz czytałam jako dziecko (z cyklu "Tytus, Romek i Atomek").
  2. Ukochany wiersz. Nawiązując do powyższego - dzięki filmowi Jane Campion* i związkowi Keatsa z Winchesterem, odkryłam jego wiersze, z których wyróżniam właśnie Bright Star i Ode to Autumn, ten drugi zainspirowany jesiennymi krajobrazami miejsca, w którym mieszkam. Można zwiedzać moje miasto śladami dwóch literackich gigantów: Jane Austen i Johna Keatsa (są specjalne wycieczki z przewodnikami).
    Nicholas obok grobu Jane Austen w katedrze winchesterskiej, wiosna 2013
  3. Nigdy nie sięgam po... - komiksy, autobiografie celebrytów klasy Z, poradniki ogrodnicze - jak się można domyślać, w kraju z największym chyba na świecie bzikiem na tym punkcie, jest ich multum.
  4. Prezent inny niż książka - jutro otrzymam prezenty prosto z USA, o które prosiłam, i będą to ubrania oraz kosmetyki marek wcale lub trudno dostępnych (nawet jeśli tak, to często znacznie droższych) tutaj. Tak, jest to podpowiedź - każdy podarunek cieszy, ale zdarzyło mi się otrzymać prezenty z Pl marek... brytyjskich, a przecież nie brakuje w Polsce rodzimych wytwórców.
  5. Bloguję, bo... - bo wierzę w teorię 10 tysięcy godzin: głosi ona, że trzeba spędzić tyle godzin na danej aktywności/w danym zawodzie, by być w tym dobrym/kompetentnym, i to z pewnością dotyczy zawodowego pisania -  zamiast jednak pisać do szuflady, dziś aspirujący pisarze blogują.
  6. Komu wierzysz: profesjonalnym krytykom, czy czytelnikom polecającym sobie nawzajem tytuły? - wierzę profesjonalnym krytykom, wielu cenię i czytam od lat. Czerpię też często inspirację z popularnych tutaj list typu "Moje ulubione książki", "Książki mego życia" etc etc, o które pytani są pisarze, ale także inne sławy - wiele magazynów ma takie stałe rubryki. Dziś np. przeczytałam taką listę Zadie Smith, i większość z jej 10 rekomendacji była mi nieznana, a z pewnością warta przeczytania. Na wiele ciekawych pozycji trafiłam dzięki blogom i FB.
  7. Dobrą powieść ostatnio czytałam... - fantastyczną Katherine Anyi Seton, pierwszy raz wydaną w 1954, i od tego czasu stale w druku. To była ostatnia pozycja z nieoficjalnego kanonu Brytyjki, której jeszcze nie czytałam. Jej miejsce w Top 10 najukochańszych powieści jest dla mnie całkowicie zrozumiałe, jak i to, że wiele Brytyjek przyznaje się do czytania tej książki 5, 7, 9 razy! To szalenie wciągająca historia prawdziwej postaci, Katherine Swynford, kochanki, a później żony John of Gaunt, księcia z rodu Lancaster**, a tym samym przodkini wielu koronowanych głów Europy, w tym obecnej królowej Elżbiety II. Nie wiem, czy kiedykolwiek przetłumaczona na polski (podejrzewam, że podobnie jak inna pozycja z kanonu, która jest historycznym romansem, czyli Forever Amber, nie jest), ja ją zaliczam do moich absolutnych faworytek.
  8. Literatura faktu czy fikcja? -  niemal 50:50, z niewielką przewagą beletrystyki.
  9. Czasem nie czytam, wolę... - obejrzeć dobry film lub serial. 
  10. Czytasz w wannie? - bardzo rzadko, bo rzadko się kąpię *mrugam*.
  11. Jesz czytając/czytasz jedząc? - jeśli jem sama - zawsze.
*Już wkrótce BBC pokaże nowy serial wyreżyserowany przez Jane Campion - nie mogę się doczekać! Szkoda tylko, że w głównej roli obsadzono zwariowaną Scjentolożkę, Elisabeth Moss (Peggy Olson z Mad Men). Jak o przynależności Moss do tej ponurej sekty (patrz: film The Master) napisała ceniąca jej aktorstwo felietonistka Guardiana - Scjentologia?! Naprawdę? Ugggh...

**Jak wiadomo, Wojna Róż (War of the Roses), czyli rywalizacja dwóch wielkich angielskich rodów, York i Lancaster, zainspirowała G. R. R. Martina do napisania cyklu Pieśń Lodu i Ognia (Stark i Lannister, ehkm).

27/02/2013

Life gets in the way

Jak w tytule. Zaniedbałam bloga bardzo i przepraszam, także za brak odpowiedzi na komentarze. Nie ma też na razie postępu w blogu anglojęzycznym. Od kilku miesięcy próbuję klawiatury używać tylko w celach komercyjnych, ale generalnie nie starcza mi sił (czy raczej: samodyscypliny) na zamiary. Na pytanie, czy trzymam się zeszłorocznych postanowień uczciwa odpowiedź brzmi zatem "nie". Nie wytrwałam w postanowieniu niekupowania ubrań, choć wszystkie nabytki są znacznie bardziej przemyślane - poza tym, kolekcja Marni dla H&M była tylko jedna, i wyprzedała się w 24 godziny, i upolowany przeze mnie żakiet wart był moralnego upadku - w Londynie w kolejkach do sklepów H&M znajdowały się jednostki, które specjalnie przyleciały (sic!) z takich miejsc, jak Arabia Saudyjska, by kupić rzeczy z tej kolekcji. Poza tym, dotrzymałam mniej rygorystycznej wersji postanowienia - od pół roku wszystko, co kupiłam  (z kategorii "ubrania i dodatki"), było obniżone, albo dzięki kodom zniżkowym, lub na wyprzedaży.
Co się poza tym wydarzyło:
1. Byłam w Budapeszcie na wygranej wycieczce, a w marcu wybieram się na wygrany weekend w Londynie (don't hate me!). W lipcu zaś planuję wizytę w ukochanej Danii, czego mi tubylcy zazdroszczą, bo Skandimania trwa. Niedawno zakończyła się u nas II seria doskonałego duńskiego serialu Borgen (recenzowałam tu, a jeszcze obszerniej pisała o nim Chihiro), oglądana przez rekordową publiczność i analizowana i chwalona w rekordowej ilości brytyjskich mediów - nawet tutejsi politycy pisali artykuły chwalące uczciwość, z jaką przedstawia świat polityki, zaś felietonistki i pisarki o swym zadurzeniu w postaci duńskiej premier (jedna opisała, jak zachęca do oglądania młode dziewczyny, bo kobiety w Borgen to znakomite role models). Serial porusza najważniejsze kwestie moralne, i powinien być obowiązkowy dla wszystkich polityków - dla polskich z pewnością. Za sprawą brytyjskich mediów seriale duńskie zainteresowały nawet kuloodporną na wszystko, co nie po angielsku, amerykańską publiczność, choć tylko intelektualną elitę...

2. ...ale trzeba oddać Amerykankom, co należne - równie wielkim fenomenem jest serial Girls, a Lena Dunham to idolka milionów Brytyjek. Oglądacie? Czy u Was to też fenomen?

3. W tym roku świętujemy 200-lecie wydania Dumy i Uprzedzenia, i z tej okazji dużo się dzieje w moim mieście i pobliskim Chawton, gdzie Jane Austen napisała tę powieść. W sobotę wybieram się na specjalną wycieczkę po miejscach związanych z Austen. Niezawodna Royal Mail wypuściła pamiątkowe znaczki, a w mediach legiony fanek Mr Darcy (i Colina Firtha) piszą zaś miłosne epistoły, takie jak ta.
4. Ostatnie pół roku to był czas wielu odkryć kosmetycznych - mam mnóstwo nowych faworytów, i postaram się o nich napisać.
5. To także czas doskonalenia moich umiejętności w pieczeniu - masa nowych książek poświęconych baking przydała się, bowiem piekę przynajmniej raz w tygodniu, i stale rozszerzam repertuar.

07/09/2012

Pojawiam się i znikam...

...i obym nie dostała bzika.
Wybaczcie długie milczenie - 6 tygodni wakacji, przy niemożliwości podrzucenia dziecka komukolwiek, skutkuje pisarskim odwykiem. A ledwie nadszedł "prawdziwy Dzień Matki" (pierwszy dzień roku szkolnego), wybywam nad Dunaj. Za tydzień będę już w Budapeszcie.
Wakacje spędziliśmy głównie w domu (tzw. staycation). Dla mnie niewątpliwym hajlajtem był jednodniowy kurs kreowania perfum, w sercu słynnego, bajkowego regionu Cotswolds (pamiętacie film Holiday?, tam właśnie trafia Cameron Diaz), w jednej z zaledwie trzech w Europie małych, niezależnych perfumery, gdzie takie kursy są prowadzone. Kurs, po wycieczce do Budapesztu, to najlepsze z moich konkursowych trofeów. Był on fascynujący, nauczyłam się mnóstwo, ale o szczegółach będzie na moim nowym, anglojęzycznym blogu - niedługo Was tam zaproszę. Obcasy nie znikną, ale mam nadzieję, że podążycie za mną.
Wakacje obracały się, rzecz jasna, wokół Nicholasa.
Mamy szczęście mieszkać obok wielkiego, wspaniałego zoo
A tu przed słynną katedrą w Winchesterze, w dniu, gdy przez nasze miasto przekazywano pochodnię z ogniem olimpijskim. Przywitało ją praktycznie całe miasto - nawet w organizacji podróży pochodni przez cały kraj Brytyjczycy okazali się niezrównani, obdarzając tym zaszczytem nie tylko celebrytów, ale niepełnosprawnych i zwykłych - niezwykłych ludzi którzy na to zasłużyli (Torch bearers byli nominowani, nie przez działaczy czy oficjeli, ale normalnych ludzi)
Nicholas i...lisek
To słynny Okrągły Stół, który można podziwiać w Winchesterze - pochodzi z czasów Tudorów
Dom Jane Austen, dziś muzeum i ośrodek jej kultu, w niedalekiej,  uroczej wsi Chawton. To tu narodził się Mr Darcy
Odwiedziliśmy, jeszcze przed Igrzyskami, stolicę. Sklep muzeum Tate Modern - na honorowym miejscu książka pop - up naszej przyjaciółki Jennie
Wyprawa do L. oznacza zawsze wizytę w jednej z trzech już londyńskich Nordic Bakery (czwarta jest na lotnisku we ...Frankfurcie) - jedna znajduje się o rzut oszczepem od polskiego konsulatu i ambasady. Moda na Skandynawię nie przemija, wręcz przeciwnie - o dowodach wkrótce. Chciałoby się, żeby będący właśnie w Londynie Makłowicz wybrał się w faktycznie modne miejsca, a nie do chińskiej restauracji w Chinatown, gdzie chodzą sami turyści (relacja z Facebooka)
Smaki skandynawskie samodzielnie upieczone, wg przepisu z ulubionej Scandilicious Baking. 
A dziś przyszła wygrana w kolejnym konkursie - herbaty znanej tu (i innych krajach, ale chyba nie w Pl) marki Teapigs, plus kubek i dzbanek.

Znikam na kolejne 2 tygodnie. Mam nadzieję że, gdziekolwiek jesteście, doświadczycie Babiego Lata.

29/12/2011

Podsumowania i polecanki - filmowo

W porównaniu z Chihiro (polecam jej Podsumowanie filmowe), jestem słabiutka niczym euro, jeśli chodzi o ilość obejrzanych w 2011 roku filmów, ale jednak odsianie dziesięciu ziaren od ok. setki plew nie było trudne. Nie wszystkie to nowości, włączyłam też kilka filmów zwanych familijnymi. Wielu najwyżej ocenianych tegorocznych premier jeszcze nie widziałam - z chwilą przybycia na świat potomstwa wyjście do kina staje się operacją skomplikowaną i kosztowną, nie uznaję też piractwa i korzystam wyłącznie z legalnej internetowej wypożyczalni, muszę zatem czekać, aż ukaże się DVD/Blu - Ray. Nie znajdziecie tu zatem Midnight in Paris, The Artist, Drive czy A Separation, filmów, na które czekam niecierpliwie, i które na 99% mi się spodobają. Przepraszam, ale nie zawsze podaję polskie tytuły.
1. Mary and Max - przyznam, że od czasów, kiedy mieszkałam w Londynie i stykałam z koczującymi tam Aussies b. często, miałam nienajlepszą opinię o wkładzie Australijczyków w kulturę. Sama Germaine Greer mówi o swej ojczyźnie, że jest "pustynią kulturalną", ale mieszkańcy kontynentu trzech B (beer, beach and barbecue) zrehabilitowali się w moich oczach tym jednym, animowanym, ale przeznaczonym dla dorosłych, wybitnym dziełem. To prawdziwy klejnot, przede wszystkim chyba najlepszy z filmów, w których główny bohater to postać z autystycznego spektrum (tu - Zespół Aspergera), poza tym wzruszający, ale nie ckliwy, mądry, smutny, ale i ze sporą dawką humoru. Bardzo polecam.
2. A skoro mowa o filmach pozbawionych sentymentalizmu, podobał mi się Winter's Bone. Jęczące, rozpieszczone i litujące się nad sobą małolaty powinny być zmuszane, pod groźbą odcięcia od Facebooka, do obejrzenia tego filmu i czerpania przykładu z bohaterki, doskonale zagranej przez Jennifer Lawrence. Poza tym zawsze cieszy mnie, gdy to kobieta reżyseruje dobry film - reżyseria to jeden z ostatnich bastionów męskiej dominacji, szczęśliwie coraz mocniej szturmowany...
3. ...bo np. w 2012 tutejszy parlament zmieni, mam nadzieję, prawo, i wreszcie podąży w ślady mądrzejszych (jak zawsze) Skandynawów, jeśli chodzi o dziedziczenie tronu, tak, by następcą zawsze było pierwsze dziecko, bez względu na płeć, a nie, jak do tej pory - potomek płci męskiej. 2011 był dobrym rokiem dla tutejszej monarchii, ze względu nie tylko na Ślub Stulecia, ale także wielki sukces filmu King's Speech, który musiał się, oczywista, znaleźć na mojej liście. Podzielę się przy okazji plotką, że Colin Firth kandyduje obecnie do kultowej roli Profesora Higgingsa w planowanym remake'u My Fair Lady (jego głównym rywalem jest Hugh Grant), zaś Elizę, którą wszyscy pamiętamy w kreacji Audrey Hepburn, ma zagrać znakomita (i odważna) Carey Mulligan.
4. Carey pojawiła się jako jedna z sióstr Bennett w udanej adaptacji Dumy i Uprzedzenia Joe Wright'a (obejrzałam dziś po raz nie wiem który), ale 2011 był rokiem sióstr  Brontë, a nie Jane Austen (2012 będzie zaś rokiem Dickensa) i nowa wersja Jane Eyre szczęśliwie nie zawiodła - więcej napisałam tu.
5. Niedługo po powrocie z wakacji w Walii wypożyczyłam film, którego akcja dzieje się w Walii - Submarine. Oparty na powieści Joe Dunthorne'a, którego miałam przyjemność poznać osobiście (tu opisuję, jak do tego doszło), jednego z najciekawszych brytyjskich pisarzy młodego pokolenia, to film bardzo kameralny, zabawny i doskonale zagrany (ciekawostka: w Submarine główną postać gra Craig Roberts, jego matkę zaś - Sally Hawkins. W Jane Eyre ci sami aktorzy znowu grają matkę i syna).
6. Innym filmem, którego główny bohater to nastolatek, jest Hugo w reżyserii Martina Scorsese - mnie jego wolne tempo się podobało, ale kilku znajomych narzekało, że akcja zbyt wolno się rozwija. Wielkim atutem są wspaniałe zdjęcia i w tym przypadku 3D się sprawdziło.
7. Hugo to hołd złożony kinu i jego pionierom, a stary (z 1945 roku), czarno - biały film, który jest absolutną klasyką brytyjskiego kina i do którego nieustannie znajduję odniesienia w tutejszej literaturze i prasie, to Brief Encounter - jeśli np. ktoś pisze o "wymowie w stylu Brief Encounter", wiadomo, że chodzi o dobrą dykcję i elokwencję ludzi wykształconych i zamożnych. To jeden z najpiękniejszych filmów o miłości - jeśli macie słabość do Casablanki czy Przeminęło z wiatrem, koniecznie obejrzyjcie BE.
8. 9. i 10. Wspomniałam, że uwzględnię filmy dziecięce/familijne: trzy, które mi się najbardziej podobały, to How to Train Your Dragon, Rango i Tangled (wszystkie to animacje). Przed świętami zaś zabrałam Nicholasa na również animowanego Arthur Christmas (polski tytuł to zdaje się Artur ratuje Gwiazdkę), który bardzo się nam podobał i który polecam obejrzeć w przyszłe święta całą rodziną. Film miał dla mnie kilka dodatkowych, osobistych smacznych kąsków - zaczyna się w mojej ukochanej Danii, potem akcja przenosi się do Niemiec (pada nazwa Flensburg, w którym to mieście byłam na ich pięknym Bożonarodzeniowym kiermaszu!), a następnie - do Polski.
A skoro mowa o animacjach, z niecierpliwością czekam na film pt. Brave - poniżej zajawka - posłuchajcie pięknych szkockich akcentów.

15/09/2011

Reader, I married him

Tytułowe zdanie rozpozna każdy, kto czyta dużo po angielsku. To cytat z Jane Eyre, niemal tak często tu używany i parafrazowany, co Być, albo nie być...? A może nawet częściej - Google znalazło to zdanie w 136 milionach wyników. Dobicie do 200 nie powinno być trudne - 2011 to nieoficjalnie rok sióstr Brontë*. Moja krajanka Jane Austen, mieszkanka plebanii w Hampshire, ustępuje miejsca mieszkankom plebanii w Yorkshire. Trochę mi żal, ale choć nie są one mi tak drogie jak Jane z powodu geograficznej bliskości, kocham  bardziej "gotycki"** styl sióstr z Północy niemal tak bardzo, jak wysublimowanie Jane. Charlotte zresztą narzekała, że Austen była zbyt pruderyjna w opisach "porywów serca". Najnowsza ekranizacja Jane Eyre owe porywy przedstawia w sposób, który zyskałby, jak sądzę, aprobatę Charlotte.
Mia Wasikowska (Jane Eyre) i Michael Fassbender (Rochester)
Międzynarodowa ekipa (reżyser: Amerykanin japońskiego pochodzenia, Jane: Australijka polskiego pochodzenia, Rochester: pół - Niemiec, pół - Irlandczyk) miała się z czym zmierzyć: powieść Brontë sfilmowano 16 razy na duży ekran i 9 razy na mały (ostatni serial TV, ze wspaniałymi kreacjami Ruth Wilson i Toby Stephens'a, syna niezrównanej Maggie Smith, nieustająco polecam), i wybrnęła z tarczą. To najlepsza moim zdaniem adaptacja. 
Ruth Wilson i Toby Stephens
Film nakręcono w Peak District (park narodowy) i w Oxfordshire, Mia Wasikowska zagrała rewelacyjnie i z nienagannym akcentem (w odróżnieniu od biednej Anne Hathaway, która w One Day używa akcentu nieznanego tubylcom), Judi Dench jak zwykle gra jak na "skarb narodowy" przystało (national treasure - tak określa się tu najbardziej kochane przez publiczność osobistości ze świata kultury) zaś Michael Fassbender... Jego Rochester nie uwiódł mnie może tak, jak mógłby, ale z przyjemnością dostrzegłam przebłyski mrocznego erotyzmu - Katie Muir, recenzentka The Times, dała się uwieść, bo napisała, że "Fassbender dał nam Rochestera, jakiego pożądałyśmy". Tak ikoniczna rola, podobnie jak Mr Darcy, Rhett Butler czy Heathcliff, jest niezwykle trudna: a to z powodu tego, że kobiety kochają się w mężczyznach istniejących jedynie na kartach powieści. Zauważcie, że mężczyźni nigdy nie snują fantazji o Cathy z Wichrowych Wzgórz czy Marianne z Rozważnej i Romantycznej - męski gatunek podkochuje się w kobietach z krwi i kości, aktorkach czy modelkach. Tylko kobiety marzą o kochankach z książek. Może dlatego męski recenzent The Sunday Times był nieco chłodniejszy w pochwałach Fassbendera?



Fukunadze (reżyser) udało się stworzyć film nasycony bardzo angielską, gotycką atmosferą. Cieszy to, że w głównych rolach nie obsadzono jakiejś amerykańskiej gwiazdy, by przypodobać się publiczności w USA (znowu - to jest główny problem z ekranizacją tak kochanej przez miliony książki, jak One Day) ani nie filmowano dla oszczędności na Węgrzech (jak bardzo kiepskie Filary Ziemi).
Podrzućcie dzieci niańkom, męża/partnera wyślijcie do pubu, zaproście koleżankę - anglofilkę, i idźcie i się rozkoszujcie.

*Niedługo pojawi się w kinach nowa ekranizacja Wichrowych Wzgórz - krążą pogłoski, że równie udana.
** Gothic - nie w sensie architektury, lecz stylu, popularnego w literaturze angielskiej w II połowie XVIII i w XIX wieku. Teraz tego terminu używa się także w stosunku do wnętrz, wystroju a także atmosfery.

18/01/2011

Jeszcze o kanonie

Wczoraj, już po opublikowaniu poprzedniego posta, przydarzył mi się jeden z tych niezwykłych zbiegów okoliczności, które czynią życie bardziej interesującym. Sięgnęłam bowiem po grudniowy numer magazynu Red (nadrabiam zaległości w lekturze), na którego okładce pyszniła się w boskiej sukni Vivienne Westwood (nikt tak nie podkreśla kobiecych kształtów, jak ona) bogini Nigella, bo to już świąteczna tradycja tego magazynu - od kilku lat zawsze mają Nigellę na okładce, zaś w środku wywiad z nią, jej przepisy itp. W tym roku redakcja zapytała ją o 12 bożonarodzeniowych życzeń (w nawiązaniu do słynnej kolędy 12 days of Christmas). I cóż widzę pod życzeniem numer 11? A book for every week of the year (Książkę na każdy tydzień roku). Poniżej zaś Nigella, absolwentka elitarnej uczelni i mól książkowy, a więc ten okaz Brytyjki, o którym myślałam, pisząc o kanonie, mówi tak: (...)I wish (...)to reread my favourites (...): Persuasion by Jane Austen, any Nancy Mitford, Little Women by Louisa May Alcott, and I Capture the Castle by Dodie Smith.
Z 5 wspomnianych przeze mnie autorek wymienia 3 (choć inną powieść Austen) - więc nawet jeśli mi nie wierzycie *mrugam*, wiem, że uwierzycie Nigelli.
O książkach Nancy Mitford napiszę w poście poświęconym jej  samej, a dziś pokrótce o I Capture The Castle. Najpierw o tytule. To capture znaczy uchwycić, zdobyć (np. zamek, twierdzę), schwytać. Można by zatem przetłumaczyć tytuł po prostu jako Zdobywam Zamek. Ale tu capture jest użyte w znaczeniu uchwycić, jak w zdaniu "malarz portretu uchwycił podobieństwo...", bowiem zamieszkała  w zamku siedemnastoletnia narratorka, Cassandra Mortmain, próbuje uchwycić przelotne chwile i opisać w słowach uczucia, które tak trudno, no właśnie, uchwycić. Kiedy książka was wciągnie, zdacie sobie sprawę, że tytuł to także  metafora - narratorce bowiem udało się "podbić twierdzę", czyli zdobyć wasze serce. Podobnie jak w Dumie i Uprzedzeniu czy w Małych Kobietkach, w tej książce ważnym motywem jest więź między siostrami, Cassandrą i Rose. W latach 30 minionego wieku wiodą one żywot zubożałych arystokratek w pełnym przeciągów, pozbawionym wygód zamczysku, z ojcem - pisarzem cierpiącym na blokadę pisarską stulecia -  przy czym okoliczności te nie wydają się Cassandrze niczym niezwykłym. Rodzina Mortmain kultywuje bowiem tę wielką angielską tradycję, jaką jest ekscentryczność*. Dziwactwa poszczególnych jej członków opisane są przy tym ciepło, lirycznie, ale i  z tak dużą dozą humoru, iż bohaterowie szybko zyskują naszą sympatię, i to właśnie sprawia, że ta książka jest tak bliska wielu Brytyjkom (w USA podobno jest także na czele listy książek poszukiwanych w antykwariatach). Proza Dodie Smith jest tak przekonująca, a narracja tak czysta, bez żadnej fałszywej nuty, że od razu wierzymy, iż książka to naprawdę pamiętniko - notatnik nastoletniej angielskiej ubogiej szlachcianki, która naprawdę żyła w zamku, i naprawdę miała tak ekscentrycznych krewnych, i naprawdę zakochała się w przystojnym Amerykaninie.
Kadr z filmowej adaptacji - w roli Cassandry Romola Garai

Tu znajdziecie streszczenie powieści, łącznie z, ostrzegam, zakończeniem (po angielsku).
Co ciekawe, w książce Rose i Cassandra pewnego razu spierają się, kto jest lepszą pisarką: Charlotte Bronte czy Jane Austen.
Scenariusz do filmu napisała zaś Heidi Thomas, autorka scenariusza do znakomitego serialu kostiumowego BBC, który po raz kolejny gorąco polecam - Cranford.




*Naukowo dowiedziono, że Wyspy Brytyjskie mają najwięcej ekscentryków na głowę, ale o tym kiedy indziej.

17/01/2011

Kanon literacki Brytyjki

Rodzaj żeński w tytule jak najbardziej zamierzony - przykro mi, panowie, ale z moich osobistych obserwacji i, co istotniejsze, ze statystyk zbieranych przez brytyjski portal wydawców, The Bookseller, wynika, że kobiety czytają znacznie więcej literatury pięknej, niż mężczyźni, i dotyczy to zarówno UK, jak i Polski.
Dziś zatem o kilku książkach, które raz po raz wymieniane są w rozmaitych wywiadach i rubrykach typu "5 książek mego życia", "Książki, które należy przeczytać, zanim umrzesz", "Książka, którą sama chciałabyś napisać" (to pytanie, które magazyn Red stawia w każdym numerze współczesnym autorkom) i które zajmują nieodmiennie pierwsze miejsca w ankietach na ulubioną powieść klasyczną. Z tych wszystkich źródeł wyłania się kanon literacki współczesnej oczytanej Brytyjki.
1. To musiał być numer 1:  Pride and Prejudice (Duma i Uprzedzenie) Hampshirki (pochodzącej z mego ukochanego Hampshire) i najbardziej wpływowej po Szekspirze autorki w języku angielskim, Jane Austen. O wpływie Austen świadczy choćby to, że zarówno literatura krytyczna, jak i powieści współczesne inspirowane jej powieściami idą w setki pozycji i jest to niemal osobna gałąź literatury, nie wspominając o  niezliczonych serialach i filmach.
Ja właśnie zakupiłam nowe, wyjątkowe wydanie Dumy i Uprzedzenia - z przypisami (tzw. annotated edition), które dostarczają mnóstwa ciekawych informacji przede wszystkim na temat obyczajów epoki Jane Austen, ale także wielu innych dziedzin, począwszy od mody a skończywszy na historii wojskowej. Książka jest też starannie wydana, ma wielkość i grubość albumu, a przede wszystkim piękne ilustracje, co usprawiedliwia cenę kilkakrotnie wyższą od tej, którą się płaci za popularne wydanie w miękkiej okładce. To wydanie, zredagowane przez znawczynię nie tylko twórczości Austen, ale też pasjonatkę epoki georgiańskiej, Patricię Meyer Spacks, powinno być obowiązkowym zakupem dla anglistów i tłumaczy.
2. Wichrowe Wzgórza i Dziwne Losy Jane Eyre sióstr Bronte. Umieszczam je ex aequo na drugim miejscu, gdyż trudno powiedzieć, która z nich jest bardziej czytana i kochana, i obie to żelazne pozycje w kanonie.
Wyjątkowe wydanie Jane Eyre z serii Penguin Design Classics
Niedługo w kinach będzie kolejna adaptacja Jane Eyre, z utalentowaną Mią Wasikowską i Michaelem Fassbenderem (mmmm....) w rolach głównych.
3. I Capture The Castle (Nie oddam zamku) Dodie Smith. To skandal, że książka, która jest dla pokoleń Brytyjek równie ukochaną lekturą, co np. Ania z Zielonego Wzgórza, i jest perłą literatury młodzieżowej, nie jest w Polsce w ogóle znana! Polski tytuł zaczerpnęłam z tłumaczenia filmu, który też zresztą bardzo polecam (z Romolą Garai, Rose Byrne i Billem Nighy). Tym bardziej nie mogę zrozumieć tej ziejącej czernią dziury w polskich tłumaczeniach klasyki, że inna klasyczna książka Dodie Smith, 101 Dalmatyńczyków, jest przecież dostępna...
4. I kolejna kryminalna wprost luka wśród polskich tłumaczeń, Love in a Cold Climate Nancy Mitford. Dwa wielkie bestsellery, które od 50 lat są wciąż wznawiane i czytane przez kolejne pokolenia, Love in a Cold Climate oraz The Pursuit of Love, są kompletnie nieznane! Jak zawsze, gdy piszę o takich niewybaczalnych wg mnie brakach w klasyce obcej, mam cichą nadzieję, że może jakiś mądry wydawca trafi tutaj i wynagrodzi polskim czytelnikom  te wszystkie karygodne braki. Tymczasem ja zrobię to, co mogę w moim skromnym zakresie - napiszę wkrótce więcej o tak mało znanych w Pl, a niezwykłych, fascynujących i kontrowersyjnych siostrach Mitford - jedyny materiał, na jaki się natknęłam na ten temat po polsku, to artykuł Andrzeja Żuławskiego, który ukazał się w Twoim STYLU parę lat temu. Tymczasem rodzina Mitfordów była jednym z najbardziej znanych klanów arystokratycznych w XX - wiecznej Anglii, spowinowaconym z Churchillami  w Anglii, i Kennedymi w USA - jedyna żyjąca jeszcze siostra, Deborah, jest księżną Devonshire i panią na jednym z najsłynniejszych zamków w Anglii, Chatsworth. Siostry Mitford, których było sześć, to zarazem chyba najbardziej znane rodzeństwo w historii literatury anglojęzycznej - nie tylko dzieła poszczególnych sióstr, których sprzedaż idzie w miliony, ale też literatura okołomitfordowska (tzw. Mitfordiana), która stanowi (znowu) niemal osobną gałąź literatury.
Obie książki Nancy Mitford należą do moich ulubionych powieści i mogę je czytać wciąż od nowa. To arcydzieła, obowiązkowe dla anglofilów - nie dalej jak 2, 3 tygodnie temu czytałam recenzję audiobooka Love in a Cold Climate, gdzie określono ją, po raz enty, jako classic gem (dosłownie: klejnot klasyki).


14/10/2010

W krainie Jane Austen

Wszystkie nowopoznane osoby słyszą od mnie wcześniej czy później  przechwałki na temat miejsca, w którym mieszkam. Wśród wielu powodów do chwalipięctwa jest fakt, że ten skrawek Hampshire to kraina Jane Austen i ośrodek jej kultu, którego wyznawców ochrzczono mianem Janeites- w pobliskiej, niezwykle malowniczej (chocolate - boxy, jak tu mówią) wsi Chawton mieści się jej muzeum, w domu, w którym mieszkała wraz z matką i w którym napisała wszystkie swoje powieści, a ona sama na wieki spoczywa w naszej katedrze. Pisałam tu o tym, że planowałam kolejną wizytę w Chawton - i na początku września nadarzyła się wymówka, jaką są  Heritage Open Days. Co roku przez 4 dni we wrześniu muzea, pałace, dwory, ogrody etc, do których wstęp zwykle jest płatny, otwierają swoje podwoje dla zwiedzających za darmo. To znakomita pora, by odwiedzić Anglię - np. tu w Winchesterze niemal wszystkie zabytkowe miejsca można wtedy zobaczyć bezpłatnie.
Tym razem jednak chciałam wykorzystać okazję, jaką dają Heritage Open Days, by zwiedzić leżący bardzo blisko muzeum Jane Chawton House Library. To dwór, którego właścicielem został zaadoptowany przez niemających biologicznego dziedzica bogatych krewnych, rodzinę Knight'ów, brat Jane. Odziedziczył on duży majątek po swych adoptowanych rodzicach i to on zaprosił swoją owdowiałą matkę i siostrę Jane, mającą pogardzany wtedy status spinster (starej panny), by zamieszkały w jednej z nieruchomości na terenie majątku. Dziś Chawton House należy do bardzo bogatej Amerykanki, która założyła fundację zarządzającą dworem i majątkiem i przekształciła go w bibliotekę oraz ośrodek badawczy nad literaturą kobiecą w języku angielskim stworzoną w latach 1600 - 1830. Czy nie budujące jest to, że są ludzie, którzy zamiast kupować coraz większe jachty wkładają własne pieniądze w taki projekt? Ośrodek działa prężnie - co najmniej raz w miesiącu dostaję emailowe zaproszenie na wykład, warsztaty czy inną imprezę, ostatnio nawet na cykl wykładów z naukowcami z całego świata, w tym z prelegentką z Polski.
Także w tę sobotę, z okazji wolnego wstępu, ochotnicy z towarzystwa przyjaciół fundacji (o takich towarzystwach jeszcze napiszę, bo to wspaniała instytucja, i bardzo angielska), przebrani w stroje georgiańskie, uczyli zwiedzających tańców modnych w czasach Austen.
Ochotnicy w przerwie na lunch
Chawton House Library
Budynek obok biblioteki, w którym, jak podejrzewam, mieszka właścicielka majątku
Chawton House Library otaczają wypieszczone trawniki, a z tyłu leżą ogrody - najpierw różany, potem sad i warzywnik, w którym stoi także kilka zamieszkanych uli, otoczone starymi murami - tak wyobrażałam sobie kiedyś ogród z Tajemniczego Ogrodu. To miejsce musi być b. przyjazne ptakom, bo  ich trele rozbrzmiewały zewsząd.
Rose Garden
Widok z ogrodu w stronę wsi 
Jak widać, kropiło

09/10/2009

Jane Austen i Emma

W zeszłą niedzielę BBC nadało pierwszy odcinek serialu Emma na podstawie jednej z 6 powieści Jane Austen. Serial wyprodukowało BBC, podobnie jak absolutny klasyk wśród seriali austenowskich i tzw. period dramas, a zatem serialów i filmów "z epoki", czyli Dumę i Uprzedzenie z 1995 roku, z Colinem Firthem i Jennifer Ehle w rolach głównych. Ten wspaniały serial jest niezwykle mocno zakorzeniony w brytyjskiej kulturze popularnej, o czym świadczą choćby niezliczone odniesienia do "mokrej koszuli Darcy'ego" w prasie i w książkach o Bridget Jones. Niestety, w Pl serial ten był jak zwykle nadawany w niewłaściwej, z mojego punktu widzenia, porze (o 17) w dni powszednie i jest mało znany, a jest równie dobry, jeśli nie lepszy, co popularny również w Pl film kinowy z Keirą Knightley z 2005 r. BBC pokazuje swoje najdroższe i najlepsze produkcje historyczne (co jest równoznaczne z tym, że najlepsze na świecie, nikt tak nie potrafi przedstawić realiów XVIII czy XIX wieku, co BBC) w primetime, i słusznie, bo dla wielu Brytyjczyków, szczególnie kobiet, nie ma nic lepszego w ponury jesienny czy zimowy wieczór sobotni lub niedzielny, niż historia miłosna z dawnych, bardziej romantycznych czasów, rozgrywająca się wśród ladies i dżentelmenów - czysty eskapizm. Emma, z doświadczoną już, choć bardzo młodą aktorką Romolą Garai w roli tytułowej, od razu mi się spodobała i z niecierpliwością czekam na drugi odcinek. Garai ma urodę zwaną tutaj urodą "angielskiej róży", której głównym elementem jest brzoskwiniowa cera*. Gra bardzo dobrze i czyni Emmę Woodhouse sympatyczną, a Emma, parafrazując nieco słowa Jane Austen, to postać, która może irytować: rozpieszczona swatka - amatorka. Moim zdaniem znacznie lepiej, niż Gwyneth Paltrow, która grała Emmę w filmie kinowym.
Jane Austen spędziła niemal całe swoje życie w Hampshire, i to właśnie w tym zakątku hrabstwa, w którym mieszkam, napisała swe nieśmiertelne, wciąż fascynujące czytelników, zwłaszcza tu i w USA, powieści. W Chawton, oddalonym zaledwie 17 mil od Winchesteru, znajduje się urocze muzeum autorki Dumy i uprzedzenia, mieszczące się w domu, w którym Jane Austen mieszkała w latach 1809-1817 (zdjęcie na dole). Byłam w tym muzeum kilka lat temu, ale muszę wybrać się tam znowu, gdyż czytałam o bardzo dużej inwestycji w dwór obok domu - muzeum Jane, za sprawą prywatnej osoby, Amerykanki, która poświęciła swój olbrzymi majątek i czas na stworzenie biblioteki i ośrodka badawczego Chawton House Library, mieszczącego kolekcję literatury napisanej przez kobiety między rokiem 1600 a 1830 (rękopisy, pierwsze wydania itd). Ośrodek stara się promować wiedzę o literaturze kobiecej, niedocenianej i zapomnianej. Sama Austen publikowała początkowo anonimowo, gdyż jej wydawca uznał, że książka napisana przez kobietę nie sprzeda się tak dobrze, jak książki męskich autorów.


Ze wspomnianą już serialową ekranizacją najsłynniejszej (ale nie najlepszej - wg ekspertów najlepsza jest Emma) powieści – Dumy i uprzedzenia – wiąże się ciekawostka: Colin Firth, który dla większości Brytyjczyków pozostaje panem Darcy, dorastał w Winchesterze. Austen przyjechała z Chawton do Winchesteru w 1817 r. na leczenie, bowiem w owym czasie Winchester był, obok Londynu, najważniejszym centrum medycznym w Anglii. Niestety pisarka wkrótce zmarła i jest pochowana w tutejszej słynnej katedrze, a na domu, w którym spędziła ostatnie dni, bardzo blisko katedry, widnieje tzw blue plaque, których mnóstwo można zobaczyć w starszych dzielnicach Londynu . Te błękitne tablice to świetny pomysł, gdyż ze względu na kolor przyciągają wzrok - tabliczki informują przechodniów, że w danym domu mieszkała słynna osoba, i zawierają króciutki opis jej dokonań.

* po angielsku taka cera to tzw. peaches and cream, czyli dosłownie brzoskwinie i śmietanka.

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails