Kampanie społeczne mają w Wielkiej Brytanii bardzo długą i bogatą tradycję, i moim zdaniem do dziś twórcy takich reklam są w tym najlepsi na świecie. Najnowsza jest na to dowodem: to kampania skierowana do kobiet, zachęcająca je do uprawiania sportu. Po rewelacyjnych Igrzyskach, aktywiści ze świata sportu wyszli z różnymi inicjatywami, by nie tylko podtrzymać entuzjazm tych, którzy już uprawiali jakiś sport, a także inwestować w przyszłych zwycięzców, ale także dotrzeć do tych osób, które z różnych względów nie ćwiczą.
Z przeprowadzonych w całym kraju badań wyszło też, że znacznie więcej Brytyjczyków uprawia sport regularnie, niż Brytyjek - aż 2 miliony mniej kobiet. Różnice między płciami na "Kontynencie" (czyli w reszcie Europy) są ponoć mniejsze, ale nie wiem, jak to wygląda w Polsce. Może w ostatnich 2 dekadach coś się zmieniło, ale kiedy ja chodziłam do szkoły, podział był wyraźny - to chłopców zachęcano do uprawiania sportu, szczególnie gier zespołowych, zaś dziewczyny nie - znane mi nastolatki ruch postrzegały głównie jako sposób na schudnięcie/utrzymanie figury. W tym wieku wygląd staje się tak ważny, że związane z wysiłkiem fizycznym pocenie się, czy potarganie fryzury powstrzymuje wiele dziewcząt. Przeprowadzone w brytyjskich szkołach ankiety pokazały, że dziewczynki równie chętnie uprawiają sport, co chłopcy, aż do wejścia w okres dojrzewania, kiedy presja, by zawsze dobrze wyglądać, skutecznie je zniechęca, i tracą nawyk regularnych ćwiczeń, w który to nawyk ciężko się znowu wdrożyć, kiedy na głowie ma się pracę i dzieci -stąd taka dysproporcja między płciami.
Kampania This Girl Can atakuje zatem stereotyp, że tylko kobiety, które dobrze wyglądają ćwicząc - szczupłe, młode i już wysportowane - mogą uprawiać sport.
Do kampanii zaangażowano "zwykłe" kobiety, a nie sportsmenki - z nadwagą, widocznym celulitem itd. Żadna nie była specjalnie malowana czy stylizowana. Świetnie zrealizowany klip, nadawany w TV w primetime, pokazuje kobiety czerpiące ze sportu radość, której nie mącą troski o to, jak się prezentują, ani kto na nie patrzy.
W tym samym tygodniu, gdy ruszyła ta kampania, Reese Witherspoon otrzymała nominację do Oskara za główną rolę w filmie Wild. To także bardzo cieszy, bo bohaterka filmu wyrusza samotnie na fizycznie wyczerpującą wędrówkę. Słuchałam dziś wywiadu z Reese i Cheryl Strayed, na której autobiografii oparto ten film. Reese nie nosi w filmie makijażu - nie mówię tu o makijażu, który udaje, że go nie ma. Aktorka, która jest także producentką, naprawdę ma na twarzy tylko krem z SPF i, jak śmiejąc się podkreśliła, nie jest to nawet krem koloryzujący.
Showing posts with label feminizm. Show all posts
Showing posts with label feminizm. Show all posts
15/01/2015
09/01/2015
Lubię jej styl: Alicia Florrick
Jednym z pomniejszych argumentów potwierdzających tezę o tym, że żyjemy w złotej erze telewizji, jest to, że kostiumy, które noszą bohaterki seriali, mają wpływ na to, co nosi ulica. Kostiumy zawsze były ważne, ale dopiero media społecznościowe wywindowały kostiumologów i stylistów do pozycji wyroczni mody, obok projektantów i celebrytek. W czasie transmisji nowego odcinka popularnego serialu, firmy odzieżowe tweetują linki do swoich sklepów online, gdzie klientki mogą kupić jednym kliknięciem sukienkę czy buty, które przyciągnęły ich uwagę zaledwie parę minut temu. Styl fikcyjnych postaci, o czym pisałam już w poprzednim odcinku z tego cyklu, ma zatem coraz większy wpływ na to, jak się ubieramy.
Jedną z najbardziej obecnie podziwianych bohaterek jest Alicia Florrick, czyli Żona Idealna (The Good Wife), główna postać serialu o tym tytule, którą gra znana wcześniej z ER (Ostrego Dyżuru) piękna Julianna Margulies. Jak już dawno pisałam, bardzo lubię ten serial - jak mogłabym nie lubić, skoro najważniejsze postaci: Alicia, Kalinda oraz Diane, to mądre, niezależne kobiety o liberalnych poglądach, które otwarcie deklarują swój feminizm oraz, w przypadku Alicii, ateizm. Żadna z nich nie jest też poniżej 30stki. Każda ma swój własny "mundurek", ale we wszystkich trzech przypadkach jest on kobiecy. Odpowiedzialny za ich garderoby Daniel Lawson nie znosi zmaskulinizowanych kostiumów, w które często ubierane są postaci kobiece, które odnoszą sukcesy zawodowe i zajmują wysokie stanowiska. Niestety nawet w 2015 roku, im wyższe miejsce kobieta zajmuje na szczeblu drabiny zawodowej, tym większe prawdopodobieństwo, że jest w mniejszości, jeśli nie jedyną kobietą. Styliści zatem mają tendencję do tego, by unikać sukienek, bluzek, a także żywych kolorów, tak, by "rodzynek" nie odstawała na tle tego otaczającego ją morza szarych i granatowych garniturów, oraz sygnalizować, że jest "silna" i "równa mężczyznom", tonując kobiecość.
Lawson szczęśliwie nie ucieka się do takich wizualnych uproszczeń, a wręcz odwrotnie: im wyżej po drabinie kariery wspina się Alicia, tym bardziej kolorowe jej ubrania. Subtelnej ewolucji ulegają też fasony jej żakietów i sukienek - są często bardziej dopasowane w talii i z podkreślającą biodra baskinką. Alicia bardzo rzadko zakłada spodnie, nosi głównie sukienki-princeski (shift dresses), oraz kostiumy, lub żakiety ze spódnicami, zawsze ołówkowymi. Lawson ubiera wszystkie trzy główne postaci kobiece w dopasowane ubrania nie tylko dlatego, że wszystkie mają godne podkreślania figury, i taki krój jest bardziej kobiecy, ale także dlatego, że szerokie rękawy czy rozkloszowane spódnice wyglądają gorzej na ekranie, choć w realu są jak najbardziej do przyjęcia.
Alicia często nosi te same kolory, co jej koledzy: szarości, czerń, granat, beże, a więc barwy, które dominują w świecie biznesu.
Ale w jej garderobie bardzo dużo jest też czerwieni oraz ciemnych odcieni fioletu. Czerwień to chyba ulubiony kolor Alicii, szczególnie na wyjątkowe okazje - wszystkie jej najbardziej spektakularne kreacje są czerwone, bo ten kolor doskonale podkreśla jasną cerę i ciemne włosy Julianny Margulies. Alicia nosi też głównie delikatną biżuterię, ale czasem pokaźny zegarek, i rzadko pokazywana jest w butach innych niż szpilki.
W serialu pojawiają się ubrania i dodatki niemal wyłącznie firm dizajnerskich - Alicia nosi kostiumy i sukienki od m.in. Diora i od mistrza formalnego szyku - Armani, ale wiele brytyjskich firm masowych specjalizuje się w kopiowaniu tego stylu. Takie marki jak Closet, Hybrid czy The Pretty Dress Company oferują bardzo duży wybór kobiecych sukienek, a firmy takie jak Jigsaw, L.K. Bennett czy Hobbs, ze średniej półki (między masówką a dizajnerskimi - niestety w Polsce marki mid-market są bardzo słabo reprezentowane), bardzo dobrze wypełniają swoje zadanie, by projektować kobiece, ale spełniające wymogi korporacyjnego dress code, ubrania.
Jedną z najbardziej obecnie podziwianych bohaterek jest Alicia Florrick, czyli Żona Idealna (The Good Wife), główna postać serialu o tym tytule, którą gra znana wcześniej z ER (Ostrego Dyżuru) piękna Julianna Margulies. Jak już dawno pisałam, bardzo lubię ten serial - jak mogłabym nie lubić, skoro najważniejsze postaci: Alicia, Kalinda oraz Diane, to mądre, niezależne kobiety o liberalnych poglądach, które otwarcie deklarują swój feminizm oraz, w przypadku Alicii, ateizm. Żadna z nich nie jest też poniżej 30stki. Każda ma swój własny "mundurek", ale we wszystkich trzech przypadkach jest on kobiecy. Odpowiedzialny za ich garderoby Daniel Lawson nie znosi zmaskulinizowanych kostiumów, w które często ubierane są postaci kobiece, które odnoszą sukcesy zawodowe i zajmują wysokie stanowiska. Niestety nawet w 2015 roku, im wyższe miejsce kobieta zajmuje na szczeblu drabiny zawodowej, tym większe prawdopodobieństwo, że jest w mniejszości, jeśli nie jedyną kobietą. Styliści zatem mają tendencję do tego, by unikać sukienek, bluzek, a także żywych kolorów, tak, by "rodzynek" nie odstawała na tle tego otaczającego ją morza szarych i granatowych garniturów, oraz sygnalizować, że jest "silna" i "równa mężczyznom", tonując kobiecość.
![]() |
| Szkarłat na tle ciemnych garniturów |
Lawson szczęśliwie nie ucieka się do takich wizualnych uproszczeń, a wręcz odwrotnie: im wyżej po drabinie kariery wspina się Alicia, tym bardziej kolorowe jej ubrania. Subtelnej ewolucji ulegają też fasony jej żakietów i sukienek - są często bardziej dopasowane w talii i z podkreślającą biodra baskinką. Alicia bardzo rzadko zakłada spodnie, nosi głównie sukienki-princeski (shift dresses), oraz kostiumy, lub żakiety ze spódnicami, zawsze ołówkowymi. Lawson ubiera wszystkie trzy główne postaci kobiece w dopasowane ubrania nie tylko dlatego, że wszystkie mają godne podkreślania figury, i taki krój jest bardziej kobiecy, ale także dlatego, że szerokie rękawy czy rozkloszowane spódnice wyglądają gorzej na ekranie, choć w realu są jak najbardziej do przyjęcia.
Alicia często nosi te same kolory, co jej koledzy: szarości, czerń, granat, beże, a więc barwy, które dominują w świecie biznesu.
Ale w jej garderobie bardzo dużo jest też czerwieni oraz ciemnych odcieni fioletu. Czerwień to chyba ulubiony kolor Alicii, szczególnie na wyjątkowe okazje - wszystkie jej najbardziej spektakularne kreacje są czerwone, bo ten kolor doskonale podkreśla jasną cerę i ciemne włosy Julianny Margulies. Alicia nosi też głównie delikatną biżuterię, ale czasem pokaźny zegarek, i rzadko pokazywana jest w butach innych niż szpilki.
W serialu pojawiają się ubrania i dodatki niemal wyłącznie firm dizajnerskich - Alicia nosi kostiumy i sukienki od m.in. Diora i od mistrza formalnego szyku - Armani, ale wiele brytyjskich firm masowych specjalizuje się w kopiowaniu tego stylu. Takie marki jak Closet, Hybrid czy The Pretty Dress Company oferują bardzo duży wybór kobiecych sukienek, a firmy takie jak Jigsaw, L.K. Bennett czy Hobbs, ze średniej półki (między masówką a dizajnerskimi - niestety w Polsce marki mid-market są bardzo słabo reprezentowane), bardzo dobrze wypełniają swoje zadanie, by projektować kobiece, ale spełniające wymogi korporacyjnego dress code, ubrania.
![]() |
| Sukienka Hybrid, model Monaco |
19/12/2012
"Mamę zjadł wilk" czyli najlepsze seriale 2012. I książki
Caitlin Moran, moja ulubiona felietonistka, recenzentka i satyryczka The Times, powoli staje się tzw. skarbem narodowym (national treasure), czyli dołącza do elitarnego grona osób, takich jak Damy Maggie Smith i Judi Dench (Dame - żeński odpowiednik tytułu Sir, który przysługuje tym, którzy otrzymali knighthood, czyli szlachectwo) oraz producent i prezenter cudownych, najlepszych programów przyrodniczych świata*, czyli David Attenborough, bez których nie można sobie wyobrazić współczesnej Wielkiej Brytanii. Jej autobiograficzna książka How to be a Woman jest bestsellerem, jej artykuły są wśród najbardziej poczytnych, otrzymała też kilka branżowych nagród, w tym dla najlepszego krytyka TV. Uwielbiam wszystko, co pisze, w tym jej recenzje telewizyjne i to właśnie z jednej z nich zaczerpnęłam tytułowy cytat - Caitlin, mama dwóch dziewczynek, pisze o najlepszej wg niej pozycji w całej brytyjskiej TV w 2012: "Dzieciom mówię: Mamę zjadł wilk, nie ma mnie dla nikogo, bo leci The Hour". Właśnie skończyła się druga seria tego serialu BBC, z Dominikiem Westem (ach, wszystkie, które kochacie The Wire, wiecie, kto zacz) i z obrzydliwie utalentowaną, niehollywoodzko kształtną, z najzgrabniejszą pod słońcem pupą, stworzoną specjalnie do noszenia ołówkowej spódnicy, Romolą Garai, oraz Benem Whishaw, w którym podkochuje się dziś niejedna fangirl. Skoro mowa o spódnicach - moda: fasony, tekstury a przede wszystkim kolory, są w tym serialu, podobnie jak w przypadku Mad Men, niesamowicie dopracowane i ważne, i to jedna z przyczyn, dla których i Caitlin, i ja, tak lubimy ten serial.
The Hour, piąta seria Mad Men, Gra o Trony, Homeland - z trzema Brytyjczykami w najważniejszych rolach - to moje serialowe highlights tego roku.
Przejdę do wspomnianej wyżej autobiografii Caitlin, bo to jedna z najważniejszych dla mnie książek tego roku. Pochodząca z biednej, wielodzietnej rodziny z klasy robotniczej, niewykształcona Caitlin zrobiła błyskotliwą karierę i opływa dziś w dostatki dzięki piekielnie ostrej inteligencji, oczytaniu, determinacji, poczuciu humoru i lekkości pióra - w kraju, w którym tak trudno się wynieść ponad swoje pochodzenie, jej historia jest dla mnie źródłem inspiracji i optymizmu. W swej książce porusza ona ważne dla każdej kobiety tematy, takie jak macierzyństwo, feminizm, seks czy aborcja, z rzadko spotykaną szczerością i mądrością, nie zapominając o najwyższej próby dowcipie. Przy jej lekturze lekko bolała mnie szyja, bo przytakiwałam niemal każdemu zdaniu, a przy tym często chichotałam.
Druga ważna dla mnie książka jest także bardzo zabawna (choć uprzedzam: to często bardzo ostra, dla wielu pewnie bluźniercza, satyra), i również autobiograficzna: to wspomnienia Shaloma Auslandera pod tytułem Foreskin's Lament. Imię i nazwisko autora zdradzają jego pochodzenie - wychowany w środowisku ortodoksyjnych amerykańskich Żydów, Auslander zaczął pisać za namową psychiatry, do którego trafił z powodu depresji i myśli samobójczych. Tak zaczęła się jego osobista rozprawa ze środowiskiem i religią, w których został wychowany. Angielska pisarka żydowskiego pochodzenia, Naomi Alderman, napisała w swej przychylnej rezenzji, że książka ta z pewnością spodoba się zwolennikom Richarda Dawkinsa, a ja się do nich zaliczam. I zgadzam się jeszcze z tym zdaniem Alderman: Few books really are laugh-out-loud funny. This one is. Świetną jej recenzję (świetną, bo zgadzam się z każdym słowem *mrugam*) napisała też Chihiro, przeczytacie ją tu.
A jakie seriale i książki Wam się najbardziej podobały?
*Po zeszłorocznym niesamowitym serialu Frozen Planet, w te święta Attenborough i BBC uraczą nas serią pt. Africa - już się nie mogę doczekać.
The Hour, piąta seria Mad Men, Gra o Trony, Homeland - z trzema Brytyjczykami w najważniejszych rolach - to moje serialowe highlights tego roku.
Przejdę do wspomnianej wyżej autobiografii Caitlin, bo to jedna z najważniejszych dla mnie książek tego roku. Pochodząca z biednej, wielodzietnej rodziny z klasy robotniczej, niewykształcona Caitlin zrobiła błyskotliwą karierę i opływa dziś w dostatki dzięki piekielnie ostrej inteligencji, oczytaniu, determinacji, poczuciu humoru i lekkości pióra - w kraju, w którym tak trudno się wynieść ponad swoje pochodzenie, jej historia jest dla mnie źródłem inspiracji i optymizmu. W swej książce porusza ona ważne dla każdej kobiety tematy, takie jak macierzyństwo, feminizm, seks czy aborcja, z rzadko spotykaną szczerością i mądrością, nie zapominając o najwyższej próby dowcipie. Przy jej lekturze lekko bolała mnie szyja, bo przytakiwałam niemal każdemu zdaniu, a przy tym często chichotałam.
Druga ważna dla mnie książka jest także bardzo zabawna (choć uprzedzam: to często bardzo ostra, dla wielu pewnie bluźniercza, satyra), i również autobiograficzna: to wspomnienia Shaloma Auslandera pod tytułem Foreskin's Lament. Imię i nazwisko autora zdradzają jego pochodzenie - wychowany w środowisku ortodoksyjnych amerykańskich Żydów, Auslander zaczął pisać za namową psychiatry, do którego trafił z powodu depresji i myśli samobójczych. Tak zaczęła się jego osobista rozprawa ze środowiskiem i religią, w których został wychowany. Angielska pisarka żydowskiego pochodzenia, Naomi Alderman, napisała w swej przychylnej rezenzji, że książka ta z pewnością spodoba się zwolennikom Richarda Dawkinsa, a ja się do nich zaliczam. I zgadzam się jeszcze z tym zdaniem Alderman: Few books really are laugh-out-loud funny. This one is. Świetną jej recenzję (świetną, bo zgadzam się z każdym słowem *mrugam*) napisała też Chihiro, przeczytacie ją tu.
![]() |
| Shalom Auslander (źródło: The Times) |
A jakie seriale i książki Wam się najbardziej podobały?
*Po zeszłorocznym niesamowitym serialu Frozen Planet, w te święta Attenborough i BBC uraczą nas serią pt. Africa - już się nie mogę doczekać.
30/06/2012
Niezastąpiona Nora Ephron
Tak niedawno pisałam o książce Nory Ephron, I Remember Nothing, a od kilku dni wiem już, że nie będzie kolejnych, nie będzie też kolejnych scenariuszy i najlepszych komedii romantycznych ostatnich klikudziesięciu lat. Nora zmarła o wiele za wcześnie - miała 71 lat, a jej umiejętność pisania błyskotliwie inteligentnych i dowcipnych esejów pozostała niezmieniona - I Remember Nothing jest tak samo pełne bystrych spostrzeżeń i humoru, jak jej poprzednia książka, która zasłużenie była bestsellerem - I Feel Bad About My Neck. Bez Nory jesteśmy skazani na kolejne pozbawione polotu i ciepła, produkowane niczym ciasteczka przy użyciu tej samej foremki, wiecznie z Jennifer Aniston lub Katherine Heigl w roli głównej, nieromantyczne i nieśmieszne romantyczne komedie.
Gdy usłyszałam bardzo smutną dla mnie wiadomość o jej śmierci, zajrzałam na Twittera - o tym, jak wiele jej książki i filmy znaczyły dla innych, niech świadczy to, że jej odejście było najpopularniejszym tematem tego dnia (trending topic) i mnóstwo luminarzy kultury wyrażało swój smutek w setkach, tysiącach twitów. Nigella napisała, że Nora była jej idolką, pisarze, np. Margaret Atwood i Bret Easton Ellis, złożyli jej hołd; praktycznie wszystkie moje ulubione dziennikarki i felietonistki pisały o tym, jakim wzorem była dla nich; nawet Justin Timberlake ujawnił się jako wielki fan Nory. Informacja o jej odejściu była jedną z głównych w głównym wydaniu wiadomości BBC. Wiele osób nazywało ją my heroine, przywołując tym samym zdanie z przemowy, jaką wygłosiła do absolwentek elitarnego Wellesley College (amerykańska tradycja commencement speech jest godna pozazdroszczenia): Be the heroine of your life, not a victim. Ephron była feministką, ale nawet do 'wojny płci' potrafiła podejść tak dowcipnie i oryginalnie, że scenariusz do When Harry Met Sally uznawany jest za jeden z najlepszych utworów na temat relacji męsko - damskich, jakie kiedykolwiek napisano - pewna znana mi mądra osoba twierdzi, że wszystkiego, co warto wiedzieć na ten temat, można się dowiedzieć z tego filmu *mrugam*. Obejrzyjcie Kiedy Harry spotkał Sally (z mężem mamy tradycję oglądania tego filmu zawsze w Nowy Rok - oboje go uwielbiamy) a przekonacie się, że kompletnie się nie zestarzał (pominąwszy, rzecz jasna, fryzury i ubrania).
Gdyby Nora nie ruszyła potem palcem, i tak przeszłaby do historii kina i kultury popularnej. A przecież dała nam znacznie więcej. Jej matka (oboje rodzice Nory byli scenarzystami w Hollywood) powiedziała jej: everything is copy (w wolnym tłumaczeniu: wszystko stanowi materiał) i Nora obracała własne, często bolesne doświadczenia w doskonałą, bardzo prawdziwą fikcję. Jej powieść Heartburn (Zgaga), na podstawie której nakręcono udany film z kolejną moją idolką, Meryl Streep, oparta jest na rozpadzie jej małżeństwa ze słynnym dziennikarzem śledczym, Carlem Bernsteinem (tym od afery Watergate). Swoją miłość do gotowania i jedzenia - Nora była legendarną kucharką i znakomitą pisarką kulinarną - przekuła w kolejny z mojej listy ukochanych filmów, czyli Julie i Julia, którego to filmu była zarówno scenarzystką, jak i reżyserką. Zapewniam przy tym, że kreacja Streep w tym filmie jest jak zawsze doskonała - wspominam o tym, bo gdy film wszedł na polskie ekrany widziałam na pewnym polskim blogu nonsens o tym, jakoby Nora i Meryl zrobiły z Julii Child idiotkę - no cóż, powiem tylko, że i Ephron i Streep nieporównanie więcej wiedziały nt. Julii Child, niż autorka bloga.
Inne sukcesy Nory to Sleepless in Seattle i You've got Mail (Masz wiadomość). Tym filmom zarzucano ckliwość, ale i tak są o niebo lepsze, niż dzisiejsze rom-coms. Jej najwcześniejszy, i wysoko oceniany, film to Silkwood - poważny dramat, oparty na prawdziwej, tragicznej historii, znowu z Meryl w roli głównej. Prywatnie ta aktorka i Nora przyjaźniły się - Nora znana była z tego, że była niezwykle ciepła (choć miała też cięty język) i "absurdalnie" wręcz hojna - nic dziwnego, że w poświęconych jej w tutejszej prasie pośmiertnych artykułach powtarza się zdanie: to była kobieta, którą każda kobieta chciałaby mieć za przyjaciółkę. Szczęśliwie pozostaną jej filmy i książki.
W swojej ostatniej książce, w której pisze sporo o starzeniu się i przemijaniu (ale, jak zawsze, dowcipnie), Nora zrobiła dwie listy: jedną z rzeczami, za którymi nie będzie tęsknić po śmierci, i jedną z tymi, za którymi będzie tęsknić - są dostępne tutaj (ang), i bardzo polecam przeczytać.
Gdy usłyszałam bardzo smutną dla mnie wiadomość o jej śmierci, zajrzałam na Twittera - o tym, jak wiele jej książki i filmy znaczyły dla innych, niech świadczy to, że jej odejście było najpopularniejszym tematem tego dnia (trending topic) i mnóstwo luminarzy kultury wyrażało swój smutek w setkach, tysiącach twitów. Nigella napisała, że Nora była jej idolką, pisarze, np. Margaret Atwood i Bret Easton Ellis, złożyli jej hołd; praktycznie wszystkie moje ulubione dziennikarki i felietonistki pisały o tym, jakim wzorem była dla nich; nawet Justin Timberlake ujawnił się jako wielki fan Nory. Informacja o jej odejściu była jedną z głównych w głównym wydaniu wiadomości BBC. Wiele osób nazywało ją my heroine, przywołując tym samym zdanie z przemowy, jaką wygłosiła do absolwentek elitarnego Wellesley College (amerykańska tradycja commencement speech jest godna pozazdroszczenia): Be the heroine of your life, not a victim. Ephron była feministką, ale nawet do 'wojny płci' potrafiła podejść tak dowcipnie i oryginalnie, że scenariusz do When Harry Met Sally uznawany jest za jeden z najlepszych utworów na temat relacji męsko - damskich, jakie kiedykolwiek napisano - pewna znana mi mądra osoba twierdzi, że wszystkiego, co warto wiedzieć na ten temat, można się dowiedzieć z tego filmu *mrugam*. Obejrzyjcie Kiedy Harry spotkał Sally (z mężem mamy tradycję oglądania tego filmu zawsze w Nowy Rok - oboje go uwielbiamy) a przekonacie się, że kompletnie się nie zestarzał (pominąwszy, rzecz jasna, fryzury i ubrania).
Gdyby Nora nie ruszyła potem palcem, i tak przeszłaby do historii kina i kultury popularnej. A przecież dała nam znacznie więcej. Jej matka (oboje rodzice Nory byli scenarzystami w Hollywood) powiedziała jej: everything is copy (w wolnym tłumaczeniu: wszystko stanowi materiał) i Nora obracała własne, często bolesne doświadczenia w doskonałą, bardzo prawdziwą fikcję. Jej powieść Heartburn (Zgaga), na podstawie której nakręcono udany film z kolejną moją idolką, Meryl Streep, oparta jest na rozpadzie jej małżeństwa ze słynnym dziennikarzem śledczym, Carlem Bernsteinem (tym od afery Watergate). Swoją miłość do gotowania i jedzenia - Nora była legendarną kucharką i znakomitą pisarką kulinarną - przekuła w kolejny z mojej listy ukochanych filmów, czyli Julie i Julia, którego to filmu była zarówno scenarzystką, jak i reżyserką. Zapewniam przy tym, że kreacja Streep w tym filmie jest jak zawsze doskonała - wspominam o tym, bo gdy film wszedł na polskie ekrany widziałam na pewnym polskim blogu nonsens o tym, jakoby Nora i Meryl zrobiły z Julii Child idiotkę - no cóż, powiem tylko, że i Ephron i Streep nieporównanie więcej wiedziały nt. Julii Child, niż autorka bloga.
Inne sukcesy Nory to Sleepless in Seattle i You've got Mail (Masz wiadomość). Tym filmom zarzucano ckliwość, ale i tak są o niebo lepsze, niż dzisiejsze rom-coms. Jej najwcześniejszy, i wysoko oceniany, film to Silkwood - poważny dramat, oparty na prawdziwej, tragicznej historii, znowu z Meryl w roli głównej. Prywatnie ta aktorka i Nora przyjaźniły się - Nora znana była z tego, że była niezwykle ciepła (choć miała też cięty język) i "absurdalnie" wręcz hojna - nic dziwnego, że w poświęconych jej w tutejszej prasie pośmiertnych artykułach powtarza się zdanie: to była kobieta, którą każda kobieta chciałaby mieć za przyjaciółkę. Szczęśliwie pozostaną jej filmy i książki.
W swojej ostatniej książce, w której pisze sporo o starzeniu się i przemijaniu (ale, jak zawsze, dowcipnie), Nora zrobiła dwie listy: jedną z rzeczami, za którymi nie będzie tęsknić po śmierci, i jedną z tymi, za którymi będzie tęsknić - są dostępne tutaj (ang), i bardzo polecam przeczytać.
Etykiety:
BBC,
feminizm,
ikony,
internet,
kino,
książki,
Meryl Streep,
Nigella Lawson,
pisanie
25/05/2012
Dobry serial oglądam, część III
Niedawno w trzynastym już rocznym sprawozdaniu o macierzyństwie, międzynarodowa fundacja Save The Children opublikowała ranking 165 krajów. Krajem, gdzie matkom jest najlepiej (the best country in the world to be a mother), jest Norwegia. Nie będzie też chyba dla nikogo zaskoczeniem, że w pierwszej dziesiątce krajów najbardziej sprzyjających macierzyństwu znalazły się wszystkie kraje skandynawskie: Islandia to nr 2, nr 3 - Szwecja, nr 5 - Dania, nr 6 - Finlandia. Zaskoczyła mnie wysoka pozycja UK - na 10 miejscu, ex aequo z Holandią. Eksperci przygotowujący tę listę brali pod uwagę przede wszystkim to, jak wygląda opieka medyczna nad przyszłą i świeżo upieczoną matką, i tym samym raport dobitnie dowodzi, że brytyjska służba zdrowia, finansowana z podatków, a nie prywatnych ubezpieczeń, sprzyja bezpiecznej, zdrowej ciąży i porodowi - Polska jest dopiero na 28 miejscu (także z powodu wiadomej, podyktowanej mizoginizmem, barbarzyńsko - średniowiecznej ustawy), i mam nadzieję, że da to do myślenia tym wszystkim moim rodaczkom, które psioczą na tutejszy system i wychwalają tanią (z perspektywy UK) prywatną służbę zdrowia w Pl - ale o tym kiedy indziej.
Wspominam o tym raporcie, bo częściowo wyjaśnia, dlaczego Skandynawki to obecnie idolki Brytyjek - jak napisała dziennikarka The Times, Janice Turner, w artykule poświęconym bohaterkom kultowych skandynawskich seriali kryminalnych i społecznych (Borgen): (...) they make every woman want to move to Scandinavia. W tych krajach (oraz w Nowej Zelandii, nr 4 w raporcie), kobiety są najbliżej zdobycia świętego Graala feminizmu, a więc pełnego uprawnienia. Dzięki mądrej polityce państwa cieszą się one macierzyństwem (lub, z wyboru, nie cieszą - one, a nie państwo decydują, kiedy i czy chcą mieć dziecko), jednocześnie realizując się zawodowo. Zaznaczam, że nie mam wyidealizowanego obrazu Skandynawii - to nie są utopie, których beztroscy obywatele stąpają po płatkach róż przy dźwiękach harfy, wśród jednorożców i z permanentną tęczą na niebie - ale ostatnia fala kultowych seriali, wszystkie z silną, niezależną, mądrą kobietą w roli głównej, potwierdza, że w Skandynawii dobrze jest nie tylko matkom, ale wszystkim kobietom.
Najnowsza ulubienica brytyjskich widzów to tym razem Szwedka, która fizycznie ucieleśnia tak cenioną na świecie szwedzką urodę, jest bowiem niebieskooką blondynką - Sofia Hellin. Obok Duńczyka Kima Bodnia, jest ona główną bohaterką szwedzko - duńskiej koprodukcji pt. Bron/Broen, po angielsku The Bridge, czyli Most.
Podobnie jednak jak Sarah Lund z Forbrydelsen, postać, którą gra Sofia, policjantka - detektyw Saga Noren, jest całkowicie skoncentrowana na swej pracy - wygląd jest dla niej sprawą tak dalece nieistotną, że zmienia koszulki w swoim biurze przy biurku, nie bacząc na kolegów. Nie maluje się, nie układa włosów, nosi cały czas te same skórzane spodnie (echa "mundurka" Sary Lund) i męski w kroju płaszcz. Duńskie i szwedzkie fora internetowe i towarzystwa skupiające Aspies, czyli osoby z Zespołem Aspergera, uznały Sagę Noren za "swoją" - twórcy serialu także twierdzą, że tworząc jej postać, korzystali z informacji o zachowaniu Aspies. Saga istotnie zdradza pewne cechy wspólne dla osób na spektrum autystycznym, oczywiście dla mnie to jedna z atrakcji serialu. Następuje tu też odwrócenie tradycyjnych ról płci: Saga to bezdzietna (z wyboru - dowiadujemy się, że nie czuje instynktu macierzyńskiego) singielka, całkowicie poświęcająca się karierze. Jej odpowiednik po drugiej stronie mostu, Martin Rohde, to trzykrotnie żonaty ojciec 5 dzieci, który kieruje się czasem nieracjonalnymi impulsami i nie zawsze zachowuje profesjonalny dystans.
Most to kolejna zagadka kryminalna, z umiejętnymi zwrotami akcji i fałszywymi tropami. Fabuła nieco przypomina klasyczny już film Finchera pt. Se7en. Dodatkowego, bardzo interesującego wymiaru dodaje serialowi fakt, że przestępca i zbrodnie łączą oba kraje: Danię i Szwecję, i że by złapać sprawcę/ów, policja kopenhaska i z Malmo muszą ze sobą współpracować. Jedną z pierwszych rzeczy, jakich się dowiadujesz, kiedy się przeprowadzasz do Danii, to to, jak bardzo te kraje, choć tak podobne, ze sobą rywalizują - Duńczycy patrzą na Szwedów z góry, przekonałam się też, że opinia iż szwedzcy sąsiedzi to "sztywniacy", którzy ślepo trzymają się zakazów i nakazów (w serialu to subtelnie pokazano) jest wśród Duńczyków powszechna, choć obie nacje są najbardziej praworządnymi i najmniej skorumpowanymi na świecie.
Myślę, że początkowa piosenka także się Wam spodoba:
Wspominam o tym raporcie, bo częściowo wyjaśnia, dlaczego Skandynawki to obecnie idolki Brytyjek - jak napisała dziennikarka The Times, Janice Turner, w artykule poświęconym bohaterkom kultowych skandynawskich seriali kryminalnych i społecznych (Borgen): (...) they make every woman want to move to Scandinavia. W tych krajach (oraz w Nowej Zelandii, nr 4 w raporcie), kobiety są najbliżej zdobycia świętego Graala feminizmu, a więc pełnego uprawnienia. Dzięki mądrej polityce państwa cieszą się one macierzyństwem (lub, z wyboru, nie cieszą - one, a nie państwo decydują, kiedy i czy chcą mieć dziecko), jednocześnie realizując się zawodowo. Zaznaczam, że nie mam wyidealizowanego obrazu Skandynawii - to nie są utopie, których beztroscy obywatele stąpają po płatkach róż przy dźwiękach harfy, wśród jednorożców i z permanentną tęczą na niebie - ale ostatnia fala kultowych seriali, wszystkie z silną, niezależną, mądrą kobietą w roli głównej, potwierdza, że w Skandynawii dobrze jest nie tylko matkom, ale wszystkim kobietom.
![]() |
| Dwie uwielbiane przez brytyjskich fanów i fanki duńskie aktorki: Sofie Gråbøl i Sidse Babett Knudsen |
Podobnie jednak jak Sarah Lund z Forbrydelsen, postać, którą gra Sofia, policjantka - detektyw Saga Noren, jest całkowicie skoncentrowana na swej pracy - wygląd jest dla niej sprawą tak dalece nieistotną, że zmienia koszulki w swoim biurze przy biurku, nie bacząc na kolegów. Nie maluje się, nie układa włosów, nosi cały czas te same skórzane spodnie (echa "mundurka" Sary Lund) i męski w kroju płaszcz. Duńskie i szwedzkie fora internetowe i towarzystwa skupiające Aspies, czyli osoby z Zespołem Aspergera, uznały Sagę Noren za "swoją" - twórcy serialu także twierdzą, że tworząc jej postać, korzystali z informacji o zachowaniu Aspies. Saga istotnie zdradza pewne cechy wspólne dla osób na spektrum autystycznym, oczywiście dla mnie to jedna z atrakcji serialu. Następuje tu też odwrócenie tradycyjnych ról płci: Saga to bezdzietna (z wyboru - dowiadujemy się, że nie czuje instynktu macierzyńskiego) singielka, całkowicie poświęcająca się karierze. Jej odpowiednik po drugiej stronie mostu, Martin Rohde, to trzykrotnie żonaty ojciec 5 dzieci, który kieruje się czasem nieracjonalnymi impulsami i nie zawsze zachowuje profesjonalny dystans.
Most to kolejna zagadka kryminalna, z umiejętnymi zwrotami akcji i fałszywymi tropami. Fabuła nieco przypomina klasyczny już film Finchera pt. Se7en. Dodatkowego, bardzo interesującego wymiaru dodaje serialowi fakt, że przestępca i zbrodnie łączą oba kraje: Danię i Szwecję, i że by złapać sprawcę/ów, policja kopenhaska i z Malmo muszą ze sobą współpracować. Jedną z pierwszych rzeczy, jakich się dowiadujesz, kiedy się przeprowadzasz do Danii, to to, jak bardzo te kraje, choć tak podobne, ze sobą rywalizują - Duńczycy patrzą na Szwedów z góry, przekonałam się też, że opinia iż szwedzcy sąsiedzi to "sztywniacy", którzy ślepo trzymają się zakazów i nakazów (w serialu to subtelnie pokazano) jest wśród Duńczyków powszechna, choć obie nacje są najbardziej praworządnymi i najmniej skorumpowanymi na świecie.
Myślę, że początkowa piosenka także się Wam spodoba:
Subscribe to:
Posts (Atom)


















